• facebook
  • rss
  • Różańcowe cuda

    dodane 16.01.2014 00:15

    Maciek Marcinowski mieszka w Olsztynie, porusza się na wózku inwalidzkim. W czerwcu ubiegłego roku ukończył przerwane studia i został magistrem.

    Maćkowi po wypadku lekarze dali 2 procent szans na przeżycie. Natychmiast, gdy zdarzyła się ta tragedia, rodzice oddali los syna w ręce Boga oraz Matki Najświętszej. O pomoc proszono też bł. Jana Pawła II i św. Ritę, patronkę spraw trudnych i beznadziejnych.

    Miłość bez granic

    Maciej był zdrowym, silnym i wysportowanym młodym mężczyzną. W styczniu 2009 roku, gdy miał 22 lata, w jego prawidłowo jadący samochód uderzyło rozpędzone czarne BMW. Na oddziale intensywnej terapii okazało się, że chłopak ma zbity pień mózgu, zbite płuca i serce, złamaną nogę, krwotoki wewnętrzne. – Rokowania lekarzy były minimalne. Szanse na przeżycie bardzo małe. Mówili, że jeśli jakoś z tego wyjdzie, to zapewne pozostanie w stanie wegetatywnym – będzie „roślinką”. Podjęliśmy jednak walkę i robiliśmy wszystko, co można. Maciek był w śpiączce więc postarano się o przeniesienie go na leczenie do Szpitala Wojskowego do Bydgoszczy, gdzie dawano szanse na wybudzenie – mówi ojciec Maćka. Rodzina z USA przysyłała lekarstwa, u nas niedostępne, a mogące pomóc. Zatrudniano rehabilitantów, którzy przychodzili z nim ćwiczyć, mimo że był nieprzytomny. Jego mama od rana do nocy była przy łóżku syna. W Bydgoszczy wynajęła pokój i już po 6 rano wykonywała wszelkie czynności pielęgnacyjne: myła, masowała, zmieniała pampersy, ciągle z nim rozmawiała. Wychodziła, by się przespać, po godzinie 22.

    Modlitwa czyni cuda

    W obliczu tak wielkiego nieszczęścia człowiek uświadamia sobie wyraźnie, jak mało znaczy, jak jego plany i marzenia mogą zostać boleśnie zweryfikowane. W tej sytuacji pozostaje wiara w Boże Miłosierdzie. Wypadek zdarzył się w sobotę, już w niedzielę rano nasz przyjaciel, ksiądz Marian, odprawił pierwszą Mszę św. w intencji Maćka. Potem były kolejne, przede wszystkim w sanktuarium gietrzwałdzkim. Tam powierzyliśmy naszego syna Matce Boskiej – wspomina ojciec. Msze w intencji Maćka odprawiono w całej Polsce, od Olsztyna, przez Częstochowę aż po Bieszczady. W duchową pomoc włączyły się dziesiątki ludzi. Znajomi księża, siostry zawierzenia ze Starej Wsi i Częstochowy, przyjaciele. Na oddziale intensywnej terapii miało miejsce pewne zdarzenie. Na oddział można było wchodzić po godzinie 14, ale matka Maćka była tam zawsze najpóźniej po godz. 13, w nadziei, że może pozwolą wejść wcześniej. Raz siedziała na ławce przez oddziałem jak zawsze, zdruzgotana i zrozpaczona, zapadnięta w sobie, niewidząca świata zewnętrznego. W pewnym momencie poczuła, że ktoś wsuwa jej coś do ręki. To były zrobione z drewna paciorki dziesiątki różańca. Kobieta, która to zrobiła, zapłakana ze szczęścia powiedziała – To dla pani, mój syn właśnie się wybudził, niech teraz Matka Boska wam pomoże.

    Modlitwa do Rity

    Gdy okazało się, że Maciek będzie żył, rodzina zaczęła planować wspólny wjazd do Włoch, by podziękować za ocalenie życia. Pierwszym celem był Watykan i grób bł. Jana Pawła II. Drugim górska miejscowość Cascia, gdzie znajdują się relikwie św, Rity. – To były niezwykłe przeżycia. Dzięki pomocy przyjaciół rano w Watykanie czekał na nas pracujący tam na co dzień ksiądz Polak. Najpierw w jednej z kaplic bazyliki św. Piotra dla Maćka, jego rodziców oraz siostry odprawił Mszę św. Potem drogą normalnie niedostępną dla zwiedzających, a umożliwiającą przejazd wózkiem inwalidzkim, zaprowadził do grobu bł. Jana Pawła II. Tam wszyscy się modlili, dziękując za ocalenie. Emocje były tak silne, że cały czas płakaliśmy – mówią rodzice. Natomiast w kościele w Cascia, gdzie za kratą ustawiona jest trumna z ciałem świętej, a wokoło setki róż, będących jednym z jej atrybutów, Maciek, trzymając się kurczowo kraty, starał się stać o własnych siłach i składał ręce do modlitwy. Teraz, po 5 latach od wypadku, chłopiec jest sprawny intelektualnie – dokończył studia i obronił pracę magisterską. Niestety, wciąż nie chodzi. Do tego jego lewa ręka jest niesprawna i sztywna. Nie tylko nie pomaga, ale wręcz przeszkadza. Maciek jednak walczy – ćwiczy codziennie, co jakiś czas jeździ do ośrodków rehabilitacyjnych. To jednak spory wysiłek finansowy. Maciek dostaje 600 zł renty. Rodzice oboje pracują i chłopcu bieda nie grozi, na codzienne potrzeby pieniądze zawsze się znajdą. Gorzej z leczeniem. – Nikt nie wie, jakie są boskie plany względem Maćka. Patrząc ludzkimi oczami i sercem, marząc, by syn zaczął chodzić, wierząc w Boże Miłosierdzie będziemy się modlili, by Pan przywrócił go do zdrowia. Do dziś, idąc w pieszych pielgrzymkach z Olsztyna do Gietrzwałdu, prosimy o wsparcie dla syna, ale też dziękujemy za jego ocalenie. O Maćku zawsze pamięta też ksiądz Andrzej, proboszcz naszej parafii, który w czasie pielgrzymek do miejsc kultu w całej Europie prosi o łaski dla Maćka – mówią rodzice. Jeżeli ktoś zechciałby pomóc Maćkowi, może uzyskać informacje na stronie internetowej, która jest w przygotowaniu i niedługo powinna zacząć działać: www.po-wypadku.info.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół