• facebook
  • rss
  • Skrypty miłości

    Ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 21/2012

    dodane 24.05.2012 00:37

    Każdy chciałby długo żyć. Nie to jest jednak najważniejsze,
jak długo się czuje. Ważne, czym życie jest wypełnione. Pani Filomena wypełniła je ciężką pracą i miłością do najbliższych.


    Kaplica w Ośrodku dla Niewidomych w Olsztynie pełna była po brzegi. Przyszli mieszkańcy domu, ale także wielu gości z zewnątrz. Swoje święto celebrowała Filomena Rutkowska i to nie byle jakie święto – setne urodziny. Uroczystej Mszy św. przewodniczy ks. prał. Roman Lompa, dyrektor Caritas. – Nasza jubilatka w swoim życiu zaufała Bogu i dzięki temu mogła przeżyć najtrudniejsze chwile. Do dziś pokłada nadzieję w Bogu. Gdy odwiedzam panią Filomenę, zawsze prosi na koniec naszego spotkania o to, abym uczynił znak krzyża na jej czole – mówił w czasie nabożeństwa. Przy ołtarzu jest także syn Filomeny, ks. Roman Mężyński. – Dziękuję za to, że dałaś mi życie, mamo. Dziękuję za twoją miłość i troskę – mówi na zakończenie Mszy św. Potem są życzenia, kwiaty i wiele wzruszających słów.


    Pyszne ogórki

    
Historia stu lat życia jest bardzo bogata. Pani Filomena pochodzi z Wilna. Wraz z rodziną przybyła na Warmię, do Ornety, gdzie jej ojciec był organistą. – Atmosfera naszego domu była przesiąknięta religijnością. Mama chodziła codziennie do kościoła. Może dlatego nie musiała mnie namawiać do uczestnictwa w życiu Kościoła. Jej przykład wystarczył, nie trzeba było wielu słów. Sygnałem do spowiedzi było stwierdzenie: „Dziś przyjeżdża nasz spowiednik”. I już wiedziałem, co trzeba zrobić – wspomina ks. Roman. Obraz rodzinnego domu składa się z wielu szczegółów. Siostrzenica jubilatki, dziś emerytowana profesor muzykologii, opowiada o swoich wspomnieniach. – Pamiętam z dawnych czasów, że gdy przyjeżdżałam do cioci latem, w wannie było pełno uzbieranych ogórków, które potem były przez nią przerabiane. Ale jaki wspaniały smak miały! Razem z Romkiem zajadaliśmy się nimi.
Życie Filomeny było dotknięte także cierpieniem i to tym największym z możliwych. – Mój brat zginął tragicznie w wieku 19 lat. W internacie, gdzie mieszkał, jego kolega dla żartu wycelował w niego pistolet i wystrzelił. Trafił go w brzuch. Niestety, brat zmarł w wyniku tego wypadku. To było dla mamy bardzo bolesne doświadczenie. Ale wiara pomogła jej przejść te straszne chwile – mówi syn jubilatki.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół