• facebook
  • rss
  • Parafialne zespoły synodalne
: Żal, że się kończy

    Krzysztof Kozłowski


    |

    Posłaniec Wramiński

    dodane 15.04.2012 09:20

    Kiedy słyszymy hasło „I Synod Archidiecezji Warmińskiej”, wielu z nas wyobraża sobie wielką salę, na której siedzą warmińscy biskupi otoczeni duchowieństwem. Panuje cisza, ktoś głośno przemawia, inny notuje, wzniosła atmosfera onieśmiela. Prawda jest inna.


    Osoby świeckie, zaangażowane w prace w swoich parafiach, stały się współtwórcami synodalnego dzieła, spotykając się w salach katechetycznych i omawiając zagadnienia formułowane przez obradujące w kurii komisje. Wszystko po to, aby odkryć znaki czasu, które widać na ulicach naszych miast, ale także w parafialnych kościołach i wspólnotach, które starzeją się wraz z ich członkami. – Istotną cechą synodu jest to, iż działa oddolnie. Bo ważne jest, co myśli zwykły katolik, jakie są jego codzienne bolączki, czy dostrzega Boga we własnym życiu. Tylko wspólne działanie może dopomóc nam, jako wspólnocie Kościoła katolickiego, mądrze odpowiedzieć na znaki czasu – mówi ks. Paweł Rabczyński, sekretarz pomocniczy synodu.


    W każdej parafii


    Aby włączyć do prac synodalnych jak największą liczbę wiernych, regulamin synodu nałożył na wszystkich proboszczów obowiązek powołania parafialnych zespołów synodalnych. W ich skład weszli kapłani, osoby zakonne, katecheci oraz świeccy, dla których ważne jest dobro Kościoła warmińskiego. Łącznie zarejestrowano 163 parafialne zespoły synodalne. Spotykały się one regularnie w swoich parafiach, żeby dyskutować nad materiałami dostarczonymi przez sekretariat główny synodu. Zawierały opracowania problemów podejmowanych przez 23 tematyczne komisje synodalne. Często rozmowy i dyskusje trwały długo, a w ich konsekwencji zespoły parafialne opracowywały wnioski i uwagi, które w wielu przypadkach stały się cenne w przygotowaniu końcowych dokumentów (statutów) synodalnych.


    Jeden, ale najlepszy


      
– Choć natura ludzka jest ciągle taka sama, życie biegnie. Dlatego trzeba ciągle odnajdywać znaki czasu, czyli umiejscawiać wydarzenia w świetle wiary, które stanowią wyraz zbawczej obecności i woli Bożej – wyjaśnia ks. Zygmunt Klimczuk
    Zamierzenie nasze było bardzo optymistyczne. Planowaliśmy powołanie trzech zespołów parafialnych. Jeden miały tworzyć osoby związane z kętrzyńskim oddziałem „Civitas Christiana”, drugi katecheci, a trzeci duchowieństwo i szafarze. Ostatecznie ukształtował się jeden zespół zorganizowany przez „Civitas Christiana”. Jest to również pewien znak naszych czasów, bo ludzie są zabiegani, mają dużo zajęć, brakuje im czasu i nie chcą zbytnio się angażować – mówi ks. Zygmunt Klimczuk, proboszcz parafii św. Katarzyny w Kętrzynie, przewodniczący komisji ds. społecznych i troski o dzieło stworzenia, która podejmowała tematy związane z życiem społeczno-gospodarczym. Jak podkreśla, spotkania parafialnego zespołu odbywały się regularnie raz w miesiącu. Ich tematyka dotyczyła nie tylko zasad społecznych, ale też omawiano bieżące problemy i wydarzenia mające miejsce w lokalnej społeczności, jak i w Polsce. Na spotkaniach referowane były opracowania i dokumenty wypracowane przez komisje synodalne. – Analizowaliśmy je i dyskutowaliśmy, czy mają przełożenie na rzeczywistość, ale nie jakąś nieznaną, tylko naszą, kętrzyńską. Wnioski przekazywaliśmy do Olsztyna – mówi Zenobia Alejun z „Civitas Christiana”. Kętrzyński zespół, chcąc wyjść do licznej grupy mieszkańców, podjął współpracę z lokalną gazetą „Życie Kętrzyna”. Wszystkie omawiane tematy były publikowane w całości lub w obszernym skrócie, dzięki czemu poruszana problematyka trafiała nawet do osób żyjących poza Kościołem. 


    A owoce…


    Zapewne upłynie trochę czasu, zanim wnioski wyciągnięte z wieloletnich prac zostaną uwzględnione w pracy duszpasterskiej. Ale niektórzy już odczuwają zmiany, zarówno te we własnym środowisku, jak i w najbliższych osobach. – Wydaje mi się, że już widoczne jest ożywienie świadomości społecznej osób, które uczestniczyły w pracach zespołu. Ludzie zaczynają rozumieć, że jako katolicy nie mogą wstydzić się swojej wiary, lecz muszą o niej mówić, przekładać ją na życie codzienne – mówi ks. Klimczuk. – I uparcie powtarzam, że budowanie świadomości jest ważniejsze od innych działań. Człowiek musi zaakceptować, zrozumieć i dopiero wtedy w pełni świadomie realizować – dodaje.
– Same spotkania zespołu przyniosły owoce. Ciągle widoczna jest potrzeba katechizowania osób dorosłych. Pięć lat naszej pracy to jak ukończenie studiów wyższych. Na pewno każdy z nas jest dziś dojrzalszym człowiekiem. Bo praca w zespole była nie tylko refleksją nad Kościołem, ale też i wewnętrzną formacją. Spotkania często ukierunkowywały mnie, jak mam żyć. Zresztą nawet dzisiaj moje postępowanie jest już owocem tego synodu. I aż żal, że on się kończy – wyznaje Zenobia Alejun.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół