• facebook
  • rss
  • Niemieckie nazwisko, polska krew

    dodane 01.05.2012 23:12

    W pracy kapłańskiej zawsze starał się, by dzieci i młodzież z Warmii mówiące po polsku mogły kształcić się i wzrastać w wierze, posługując się ojczystym językiem.


    Ksiądz Karol Langwald urodził się 14 grudnia 1886 r. w Barczewku. Jego rodzice związani byli z ruchem polskim na Warmii. Ojciec Karol był polskim działaczem warmińskim i narodowym, członkiem Rady Nadzorczej Banku Ludowego w Olsztynie oraz sejmiku powiatowego w Olsztynie. Podczas plebiscytu na Warmii po I wojnie światowej był mężem zaufania Warmińskiego Komitetu Plebiscytowego w Olsztynie. Dwukrotnie w latach 1921 i 1924 kandydował na posła do parlamentu niemieckiego z ramienia Polskiej Partii Ludowej w Prusach Wschodnich. Był także członkiem Związku Polaków w Niemczech. W atmosferze takiego zaangażowania na rzecz społeczności polskiej wychowywał się przyszły duchowny Karol Langwald.


    W obronie polskości


    Po ukończeniu gimnazjum w Reszlu, 
ks. Langwald wstąpił do seminarium w Braniewie. Po święceniach kapłańskich (1913 r.) podjął pracę duszpasterską w Dzierzgoniu, następnie we Wrzesinie. Po zakończeniu I wojny światowej, podczas której pracował w jednostce sanitarnej, zaangażował się w pracę Warmińskiego Komitetu Plebiscytowego. Jednak w plebiscycie w 1920 r. ludność zdecydowała o pozostawieniu tych ziem w granicach Prus Wschodnich. Ksiądz Karol włączył się wówczas w działania odradzającego się ruchu polskiego i powołanie Związku Polaków w Prusach Wschodnich. Od 11 grudnia 1920 r. pracował jako wikariusz w Purdzie. Nie zaprzestał jednak walki o godne miejsce Polaków i języka polskiego na Warmii. Występował w imieniu związku o naukę ojczystego języka w szkołach. Później, jako prezes Polsko-Katolickiego Towarzystwa Szkolnego na Warmii, starał się o wprowadzenie nauki religii po polsku w szkołach, gdzie uczyły się dzieci z rodzin, dla których polski był językiem ojczystym. Wysiłki te przyniosły efekty dopiero w 1929 r., kiedy na terenie Prus Wschodnich powstało 14 polskich szkół. Ze względu na zaangażowanie w walkę o polskość, ks. Karol był często przenoszony do różnych parafii. Pracował w Klebarku Wielkim, Klonie koło Szczytna i Olecku. Tu, mimo zakazu władz, odprawiał Msze św. z kazaniem w języku polskim. Jego kontaktami interesowało się gestapo i był przez nich wielokrotnie przesłuchiwany. W końcu w 1935 r. ks. Langwald został proboszczem w Kochanówce, gdzie pracował aż do 1945 r., kiedy został wywieziony przez Sowietów na Syberię.


    Blisko wiernych

    
Ksiądz Bruno Schwarz, charakteryzując ks. Karola, stwierdził, że miał on niemieckie nazwisko, ale krew i przywiązanie do polskości. Jednak ta postawa była zakorzeniona nie w nienawiści, ale w umiłowaniu Boga w człowieku, który ma prawo do wyznawania swojej wiary w ojczystym języku. Otwartość ks. Langwalda na różnorodność kulturową ówczesnej Warmii pozwalała mu na odnalezienie się w każdej grupie społecznej. Jednak prawdziwym sprawdzianem jego powołania i wierności Bogu był okres końca II wojny światowej, kiedy przez Warmię przetoczył się niszczycielski front. Na plebanii w Kochanówce ks. Karol udzielił schronienia kilkudziesięciu osobom, przede wszystkim dziewczętom i kobietom – wiele mówiło się o przemocy i gwałtach, których dokonują sowieccy żołnierze. Mimo że nie miał takiego obowiązku, towarzyszył parafianom w trakcie rejestracji wprowadzonej przez Sowietów, którzy zabierali do przymusowej pracy mężczyzn (Niemców) w wieku 17–50 lat. Po umieszczeniu na listach mieszkańcy stali się więźniami i zostali przydzieleni do grup roboczych. Podobnie jak wielu kapłanów został zatrzymany. Ale i wówczas nie zapomniał o godności ludzkiej; podjął się zebrania porzuconych ciał i pochowania ich na cmentarzu. Modlił się za współwięźniów, dzielił się z nimi żywnością. Tuż przed wywózką do Rosji oddał lekarstwa chorującemu proboszczowi z Jarandowa ks. Fittkau, który tak wspomina ten moment: „Gdy zaczął zapadać zmrok, na podwórzu zapalono silniki ciężarówek. Dla księdza Lang-
walda i tuzina innych lokatorów piwnicznych cel wybiła godzina przeznaczenia. Ksiądz Langwald sięgnął szybko po swój plecak i grzebał w nim ze zdenerwowaniem. Gdy znalazł to, czego szukał, podał mi rękę i wsunął małą butelkę. »Weź to na godzinę przed następnym apelem« – powiedział. Z typową dla siebie łagodnością i spokojem próbował uśmiechnąć się do mnie, ale jego duże oczy zdradzały mi aż nazbyt dobrze, że wiedział, co go czeka. »Do widzenia! Z Bogiem«, wyszeptał jeszcze do mnie”.


    Śmierć za Uralem


    Kapłan z wiernymi trafił do Wystroi, gdzie Rosjanie zgromadzili łącznie ponad 60 tys. osób. Następnie, w bydlęcych wagonach, przetransportowano ich za Ural. Podróż trwała nawet do siedmiu tygodni – w mrozie, w trudnych warunkach, bez dostatecznej ilości wody i pożywienia. Wielu nie dojechało do celu. Ksiądz Karol wraz z grupą około 70 parafian z Kochanówki trafił do obozu pracy pod Czelabińskiem. Skrajnie wyczerpany nie był zdolny do pracy. Zmarł w maju 1945 roku.
Męczeński charakter śmierci sługi Bożego ks. Karola Langwalda wypłynęła z pragnienia niesienia pomocy i dochowania wierności parafianom, którym z własnej woli towarzyszył w drodze do miejsca rejestracji przez władze sowieckie. Przypłacił to uwięzieniem, wywózką na Syberię i śmiercią w obozie pracy. Tak jak przez całe swoje kapłańskie życie bronił praw ludzi do wyznawania wiary w ojczystym języku i towarzyszył potrzebującym jego duszpasterskiej posługi i opieki, tak i w ostatnich tygodniach swego życia pozostał wierny Bogu, któremu służył w drugim człowieku.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół