• facebook
  • rss
  • Dwadzieścia lat małych kroczków

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 50/2013

    dodane 12.12.2013 00:15

    Lidzbark Warmiński. Często dziś słyszymy, że „prawda cię zabije” lub że „prawda cię zniszczy”. Ale to nie jest tak. Prawda wyzwala. Daje pokój i radość. Daje możliwość poznania siebie.

    Kiedy rozmawia się z członkami Odnowy w Duchu Świętym w Lidzbarku Warmińskim, można sobie uświadomić, że Duch Święty wieje tam, gdzie człowiek otwiera się na Jego działanie. I choć wielu z nas uważa, że nie ma potrzeby należności do żadnej ze wspólnot, ich świadectwo dowodzi, że prawda jest zupełnie inna, że właśnie we wspólnocie z innymi ludźmi człowiek może odnaleźć oparcie, zrozumienie i pomoc w trudnych chwilach życia, które przecież nie omijają nikogo z nas. A kiedy ma się przy tym do dyspozycji charyzmaty, dary i owoce Ducha Świętego, a fundamentem staje się sam Jezus, to nawet zupełne ciemności nie są straszne, gdyż jest je w stanie rozświetlić Boże światło. I to zarówno ciemności duchowe, jak i te, które znamy z nocnych spacerów, choćby po własnym mieszkaniu. Jak to się dzieje? Tylko Bóg to wie.

    Moje gaworzenie

    Ewa, odkąd pamięta, czuła w sobie jakąś tęsknotę. W dzieciństwie nienazwaną, jednak z wiekiem jakby dojrzewającą. To z tego okresu pamięta, że chciała być blisko ołtarza, chciała być blisko Boga. – Gdzieś w sercu modliłam się swoimi słowami. Aż w końcu Bóg odpowiedział na moje pragnienia. Kiedy ksiądz podczas czytania ogłoszeń duszpasterskich przeczytał, że w parafii odbędą się rekolekcje REO – a była to jesień 1996 r. – poczułam w duszy radość, pomyślałam, że to jest właśnie coś dla mnie – wspomina Ewa, obecna liderka wspólnoty. – To był dla mnie życiowy zwrot. Mój wewnętrzny świat wartości uległ zmianie. Jednak dziś wiem, że moje nawrócenie będzie trwać całe życie. Jeden krok do przodu, dwa do tyłu. Jestem po prostu słabym człowiekiem. Ale wiem, że pomimo tego, to jest i będzie szczęśliwe życie. Bo Jezus Chrystus mnie kocha – wyznaje. Podkreśla, że aby wytrwać, potrzebuje wspólnoty, bliskich w Bogu ludzi, rozmów z nimi, modlitewnego wsparcia. – Myślę, że nieraz więzy rodzinne nie są tak silne, jak te łączące członków wspólnoty, członków Kościoła. To jest radość bycia z sobą – mówi. Kiedy przyszła na pierwsze spotkanie i usłyszała wspólnotową, jednoczesną modlitwę językami, z lekkim przerażeniem wpatrywała się w to, co się dzieje. – Po prostu słuchałam. Co oni wyprawiają? Gdzie ja trafiłam? A może to wariaci? Jeden się śmieje, inny płacze, ktoś klęczy, obok inny unosi wysoko ręce. Przestraszyłam się tego. Ale myślałam, że skoro mnie tu, Boże, zaprosiłeś, to ja wytrwam. Kiedy sama otrzymałam dar języków, poczułam ową niezwykłą swobodę dziecka Bożego, takiego prawdziwego dziecka, bo Bóg nie wymaga od nas przemyślanych wykładów. On chce prostej postawy dziecka, z otwartymi ramionami i sercem. Pragnie naszego niemowlęcego gaworzenia – śmieje się.

    Już nie dziwi

    Aleksandra uczestniczyła w rekolekcjach REO w 1998 r. – Czułam, że potrzebuję zmiany w życiu. Ale nie wiedziałam, co mam zmienić, nie wiedziałam, o co mi chodzi. Usłyszałam na Mszy św., że mają się odbyć rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym. I to słowo „odnowa”, zrobiło na mnie ogromne wrażenie – opowiada Aleksandra. – We wspólnocie nauczyłam się prawdziwej mojej prywatnej modlitwy. Pokochałam Pismo Święte. Na naszych spotkaniach mogę się podzielić swoimi problemami, mogę się nawet wypłakać – wyznaje. Wspomina pierwsze spotkania, uczestnictwo w modlitwie jednoczesnej. – Były to nieciekawe wrażenia. Szczególnie modlitwa językami. Jak oni się modlą? Co oni mówią? Ale kiedy otrzymałam ten dar, pojęłam wszystko. Nie dziwi mnie taka modlitwa, podnoszenie rąk, klaskanie, skakanie – mówi. – Jedni się boją Boga, inni po prostu Go kochają. Myślę, że bez Niego życie nie ma żadnej wartości, a człowiek żadnej przyszłości – podkreśla Anna, która wstąpiła do wspólnoty w 1996 r. – Dla mnie Bóg jest przytuleniem – dodaje. Podobne odczucia mają również osoby, które od niedawna należą do wspólnoty. – Jezus mnie tu przyprowadził. Miałam pewne przeszkody, myślałam „nie idź tam”, coś mi dokuczało. Ale czułam też, że potrzebuję ukojenia. W końcu zdecydowałam się na rekolekcje REO. Okazały się dla mnie niezwykłym czasem. Po wylaniu darów Ducha Świętego, po rekolekcjach, wróciłam do domu. Nawet nie zapalałam światła, choć była już noc. A w mieszkaniu było jasno. Chodziłam po pokojach, po cichu, żeby to światło się nie rozproszyło. Rozmyślałam. I wszystkie moje obawy i złe myśli się rozpłynęły. Do dziś coś od Boga otrzymuję – ukochanie Eucharystii, uzdrawiającą moc modlitwy. Odczułam bezinteresowną miłość do Boga – wyznaje Alina.

    Służymy darami

    Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym Trójcy Świętej w Lidzbarku Warmińskim przy kościele pw. św. św. Piotra i Pawła w tym roku obchodzi jubileusz 20-lecia istnienia. Została założona 20 listopada 1993 r. przez ks. Andrzeja Preussa. W ciągu lat działalności przez wspólnotę przewinęło się wiele osób, odbyło się kilka rekolekcji formacyjnych REO. Obecnie na cotygodniowe spotkania systematycznie przychodzą 23 osoby. Opiekują się nimi proboszcz ks. Roman Chudzik oraz ks. Paweł Rzosiński. – Łączy nas Jezus Chrystus. Wspieramy się modlitwą wstawienniczą i osłonową. Jesteśmy jak rodzina – mówi Ewa. I jeśli ktoś myśli, że ta wspólnota jedynie modli się, doznaje uniesień w Duchu Świętym, to się myli. Jej członkowie angażują się w codzienne życie parafii. – Służymy darami, którymi obdarzył nas Duch Święty. Wśród nas są kantorzy, lektorzy. Prowadzimy sprzedaż prasy katolickiej, świec Caritas, kart świątecznych, wieńców adwentowych. Wykonujemy nawet drobne prace porządkowe. Wielu wyobraża sobie, że jesteśmy oderwani od rzeczywistości, że jak się mówi o charyzmatach i darach Ducha Świętego, to mówi się o rzeczach nadprzyrodzonych, modlitwie językami, proroctwach czy uzdrowieniach. A prawda jest taka, że talent muzyczny jest również darem, że umiejętność czytania słowa Bożego jest darem. Choć to nie znaczy, że nie modlimy się językami, nie otrzymujemy proroctw. Ale nie to jest najważniejsze – przekonuje Ewa. Członkowie wspólnoty posługują również w miejscowym szpitalu. Organizują liturgię słowa, pomagają chorym przyjść do kaplicy, modlą się w ich intencjach. – Bo Duch Święty jest przede wszystkim obecny w naszycm codziennym życiu duchowym. Każdy z nas stara się rozeznawać, gdzie Bóg nas posyła, czy to w rodzinie, w pracy, tam, gdzie trzeba być świadkiem Chrystusa. Co powiedzieć, a może jednak należy milczeć – dodaje Ewa.

    Odkryć prawdę

    Obecnie wspólnota prowadzi w parafii rekolekcje REO. I mimo, że nie ma na nich tłumów, cieszą się z każdej osoby, która chce poznać Boga. – Mało osób? Zapewne to wypływa z lęku, że nagle pojmę swoje życie, jakby ogarnę je w całości i będę musiał coś zmienić, przewartościować, odkryć prawdę o sobie. A co będzie, kiedy stracę kontrolę nad swoim życiem, bo przejmie ją Bóg? Myślę, że nazbyt kochamy źle pojętą wolność, wolność pełną niewolniczych myśli, przyzwyczajeń, lenistwa. Boimy się spontaniczności. Boimy mówić się o swoich zranieniach, porażkach, zawodach. Boimy się mówić o swoich uczuciach. Dziś dostrzegam hermetyczność serc. Ale Duch Święty wieje, wciska się między niewielkie szparki uchylonych drzwi serca. I czyni cuda – mówi Ewa. Ubolewa jednocześnie, że do wspólnoty nie przychodzi młodzież. A przecież 20 lat temu tworzyli ją praktycznie sami młodzi ludzie. – Dziś nie ma siedemnastolatków, nie ma dwudziestolatków. Czy ich nie interesuje pogłębienie wiary? Jak przyciągnąć młodych? Jest wiele pytań. To jest nasza wielka troska. Pamiętam, kiedy we wspólnocie byli młodzi. Z niej przecież wywodzi się pięć powołań kapłańskich i jedno zakonne. A teraz… – zastanawia się Ewa. Czas zawiązania wspólnoty pamięta dobrze Irena. – Było dużo młodzieży. Teraz jesteśmy wspólnotą dojrzałą. A otwarcie się na Ducha Świętego daje przecież prawdziwą radość. Pamiętam siebie z tamtych lat. Byłam jednym wielkim lękiem. Z oporami przyjęłam modlitwę wstawienniczą. Dziś wiem, że gdyby nie ona, nie byłoby mnie tu dziś. Potem Bóg prowadził mnie małymi kroczkami. Powoli, delikatnie, z ogromnym wyczuciem. Z czymś, czego nigdy nie doświadczyłam od ludzi – mówi Irena. Zdaje sobie sprawę z tego, jak niektórym trudno jest się otworzyć na Boga. Powierzyć się Mu. Niektórzy są w stanie zrobić to dopiero po kilku latach bycia we wspólnocie. – Ale Bóg jest cierpliwy. Zawsze czeka. Często myślimy: „Ja we wspólnocie? Ale po co? Co powiem? Co to zmieni? Przecież nie mam siły”. Ale widzę, jak Bóg przemienia ludzi. Nawet mnie. Widzę to po moich 20 latach małych kroczków. Warto przyjść do wspólnoty. Można odkryć prawdę o sobie, ale prawdę, która nie przeraża. Często dziś słyszymy, że „prawda cię zabije” lub że „prawda cię zniszczy”. Ale to nie jest tak. Ona wyzwala. Daje pokój i radość. Daje możliwość poznania siebie. Widzę to po sobie. Wielu rzeczy o sobie nie wiedziałam. Bo się bałam, że jak poznam prawdę o sobie, to mnie ta prawda zabije. A to Bóg jest Prawdą. A Bóg nie zabija. On wybacza, przygarnia, poprzez prawdę wyzwala z lęku. Chcecie się wyzwolić? Przyjdźcie do naszej wspólnoty – zachęca Irena.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół