• facebook
  • rss
  • W przyjaźni z amboną

    Tekst i zdjęcia: 
Łukasz Czechyra


    |

    Posłaniec Warmiński

    dodane 15.04.2012 09:17

    Wielki Post. W kilku parafiach archidiecezji pojawili się dodatkowi pracownicy. Są prawie jak apostołowie – jest ich dwunastu, posłani, by służyć innym. Przy okazji uczą się, jak stawać się dobrymi duszpasterzami.


    Dla diakonów posłanych przez metropolitę warmińskiego do pracy duszpasterskiej w parafiach Wielki Post to okres intensywnej nauki, a oprócz oczekiwania na Zmartwychwstanie również czas przygotowania się do święceń kapłańskich. Abp Wojciech Ziemba skierował do wielkopostnej pracy jedenastu diakonów oraz jednego akolitę. Trafili do Bartoszyc, Braniewa, Dobrego Miasta, Kętrzyna, Korsz, Olsztyna i Srokowa. Nie jest to ich pierwsze wyjście do ludzi – mają za sobą doświadczenie z rodzinnych parafii i tzw. wyjazdów „na tacę”. Jest to jednak jedyny czas przed święceniami prezbiteratu, kiedy nie są gośćmi, a pełnoprawnymi pracownikami we wspólnocie.


    Diakon znaczy sługa


    Dokumenty kościelne dotyczące formacji kandydatów do kapłaństwa kładą nacisk na głębokie powiązanie, jakie istnieje między różnymi aspektami formacji: ludzkim, duchowym, intelektualnym, a jednocześnie na ich konkretne ukierunkowanie duszpasterskie. Podczas studium teologii pastoralnej, czyli praktycznej, alumni poznają zasady i kryteria działalności duszpasterskiej Kościoła. Adhortacja „Pastores dabo vobis” wyraźnie wskazuje, że celem formacji duszpasterskiej jest nie tylko zapewnienie naukowej kompetencji i zdolności działania w dziedzinie duszpasterstwa, lecz rozwój pewnego sposobu bycia.

    – Chodzi tutaj o autentyczny proces kształtowania wrażliwości pasterskiej, o przygotowanie do świadomego i dojrzałego przyjęcia odpowiedzialności, wpojenie wewnętrznego nawyku oceniania problemów, ustalania priorytetów i wyboru rozwiązań w świetle jednoznacznych nakazów wiary – tłumaczy ks. Paweł Rabczyński, rektor Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” w Olsztynie. Miejscem formowania doświadczeń duszpasterskich jest parafia. Jest to bowiem żywe środowisko, w którym przyszli kapłani staną wobec specyficznych problemów swej posługi w różnych dziedzinach i specjalizacjach. Diakon – z jęz. greckiego diakonos – oznacza sługę, i właśnie charakter służebny ma ich posługa wielkopostna.


    Cenne doświadczenia


    Diakoni w goszczących ich parafiach prowadzą nabożeństwa, pracują w kancelarii, głoszą kazania, uczestniczą w życiu wspólnot. – To nie jest tak, że diakon jest od wszystkiego i na wszystkim ma się już znać. Mamy zdobyć doświadczenie i wyciągnąć cenne wnioski, aby potem zastosować je w pracy kapłańskiej. Do naszych zadań należy raczej przyglądanie się, obserwacja pracy parafii i tego, jak wygląda duszpasterstwo od środka. W seminarium uczymy się teorii, tu widzimy, jak wygląda praktyka – mówi ks. dk. Mariusz Chlewicki.
– Praktyka diakońska to całkiem inne życie. Chociażby podczas pracy w kancelarii parafialnej. To nie są tylko formalności i wypełnianie papierów, ale przede wszystkim kontakt z ludźmi. Sprawdza się w tym momencie, czy człowieka traktuje się podmiotowo. Ludzie często nie wiedzą, że jestem „tylko” diakonem, przychodzą jak do księdza. Są różne sytuacje, rozmowy z młodymi, przygotowującymi się do małżeństwa, czy z apostatami z Niemiec – opowiada ks. dk. Bartłomiej Koba. Obaj przyznają, że praktyka to całkiem co innego niż życie w seminarium, choćby ze względu na brak regulaminu. To wymaga odpowiedzialności, bo muszą sami tak opracować sobie plan dnia, żeby znaleźć czas na brewiarz czy osobistą modlitwę. A przy przygotowaniu kazania dodatkowy czas na medytację. Nie jest to ich pierwsze zetknięcie z amboną, ale teraz muszą się z nią jeszcze zaprzyjaźnić.
– W jedną niedzielę miałem 10 kazań – jedno dla dzieci, jedno pasyjne podczas Gorzkich Żali i dla dorosłych. Przy takiej liczbie trzeba być mocno skoncentrowanym, bo mówię na pierwszej Mszy św., drugiej, trzeciej, a na czwartej się zastanawiam, czy już to mówiłem czy jeszcze nie. Przychodzi potem zmęczenie, ale tym większa radość, kiedy ktoś z wiernych przyjdzie i pochwali za dobre kazanie – mówi ks. dk. Koba.


    Najpierw człowiek


    Posługujący w parafii Najświętszego Zbawiciela i Wszystkich Świętych w Dobrym Mieście ks. dk. Mariusz Chlewicki mówi, że najważniejsze, co może wynieść z praktyki, jest to, jakim być człowiekiem. – Moja praca duszpasterska po święceniach zależeć będzie od tego, jakie życie duchowe będę prowadzić, od mojej relacji z Bogiem, ale również z innymi ludźmi. Jeżeli będę tylko pracownikiem, który wychodzi do ołtarza, odprawia Mszę św., a nie ma czasu dla wiernych, to nie zadziała. Tutaj uczę się otwartości na innych i tego, że bycie dobrym człowiekiem skutkuje byciem dobrym kapłanem – to jest bowiem praca z drugim człowiekiem, dla niego, nie dla siebie – tłumaczy ks. dk. Chlewicki.
– Podczas codziennej pracy czuje się, że jest się potrzebnym ludziom – mówi ks. dk. Bartłomiej Koba, który pracuje w parafii NSPJ w Olsztynie. – W parafii istnieje wiele wspólnot i można rozwinąć skrzydła. Również to wyniosę z praktyk – potrzebę wspólnot we wspólnocie. Jest to ogromny potencjał i wielka wartość, że są ludzie, którzy wiele dają Kościołowi, a mogą jeszcze więcej – mówi diakon.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół