• facebook
  • rss
  • Dobrze „sprzedam” Jezusa

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2013

    dodane 28.02.2013 00:00

    Bóg, wiara i nauka Chrystusa na telebimie. Nie po to, żeby szokować, ale by pobudzić do refleksji.

    Kierowcy zatrzymują się na czerwonym świetle. Jedni spoglądają na stojących obok, inni na przechodniów. Są i tacy, którzy wpatrują się w reklamy na telebimie. A na nim: że kasy fiskalne, romantyczny luty w restauracji z cenami już od 9 zł (afrodyzjaki są – imbir, lubczyk...). Potem coś o foliach i banerach, jakaś lokalna niezależna gazeta, ktoś prosi o 1 proc... Można powiedzieć, że taki – w porównaniu z metropolią – mały świat małego miasta i małych firm, które stać na kampanię reklamową na telebimie.

    I zapewne niewielu kierowców i przechodniów powiedziałoby po powrocie do domu cokolwiek o migających, kolorowych i zmieniających się spotach, gdyby nie fakt, że między tymi przekazami reklamowymi pojawia się i taki: „Niedziela – czas dla Boga i rodziny” i „W niedzielę nie robię zakupów”. Obok grafika kościoła, poniżej adres strony internetowej parafii. – Kiedy po raz pierwszy wyświetlono naszą... no, nie reklamę, a raczej przekaz czy apel, w mieście zawrzało. Jeden znajomy wpadł na plebanię i już w progu: proszę proboszcza, widzę, że parafia się na telebimie reklamuje – śmieje się ks. Jerzy Balcer, proboszcz parafii bł. bł. Hiacynty i Franciszka w Ostródzie.

    Niczym coca-cola

    Wydaje się, że reklama jest dziś obecna wszędzie. W gazetach, telewizji, radiu, witrynach sklepowych – wdziera się w każdą wolną powierzchnię miast i miasteczek. Na co dzień zapycha nasze skrzynki, te na tradycyjną pocztę, jak i na pocztę elektroniczną. Coraz częściej, mówiąc o produktach, wykorzystuje się przekaz oparty na światopoglądach ośmieszających tradycjonalizm, religię i samego Boga. Podobnie media budują w naszej świadomości obraz otaczającego nas świata, w którym tradycyjne normy i wiara już dawno przestały obowiązywać. W konsekwencji, jakby ze wstydu, sami usuwamy się z przestrzeni publicznej, traktując wiarę jako wyłącznie osobistą sprawę. Skąd więc Bóg, niedziela i przesłanie na ostródzkim telebimie? – Zainspirował mnie ciekawy wywiad, który parę miesięcy temu ukazał się w „Gościu Niedzielnym”. Ksiądz Tomasz Jaklewicz rozmawiał z Moniką Przybysz, która specjalizuje się w PR kościelnym. Doszedłem do wniosku, że jeśli chodzi o PR w Kościele, to on praktycznie nie istnieje albo jest mocno zaniedbany. Może dlatego, że wielu twierdzi, iż nie ma potrzeby, by reklamować Jezusa Chrystusa – mówi ks. Balcer i wspomina nieżyjącego kard. Johna Folleya z Filadelfii, wieloletniego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Środków Przekazu Społecznego, który powiedział, że Jezusa trzeba dziś „sprzedawać” tak jak coca-colę. – Oczywiście, wzbudził w niektórych środowiskach zgorszenie, ale chodzi o to, że my, jako katolicy, nie powinniśmy rezygnować z tych form przekazu, które wykorzystują inni. To mnie również zainspirowało – wyjaśnia ks. Balcer.

    Nie przeliczaj

    Przeszło trzy miesiące temu ks. Jerzy postanowił, że między reklamami ostródzkich firm powinno znaleźć się chrześcijańskie przesłanie. Znalazł pierwszych sponsorów. I tak Kościół wkroczył z Bogiem w przestrzeń publiczną Ostródy. – W mieście dużo się o tym mówi. Nawet podczas kolędy wielu zagadywało na ten temat. Niektórzy mówili: „Szok!”. Ale dlaczego?! Przecież z Bogiem trzeba wchodzić w przestrzeń publiczną. Nie powinniśmy się wstydzić. Kleryk opowiadał mi, że spotkał kolegę, który dawno nie był w kościele. Treść spotu zainteresowała go, pobudziła do refleksji, do przeanalizowania dat, kiedy był ostatnio na Mszy św. Nie wiem, czy w końcu poszedł do kościoła, ale na pewno ma już poruszone sumienie – cieszy się ks. Jerzy. Ma nadzieję, że inni kapłani zainteresują się taką formą ewangelizacji. Bo choć wykupienie czasu reklamowego na telebimie może wydawać się wyrzucaniem pieniędzy w błoto, jest to przeświadczenie pozorne. – Powinniśmy wychodzić z Ewangelią, z przekazami ewangelicznymi poza mury kościołów. I nade wszystko nie powinniśmy przeliczać tego na wydane pieniądze – podkreśla i jako przykład podaje hasło zamieszczone w spocie: „W niedzielę nie robię zakupów”. Ileż razy w kościołach księża mówili o tym, by nie robić zakupów w niedzielę! Kiedy widzi się również takie hasło w centrum miasta, wtedy może ktoś zastanowi się, czy – wracając ze Mszy św. – zajść do sklepu, czy nie. – Duch Święty daje inspiracje. Na Eucharystii dla dzieci, podczas modlitwy powszechnej, jedno z nich wypowiedziało prośbę, żeby mama w niedzielę nie musiała chodzić do pracy. Jest więc to hasło. Warto pomyśleć o tych, którzy siedzą przy kasach w sklepie zamiast przy rodzinnych stołach podczas rodzinnego niedzielnego posiłku – podkreśla ks. Balcer.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół