• facebook
  • rss
  • Wrócić z pełniejszym obrazem

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 28/2012

    dodane 12.07.2012 00:00

    Cud eucharystyczny. Chrystus zapewniał, że jest z nami aż do skończenia świata. W Sokółce jeszcze raz przypomniał nam te słowa. Jakby mówił: zobaczcie, zostawiłem całego siebie w Eucharystii. A wy ciągle nie dowierzacie. Co jeszcze mogę dla was zrobić?

    Sokółka – do niedawna zupełnie nieznana, niewielka miejscowość położona w północnej części Niziny Podlaskiej. Znajduje się w niej kościół św. Antoniego Padewskiego. Jak w tysiącach innych świątyń codziennie od dziesięcioleci odprawiane są tu Msze św., dokonuje się przemiana chleba i wina w prawdziwą Krew i Ciało samego Boga. Jesteśmy tego świadkami, chociaż wielokrotnie nawet nie uświadamiamy sobie tego cudu. Klękamy, kapłan wypowiada słowa: „Oto Ciało moje…”. Wstajemy. Msza św. dalej trwa. Ktoś obok kaszle, dziecko zaczyna płakać, ciągły szmer, a w głowie myśl, że po powrocie trzeba zrobić obiad, obejrzeć serial, przeczytać gazetę.

    A przecież sam Jezus Chrystus zstępuje, by nas nakarmić. Co więc może uczynić Bóg? Z wielkiej miłości chce udowodnić nam, iż przychodzi do nas naprawdę. Wybrał cichą Sokółkę, niewielki sejf w zakrystii, by objawić się Polakom w cudzie eucharystycznym.

    Chrystus w dłoniach

    Zdarza się, że podczas udzielania Komunii komunikant upada na podłogę. Tak też stało się 12 października 2008 r. w sokólskim kościele. Ks. Jacek Ingielewicz podniósł komunikant, włożył do naczynia z wodą (vasculum). W nim Hostia miała się rozpuścić, bo tak jest zazwyczaj. Okazało się jednak, że nie zawsze. Po Mszy św. s. Julia Dubowska, zakrystianka ze Zgromadzenia Sióstr Eucharystek, schowała naczynie w zakrystii w sejfie. Po tygodniu, 19 października, na prośbę proboszcza ks. Stanisława Gniedziejki, chciała sprawdzić, czy Hostia już się rozpuściła. Kiedy otworzyła sejf, poczuła delikatny zapach przaśnego chleba. Czy ktokolwiek może zrozumieć to, co czuje człowiek, kiedy jest świadkiem największego cudu, jaki może stać się na ziemi? Na pewno nie, tym bardziej że nawet s. Julia Dubowska, która ujrzała w środku białej Hostii coś, co przypominało wyglądem skrzep krwi, mający postać jakby żywej cząstki ciała – czerwień była intensywna, a woda z niezrozumiałych powodów przezroczysta – nie jest w stanie słowami opisać swoich odczuć. – To trudna sprawa – mówi s. Julia. I opowiada zdarzenie ze swojego życia. – Kiedyś byłam w szpitalu. Leżała w nim cierpiąca kobieta, która ciągle powtarzała: „Dziękuję Ci, Jezu”. W końcu zapytałam, za co ona tak dziękuje. „Pani tego nie zrozumie” – odpowiedziała mi. Człowiek często nie jest w stanie wyrazić słowami tego, co przeżywa. Bo to jest takie osobiste, tylko wewnętrzne – mówi s. Dubowska. Od początku była pewna, że trzyma w dłoni coś nadzwyczajnego, choć na początku nie wiedziała, że to jest żywa tkanka mięśnia ludzkiego serca – które żyje, cierpi i jest w stanie agonalnym, przedzawałowym – serca samego Jezusa Chrystusa. – Brak mi słów, by wyrazić to, co czułam i ciągle czuję – milknie na chwilę. – Jestem wdzięczna Bogu, że dał mi możliwość ujrzenia cudu eucharystycznego. Nie wiem, dlaczego właśnie ja. Ale Pan Bóg wie – dodaje. – Początkowo wszyscy wzruszaliśmy ramionami, cóż to może być, bo ludzkim okiem trudno to było określić. Ale skoro ten znak pojawił się na Hostii konsekrowanej, powiadomiliśmy o tym naszego abp. Edwarda Ozorowskiego – wspomina ks. Gniedziejko. Za jego radą Hostię przełożono na korporał, który schowano w tabernakulum. Później przekazano części tkanki do przebadania prof. Marii Sobaniec-Łotowskiej i niezależnie prof. Stanisławowi Sułkowskiemu.

    Boże przypomnienie

    Do Sokółki zaczęły przyjeżdżać pielgrzymki z całej Polski. Niektórzy zapewne z ciekawości, by niczym uczeń Tomasz osobiście swym wzrokiem zanurzyć się w Chrystusowym boku, wielu, by modlić się przed przemienioną Hostią. Również z naszej archidiecezji coraz liczniejsze grupy udają się do niewielkiej miejscowości, do kościoła, by spotkać tam Boga. Jedną z nich była pielgrzymka, której przewodniczył abp senior Edmund Piszcz. – Przybyliście tu, by popatrzeć Chrystusowi prosto w Jego Serce. By otworzyć swoje serca na Jego miłość. Na co dzień widzimy zagrożenia, to antyświadectwo wiary, sprzeciw wobec Chrystusa i Ewangelii. Chyba w tych czasach, zdawałoby się postępowych, Bóg chce przypomnieć tę niezwykłą prawdę, że jest z nami po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Dla nas na początku było to zaskoczenie, pewna niewiadoma, co to jest, co z tego wyniknie, jakie są Boże plany. Jest to przesłanie do całego świata – przywitał warmińskich pielgrzymów ks. Stanisław Gniedziejko. Potem przedstawił historię cudu eucharystycznego, wyniki badań naukowców. – Ludzie przyjeżdżają tu, by powierzyć się Bogu. Mamy świadectwa otrzymanych łask. Kilka z nich zostało potwierdzonych przez oświadczenia lekarzy o uzdrowieniach. Cudownie z wypadku został wraz z rodziną ocalony konserwator kaplicy wystawienia cząstki Ciała Pańskiego, Krzysztof Stawecki, który do dziś mówi, iż doświadczył wielkiej łaski, gdyż Bóg darował mu drugie życie – nadmienia ks. Stanisław.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół