• facebook
  • rss
  • Siostro, nie siadaj!

    Ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 37/2012

    dodane 13.09.2012 00:15

    Sterty papierów do wypełnienia i nie zawsze przyjazne środowiska. Jednak, gdy katecheta kocha swoje powołanie, nie ma mocnych.

    Tysiące dzieci i młodzieży na Warmii i Mazurach zajęło swoje miejsca w szkolnych ławach, aby zdobywać wiedzę i nowe umiejętności. Wśród zagadnień podejmowanych przez nauczycieli są także prawdy o Bogu i Kościele, które przekazuje kilkuset katechetów, duchownych i świeckich.

    Na dobry początek

    W ostatnim czasie Wydział Nauki Katolickiej Kurii Metropolitarnej w Olsztynie zorganizował konferencje dla katechetów. Podczas spotkania, prowadzonego przez ks. dr. Wiesława Więcka, dyrektora wydziału, wypowiadali się przedstawiciele kuratorium, urzędu wojewódzkiego, ośrodków doskonalenia nauczycielskiego, wydziału teologii i środowiska katechetycznego. Podsumowania dokonał abp Wojciech Ziemba. – Rozpoczynamy nowy rok szkolny w wyjątkowej sytuacji. Nagromadziło się wiele różnych okoliczności, które taką opinię usprawiedliwiają: ogłoszenie Roku Wiary, nowa ewangelizacja i podjęta u nas inicjatywa rekolekcji ewangelizacyjnych we wszystkich parafiach archidiecezji warmińskiej, połączonych z peregrynacją obrazu Matki Bożej Miłosierdzia – mówił metropolita warmiński. Arcybiskup zwrócił także uwagę na problem, jakim jest ogólna obojętność występująca w wielu dziedzinach życia religijnego i społecznego. – Walka między dobrem i złem zawsze istnieje. Mówię to, aby podchodzić do trudnych wyzwań, także tych związanych z katechezą, w pewnej perspektywie. Każdy wiek ma swoje problemy i nie ma niczego, co nie byłoby już w przeszłości – mówił abp Ziemba.

    Konspekty na stół

    Atmosfera, jaką tworzą środowiska wrogie Kościołowi, utrudnia pracę katechetów w szkole. Jednak wiele zależy od postawy samego katechety i jego sposobu pracy. – Jeżeli katecheta będzie kochał dzieci i Pana Jezusa, to każda katecheza będzie udana. Dziecko nie może być złem koniecznym, ale zadaniem i okazją do realizacji dobra. Dzieci wyczuwają podejście nauczającego. Oczywiście praca katechetki jest trudna. Często jestem zmęczona, ale dobro dziecka jest najważniejsze – mówi s. Rut Ewa Kopicz, benedyktynka. Od 30 lat pracuje jako katechetka. Przeszła dobrą szkołę przygotowania pedagogicznego w zakonie. W ramach ćwiczeń musiała już w niedzielę położyć na stole siostry wizytator konspekty katechez na nadchodzący tydzień. Po latach dostrzegła dobrodziejstwo tej metody. – W ciągu tygodnia poświęcałam wiele czasu na pisanie konspektów. Przełożona sprawdzała także, czy znam tematy, które opracowywałam. To była ciężka praca, ale dziś mogę za to podziękować – wspomina olsztyńska katechetka. S. Rut dobrze pamięta swoją pierwszą katechezę. Pełna przejęcia poszła wraz z bardziej doświadczoną siostrą na pierwszą lekcję. Usłyszała wtedy z ust towarzyszki: „Siostro, nie siadaj!”. Nie rozumiała tego na początku. Dopiero na koniec zajęć starsza zakonnica wyjaśniła: „Kiedy ja usiadłam na mojej pierwszej katechezie, z przejęcia i strachu wstałam z krzesła dopiero po ostatnich zajęciach”.

    Patrzcie na góry!

    Praca s. Rut, tak jak wszystkich katechetów i nauczycieli innych przedmiotów, polega nie tylko na prowadzeniu katechezy, ale także na wypełnianiu wielu rubryk i gromadzeniu wymaganej dokumentacji. Zajmuje to wiele czasu i jest niewidoczne dla osób postronnych. Nauczycielem jest się nie tylko w szkole, ale wiele godzin trzeba poświęcić także w domu. Godzina lekcyjna, dokumenty, konspekty, opisy – to jednak nie wszystko. Aby nawiązać kontakt z dziećmi i młodzieżą, s. Rut organizuje wakacyjne wyjazdy. – Przejeździłam przez te 30 lat całą Polskę. Na początku były to biedne wyjazdy. Nieraz starczało tylko na zupę pomidorową, ale rodzice nigdy nie narzekali – opowiada. W tym roku olsztyńska benedyktynka wyruszyła z 39 dziećmi ze Szkoły Podstawowej nr 19 z Gutkowa na południe Polski. – Jeździmy do Białego Dunajca. Przygotowanie do wypraw jest połączone z pracą podczas całego roku. Wszyscy jadą na 10 dni. Od września pracuję nad fabułą, którą trzeba połączyć z modlitwą i pójściem do kościoła – wyznaje s. Rut. Byli już Indianie, krasnale i świat baśni. Wspólnie spędzony czas jednoczy dzieci i dorosłych, ale ma także swój walor wychowawczy. Jednym z problemów jest przywiązanie dzieci do multimedialnych gadżetów. Jednak s. Rut nie miała z tym problemów. Program dnia był tak atrakcyjny, że dzieci, choć miały telewizory w pokojach, nie uciekały w media. – W drodze powrotnej, po wyjeździe z Białego Dunajca, niektórzy zaczęli prosić o puszczenie filmu. Ku mojemu zdziwieniu jeden z chłopców powiedział głośno: „Raz w roku macie możliwość zobaczyć góry. Patrzcie na góry! Film będzie potem”. Taka dojrzała wypowiedź. To cieszy – wspomina katechetka. S. Rut przygotowuje już powoli przyszłoroczny wyjazd i wie, że to owocuje potem na katechezie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół