• facebook
  • rss
  • Kapłan skromny i dostojny

    dodane 08.11.2012 00:00

    Był stanowczym kapłanem, który przynależność do Chrystusa uważał za wielki zaszczyt. Nie bał się nazistów, nie uciekł przed nadchodzącym frontem. Został, by ponieść śmierć męczeńską.

    Ksiądz Joachim Ziemetzki urodził się 4 września 1886 r. w Gietrzwałdzie. Po ukończeniu gimnazjum i zdobyciu zawodu pomocnika aptekarza (pracował w zawodzie przez kilka lat) wstąpił do Seminarium Duchownego w Braniewie. Podczas studiów odbył służbę wojskową. Święcenia kapłańskie otrzymał 25 lipca 1920 roku w wieku 34 lat, a Mszę św. prymicyjną odprawił w rodzinnym Gietrzwałdzie.

    Kapłańska droga

    Przez pierwszych 6 lat kapłaństwa ks. Joachim pracował jako wikariusz w Jonkowie. 20 grudnia 1926 r. został mianowany kuratusem w Prawdziskach. Od 11 czerwca 1931 r. pracował jako komendariusz w Klonie. Odprawiał nabożeństwa i głosił kazania zarówno w języku polskim, jak i niemieckim. W nowej parafii współpracował przy tworzeniu polskiej szkoły. Opieką duszpasterską objął również polskich robotników sezonowych. W lipcu 1935 r. bojówki NSDAP zaskarżyły ks. Ziemetzkiego w prokuraturze w Olsztynie z powodu „jego niekorzystnych wypowiedzi wobec Państwa w swych kazaniach”. Śledztwo w tej sprawie zostało wstrzymane. Kiedy 21 lipca 1935 r. policja próbowała skonfiskować list pasterski bp. Maksymiliana Kallera, w którym przedstawiał ataki nazistów na Kościół katolicki i na działania katolików w różnych stowarzyszeniach, szczególnie tych z Akcji Katolickiej, odmówił wydania nazistom listu, mówiąc: „Mnie nie obchodzą państwowe zarządzenia i też nie są one dla mnie miarodajne. Ja kieruję się wyłącznie kościelnymi zarządzeniami i odmawiam wydania tego listu”. Mimo zakazu ks. Joachim odczytał list, a wcześniej poinformował wiernych o zmuszaniu go, by zrezygnował z tego. Za nieposłuszeństwo wytoczono mu proces karny. 1 sierpnia 1938 r. ks. Joachim Ziemetzki został zwolniony z parafii w Klonie i mianowany proboszczem w Barczewku. Spotkał się z dużą życzliwością parafian. Posługiwał się dobrze językiem polskim, dlatego uważał, że będzie mógł się porozumieć z żołnierzami Armii Czerwonej, wkraczającymi w styczniu 1945 r. do Prus Wschodnich. Stało się jednak inaczej.

    Trzy ciała

    W styczniu 1945 r. czerwonoarmiści zajmowali poszczególne miejscowości. Ludność uciekająca z pobliskich wsi informowała o bestialskim zachowaniu sowieckich żołnierzy. Wielu mieszkańców Barczewka przygotowywało się do ucieczki przed zbliżającym się frontem. 21 stycznia po Mszy św. ks. Ziemetzki pobłogosławił uczestników Eucharystii, życząc im opieki Bożej podczas drogi. Sam pozostał z resztą mieszkańców, którzy szukali schronienia poza wsią. Ks. Joachim zatrzymał się u rodziny Augusta Surreya. Kilka dni później wojska sowieckie wkroczyły do Barczewka. Wieczorem 26 stycznia podczas kolacji do domu Surreyów wtargnęło kilku żołnierzy rosyjskich i nakazali ks. Ziemetzkiemu, gospodarzowi domu Augustowi Surreyowi i jeszcze jednemu mężczyźnie pójść z nimi. Chwilę później słychać było strzały. Wszystkich trzech mężczyzn znaleziono martwych na polu. Ciała zostały pochowane w przydomowym ogrodzie rodziny Surreyów. W czerwcu 1945 r. nowy proboszcz ks. Paweł Dziendzielewski dokonał liturgicznego pochówku na cmentarzu parafialnym w Barczewku.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół