• facebook
  • rss
  • Wakacje uczciwych chrześcijan

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 29/2012

    dodane 19.07.2012 00:30

    Półkolonie. Co najczęściej robią dzieci w wakacje? Śpią do późna, bo nie muszą iść do szkoły. Ale nie wszystkie – niektóre wstają o świcie, bowiem nie mogą doczekać się kolejnego dnia w oratorium.

    Święty Jan Bosko, turyński duchowny, który założył zgromadzenia salezjanów i salezjanek, w swojej pracy za najważniejsze uznawał dwa filary – misje oraz młodzież. Teraz jego duchowi synowie, a wśród nich również salezjanie z parafii św. Wawrzyńca w Olsztynie, realizują charyzmat założyciela. – To, co organizujemy, robimy pod kątem młodzieży, aby wychowywać dobrych obywateli i uczciwych chrześcijan – tłumaczy ks. Piotr Boziński SDB. By praca ta jednak przyniosła odpowiednie owoce, musi trwać przez cały rok, więc już od kilku lat salezjanie z Olsztyna organizują dla dzieci z parafii półkolonie. W tym roku udział w nich wzięło ponad 100 osób.

    Najważniejsze – wyszaleć się

    Oratorium im. ks. Jana Bosko w Olsztynie zostało w 2003 roku zarejestrowane jako stowarzyszenie. Dzięki temu m.in. może ubiegać się o dofinansowania i zbierać 1 proc. podatku. Ma własną osobowość prawną, ale nie oznacza to, że jest w jakiś sposób oddzielone od parafii, a wręcz przeciwnie. – To jest właśnie charakterystyczne dla naszego zgromadzenia. Duszpasterstwo oraz oratorium tworzą jedną wspólnotę wychowawczą i jest to kwintesencja charyzmatu ks. Bosko – wyjaśnia ks. Piotr.

    W to działanie idealnie wpisują się półkolonie, które odbywają się zawsze w pierwszy tydzień wakacji. Trzeba bowiem wyraźnie zaznaczyć, że ich organizacja to wysiłek wielu ludzi, nie tylko kierownictwa oratorium. – W to, żeby dzieciom zorganizować ten tydzień wakacji, włączają się cała wspólnota, stowarzyszenie, swoje dorzuca nasza wspólnota i – oczywiście – cała rzesza zwykłych ludzi, parafian i animatorów – zaznacza ks. Piotr. Dzieci tworzą 5 grup – najmłodsi mają po 5–6 lat, a pozostałe grupy podzielone są tak, jak podstawówka – klasy I–III oraz IV–VI, chłopcy i dziewczęta oddzielnie. Kolonijny dzień zaczyna się w oratorium o godz. 9. – Musieliśmy zrobić dyżur od rana, bo niektóre dzieci nie mogą się doczekać, budzą rodziców i przychodzą wcześniej – śmieje się ks. Piotr, odpowiedzialny za oratorium. Każdy dzień rozpoczyna się wspólną modlitwą, a na inaugurację półkolonii dzieci przeżyły Mszę św., podczas której duszpasterz wyjaśniał, jak ważne jest poświęcanie czasu Panu Bogu, również w wakacje. Po modlitwie dzieci rozchodzą się do swoich grup na przeróżne zajęcia, często pojawiają się też u nich specjalni goście, jak np. cyrkowiec czy aktorzy z przedstawieniem teatralnym. Opiekunowie organizują im również wyjazdy do różnych ciekawych miejsc. Niektóre dzieci są na koloniach co roku, więc trzeba się trochę napocić, żeby znaleźć nowe atrakcje, których jeszcze nie widziały. – Co ciekawe, najbardziej cieszą się nie na wyjazdy do Figlolandii, Ziołowej Doliny czy na lotnisko, gdzie mają okazję usiąść w samolocie. Kiedy pytam, co im się podczas kolonii najbardziej podobało, za każdym razem pada odpowiedź, że gry i zabawy w lesie. Tam, gdzie jest dużo ruchu i rywalizacji. Może właśnie w tym tkwi sekret naszej popularności – u nas dzieci po prostu mogą się porządnie wyszaleć – mówi ks. Piotr Boziński.

    Rodzice śladem dzieci

    Salezjańskie półkolonie adresowane są dla dzieci z parafii, chociaż zdarzają się i takie, które przyjadą do Olsztyna na wakacje do babci i wtedy również „załapią się” z innymi na codzienne zajęcia. Niestety, warunki nie pozwalają, żeby z półkolonii mogło ich skorzystać jeszcze więcej, mimo że chętnych nie brakuje. – Informację umieszczamy tylko w ogłoszeniach parafialnych, nie wstawiamy jej nawet na naszą stronę internetową. Mimo tak skromnego przekazu wielu osobom musimy odmawiać, bo zwyczajnie nie ma miejsc – mówi ks. Boziński. Każdy dzień zaczynał się modlitwą za rodziców, animatorów, o to, żeby czas poświęcany Bogu był wartościowy. Bowiem półkolonie to również czas ewangelizacji. – Podczas zapisów np. przychodzą rodzice i mówią, że chcieliby zapisać dziecko na kolonie, ale ani ich syn czy córka, ani oni sami nie są ochrzczeni. I dowiadują się, jak przystąpić do sakramentu. Poprzez taką pracę u podstaw docieramy do ludzi, którzy czasem bardzo daleko odeszli od Kościoła – tłumaczy opiekun oratorium. Jak przyznaje, są też takie rodziny, w których rodzice nie chodzą do Kościoła, dzieci siłą rzeczy również, i dorośli nie zamierzają tego zmieniać. – Ale kiedy mówimy tutaj, że Bogu trzeba poświęcać czas, to dajemy tym dzieciom do myślenia. I często wychodzi tak, że one same przychodzą na Mszę św., przypominają też o tym rodzicom. W tamtym roku np. przyszło do mnie jedno dziecko, strasznie zapłakane, i pyta, czy jego rodzice się zbawią, bo nie chcą chodzić do Kościoła. Powiedziałem mu wtedy, że najważniejsze, by samo chodziło, wtedy da dobry przykład i rodzice kiedyś z nim przyjdą. I tak też się stało – opowiada ks. Piotr.

    Lata przygotowań

    Dobry przykład to jeden z fundamentów systemu prewencyjnego ks. Bosko, który twierdził, że trzeba cały czas asystować wychowankom, a wtedy ci nie będą mieli okazji do grzechu. A im więcej takich dobrych przykładów, tym lepiej... Więc na tegorocznych półkoloniach znalazło się aż 32 animatorów. Są to wolontariusze, którzy są wychowankami oratorium i przez cały rok udzielają się w parafii. Przyjęcie do tego grona następuje już po szkole podstawowej. Przez pierwszy rok przychodzą w tygodniu do oratorium, mają swoje dyżury, prowadzą zajęcia, grają z dziećmi w ping-ponga, bilard, pomagają odrabiać lekcje. Ale mają również spotkania formacyjne i konferencje. Po roku takiej wstępnej formacji jadą do Lutomierska, dokąd zjeżdżają animatorzy ze wszystkich placówek salezjańskich. Tam zbierają odpowiednie szlify i przechodzą na kolejny stopień. Formacja wakacyjna rozłożona jest na 4 lata, od stopnia zerowego do trzeciego. Po każdym z nich są egzaminy, a animatorzy muszą się wykazać wiedzą o oratorium, o ks. Bosko, ale również umiejętnościami pedagogicznymi. – Są naprawdę dobrzy i świetnie się w tym realizują. Mamy już trochę studentów, którzy, jeśli pójdą dalej w tym kierunku, będą mieć łatwiej, zostaną cenionymi wychowawcami i animatorami zabawy – tłumaczy ks. Boziński.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół