• facebook
  • rss
  • Do kapłaństwa dzięki strajkom


    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 22/2012

    dodane 31.05.2012 00:55

    Misjonarze na Warmii. Mieszkańcy Pieniężna 
i okolic przyzwyczaili się do obecności seminarzystów pochodzących z całego świata. Wśród nich byli ostatnio dwaj Togijczycy. Teraz wyruszają w Polskę.

    Praca misjonarzy kojarzy się nam najczęściej z wyjazdem do dalekich krajów poza Polskę. Jesienią rozpoczną jednak swoją duszpasterską posługę w naszym kraju dwaj Togijczycy: Roger Edewou i Eric Hounake. Ostatnie cztery lata spędzili na Warmii, w Misyjnym Seminarium Duchownym Księży Werbistów, studiując teologię i przygotowując się do kapłaństwa. Obydwaj musieli wyjechać z rodzinnych domów, pozostawiając w dalekim Togo najbliższych.


    Gdzie jest Makro?

    
– Kiedy przyjechaliśmy do Polski, była już minusowa temperatura. Pamiętam do dziś było –5 stopni. To był dla nas szok. Była też bariera językowa. Wydawało mi się w pierwszym momencie, że ludzie są zamknięci i zachowują dystans. Dopiero później uświadomiłem sobie, że chodzi o problemy językowe. Jest trudno, gdy chcesz coś powiedzieć i nie potrafisz albo nie rozumiesz tego, co do ciebie mówią – wspomina Eric. Siedmiomiesięczny kurs językowy w Poznaniu bardzo pomógł. Potem trzeba było doskonalić umiejętność mówienia po polsku w trakcie studiów.

    Dziś obydwaj perfekcyjnie posługują się naszym językiem.
Polska nie była dla nich zupełnie obcym krajem. – W szkole na geografii i historii uczyliśmy się o Polsce. Wszyscy wiedzieli przynajmniej, gdzie leży ten kraj. Ale także potem, w postulacie, mieliśmy prefekta Polaka. Wiceprowincjałem w Togo był również Polak – mówi Roger. Po kursie językowym w Poznaniu przyjechali do Pieniężna, aby kontynuować studia. Żartobliwie wspominają wydarzenia z pierwszych dni pobytu na Warmii. Jeden z kolegów, przyzwyczajony do wielkomiejskich wygód, chciał iść na zakupy do Makro. Zapytał o drogę. Padła odpowiedź: tam, za lasami. Większość czasu spędzili w ostatnich latach w domu zakonnym. Cenią sobie spokój, atmosferę życzliwości i braterstwa we wspólnocie.


    Katolicy nie strajkują

    
Każdy z nich miał inną drogę odkrywania swojego powołania do kapłaństwa. Roger pochodzi z Sokode, stolicy prefektury Tchaoudjo. Można zauważyć w tym rejonie duże wpływy islamu. – Nigdy nie myślałem, że kiedyś przyjmę chrzest i zostanę katolikiem, ponieważ wzrastałem w rodzinie niekatolickiej. Mój tata jest protestantem, a mama wyznaje religię tradycyjną – mówi Roger. A wszystko przez strajki. W 1990 roku strajki wybuchły w całym Togo. Wszystkie szkoły państwowe przestały funkcjonować. Rodzice posłali więc Rogera do szkoły katolickiej, w której odbywały się normalnie zajęcia. Nie był wtedy ochrzczony. – Uważam, że strajki pomogły mi znaleźć drogę do Kościoła katolickiego – mówi z uśmiechem.
Zaskoczyło go, że uczniowie z rodzin muzułmańskich potrafili odmawiać modlitwy chrześcijańskie: „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”. Niektórzy koledzy z klasy mieli w dokumentach dodatkowe imiona. Kiedy spytał o to, usłyszał: „Są to imiona świętych, które przyjęliśmy na chrzcie św.”. – Pewnego dnia, po szkole, poszedłem do mojego taty i powiedziałem, że chcę przyjąć chrzest. Popatrzył na mnie i powiedział: „To twój wybór, ja nie mam nic przeciwko temu”. Potem było przygotowanie, przyjęcie sakramentów i po maturze decyzja wstąpienia do seminarium.


    Musisz dużo studiować

    
Eric przebył inną drogę. Pochodzi z Afanyan-Gbletta, miejscowości położonej na południu Togo. Jego rodzina ma tradycje kapłańskie. – Mój wujek był pierwszym biskupem naszej diecezji. W dalszej rodzinie jest kilku księży. Zawsze cieszyłem się uroczystościami i jubileuszami związanymi z kapłaństwem – mówi Eric. Jednym z impulsów, aby wstąpić do seminarium, były uroczystości święceń kapłańskich jego wuja ze zgromadzenia misjonarzy kombonianów. Trzeba pamiętać, że świętowanie takich chwil angażuje w Togo całą wioskę i trwa tydzień. – Po tych uroczystościach pewnego dnia powiedziałem mamie: „Ja też chcę zostać misjonarzem”. Ona odpowiedziała: „Jeśli chcesz być misjonarzem, musisz dużo studiować” – wspomina. Fundament został położony jednak wcześniej. Eric był bowiem od najmłodszych lat zaangażowany w życie Kościoła. Pełnił służbę ministrancką, lektorską, był chórzystą oraz członkiem młodzieży parafialnej. Od gimnazjum uczestniczył w rekolekcjach i comiesięcznych spotkaniach powołaniowych. – Po maturze stwierdziłem, że potrzebuję jeszcze czasu, aby podjąć decyzję. Ojciec też miał swoje plany względem mnie. Jak to bywa najczęściej w mojej kulturze, pierwsze dziecko ma być zastępcą rodziców i dlatego rodzice robią wszystko, żeby miało ono dobrą pozycję społeczną. Ojciec proponował mi studia agronomiczne i zostanie inżynierem jak on. Takie miał plany, więc początkowo nie był zadowolony z mojej decyzji o wstąpieniu do seminarium – wspomina Eric. Po maturze studiował w stolicy Togo i tam spotkał misjonarzy werbistów. To zgromadzenie po jakimś czasie wybrał jako swoją zakonną rodzinę.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół