• facebook
  • rss
  • Pasterz bez dystansu

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 05/2013

    dodane 31.01.2013 00:00

    O zapamiętywaniu nazwisk, rozmowach z komunistami i patrzeniu w oczy z ks. dr. Stanisławem Kozakiewiczem rozmawia .

    Ks. Piotr Sroga: W latach 1979–1981 bp Józef Glemp był ordynariuszem diecezji warmińskiej. W tym czasie Ksiądz sprawował funkcję jego sekretarza. Jak się rozpoczęła Wasza współpraca?

    Ks. Stanisław Kozakiewicz: – Poznałem go na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Byłem wtedy na studiach specjalistycznych z teologii dogmatycznej. Bp Glemp przyjął najpierw w Gnieźnie święcenia biskupie, których udzielił mu kard. Stefan Wyszyński. Zdaje się, że były to jedne z ostatnich, jakich udzielał Prymas Tysiąclecia.

    Zostaliśmy powiadomieni, że nowy ordynariusz przyjedzie do nas i chce się z nami spotkać. Tak się też stało. Na początku maja 1979 roku odbyło się spotkanie. Najpierw ze wszystkimi, a potem bp Józef rozmawiał z każdym indywidualnie. Był bardzo serdeczny. Wracałem już wtedy do diecezji i krążyły niepotwierdzone informacje, że prawdopodobnie zostanę wychowawcą w seminarium duchownym. Poprosiłem jedynie o możliwość zostania nieco dłużej w Lublinie, aby zebrać materiały do doktoratu. Biskup odjechał, a niedługo potem dostałem dekret mianujący mnie na jego kapelana i sekretarza.

    Był to akurat czas uroczystości związanych z 400. rocznicą śmierci kard. Stanisława Hozjusza. Rozpoczął Ksiądz swoją pracę na najwyższych obrotach.

    – Faktycznie, było to mocne uderzenie. A ja byłem młodym księdzem – tylko 5 lat w kapłaństwie. Na obchody jubileuszowe zjechali się biskupi z całej Polski, między innymi kard. Wyszyński. Pamiętam pewne wydarzenie z tego okresu. O godz. 18 miała się rozpocząć uroczysta Msza św. Bp Glemp zadzwonił na Miodową i powiedziano mu, kiedy wyjechał Prymas Tysiąclecia z Warszawy. Po krótkich obliczeniach doszedł do wniosku, że kardynał może się spóźnić. Raczej nie zdąży na godz. 18. Podjął wtedy decyzję o rozpoczęciu w takim przypadku Mszy św. bez zacnego gościa. Wyznaczył natomiast ks. prof. Pawluka, aby pojechał na granicę diecezji i przywitał prymasa. Wszyscy byli w szoku. Jak to?! Zaczynać celebrację bez kard. Wyszyńskiego? Bp Józef spokojnie stwierdził: „Przecież wszystko musi się rozpocząć punktualnie”. Sytuacja się jednak uspokoiła, gdy prymas przyjechał tuż przed rozpoczęciem Mszy św. Kard. Wyszyński został w Olsztynie cztery dni. Wtedy też usłyszałem na zakończenie jego pobytu słowa: „Drodzy księża, kochajcie swojego biskupa, bo macie bardzo dobrego”.

    Dwa lata posługi biskupiej na Warmii to niewiele. Jednak do dziś księża i ludzie świeccy wspominają swojego pasterza. Jakim biskupem był śp. kard. Glemp?

    – Zwróciłbym uwagę na jego żarliwość duszpasterską. Było to bardzo szczere. Chciał bardzo poznać diecezję nie tylko terytorialnie, ale – co najważniejsze – osobowo. W praktyce bardzo dużo jeździliśmy do poszczególnych parafii. Czasami miałem dość tych wyjazdów. Bywały takie okresy, że pół tygodnia byliśmy w drodze. Chciał poznać księży i zapamiętać jak najszybciej ich nazwiska. Miał bardzo personalistyczne podejście. Na początku pytał mnie często o nazwiska poszczególnych duszpasterzy, których zobaczył.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół