• facebook
  • rss
  • Nie pracujemy, lecz służymy

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 06/2014

    dodane 06.02.2014 00:15

    Wenta. We Fromborku, w kanoniach na wzgórzu katedralnym, w których dawniej zamieszkiwali warmińscy kanonicy, Caritas Archidiecezji Warmińskiej prowadzi dwie placówki: Środowiskowy Dom Samopomocy oraz Warsztaty Terapii Zajęciowej. W nich osoby do tej pory zapomniane i wykluczone rozpoznają swoje talenty, rozwijają je, a nade wszystko odkrywają, że są wartościowe, że mają swoją godność i że są kochane.

    Dochód z tegorocznej Wenty Dobroczynnej Akcji Katolickiej Archidiecezji Warmińskiej przeznaczony będzie właśnie na te dwie placówki. – Aby mogły realizować to, co w życiu jest najważniejsze, aby mogły dać swoim podopiecznym bezinteresowną miłość – mówi Wojciech Ruciński, prezes warmińskiej Akcji Katolickiej.

    Przywracamy godność

    Środowiskowy Dom Samopomocy Caritas Archidiecezji Warmińskiej istnieje od 1 marca 2010 r. Podopieczni mają do dyspozycji sześć sal treningowych: salę gospodarstwa domowego, rękodzielnictwa, plastyczną, komputerową, multimedialną i rehabilitacyjną. – Nasz dom przeznaczony jest dla osób z zaburzeniami psychicznymi i upośledzonych umysłowo. Jest u nas trzydziestu uczestników. Są to osoby z całego powiatu braniewskiego – mówi kierownik ŚDS Izabela Pawluczuk-Myczkowska. Do placówki podopieczni przywożeni są specjalnym busem, który codziennie pokonuje ponad 400 kilometrów. – Naszym głównym zadaniem jest uspołecznianie tych osób. Pracujemy z nimi cały czas, aby były jak najbardziej samodzielne. Mamy na celu wprowadzić je w dalszą rehabilitację, czyli przygotować do podjęcia zajęć w warsztatach terapii zajęciowej – wyjaśnia kierowniczka. Kiedy wspomina początki funkcjonowania placówki, podkreśla, że największym problemem było przekonanie potencjalnych podopiecznych, aby zechcieli skorzystać z oferowanych im zajęć. – Bali się stygmatyzacji. Zresztą patrząc na tych kilka lat naszej działalności, problem ten ciągle istnieje. Zwłaszcza że przychodzą do nas coraz młodsze osoby. Mamy nawet dziewczynę 19-letnią. Obawiają się reakcji rówieśników. Zdarza się przecież, że są to absolwenci normalnych szkół, którzy mają wykształcenie średnie. Nagle, w pewnym etapie życia, choroba się ujawnia. A ciężko jest zaakceptować fakt, że nagle jest się chorym – mówi Izabela. Niestety, zdarza się, że choroba bardzo szybko postępuje. Z biegiem miesięcy u takich osób zanikają podstawowe umiejętności życiowe. Przestają mówić, chodzić, a nawet myśleć. – Staramy się na wszelkie sposoby je usprawniać. Wierzymy, że jest to coś wyleczalnego, że ta osoba zdoła wygrać z chorobą. Bo kiedy ktoś przychodzi do nas i pomaga redagować naszą gazetę „Domownik”, i jest to świetnie zapowiadający się młody człowiek, a z miesiąca na miesiąc – tak szybko postępuje choroba – odchodzi, nie może się już samodzielnie poruszać… to jest to trudne. Widzimy, co się dzieje z ludźmi. A przecież się staramy. Czemu tak? Przecież biorą leki, są pod stałą opieką lekarską. Dlaczego? – zastanawia się. Pracownicy placówki dokładają wszelkich starań, aby podopieczni czuli się tu jak w domu. Uczestnicy mają do dyspozycji nie tylko sale, ale też mogą przygotowywać posiłki, wykąpać się, wyprać ubrania. Zdarza się bowiem, że pochodzą z domów, gdzie nie ma bieżącej wody, a nawet elektryczności. – Naszym sukcesem jest to, że coraz więcej osób rozumie, co my tu robimy – że nie pracujemy, a służymy innym. Że my tu przywracamy godność osobom chorym, integrujemy je ze społeczeństwem – dodaje Izabela.

    Same drobniaki

    Warsztaty Terapii Zajęciowej Caritas Archidiecezji Warmińskiej pełnią inną funkcję. Tu również przyjeżdżają osoby niepełnosprawne, ale po to, by uczyć się i rozwijać swoje umiejętności, by przygotować się do podjęcia pracy zawodowej. Każdy przypisany jest do jednej z pracowni i tam jest pod opieką i nadzorem instruktora. – Nasze zajęcie nie jest lekkie, ale na pewno daje wiele satysfakcji. Kiedy nasi podopieczni uczestniczą w warsztatach przez dłuższy czas, widzimy u nich zmiany, widzimy, jak się rozwijają i doskonalą swoje umiejętności. To daje dużo satysfakcji. Bo zdarzały się przypadki, że trafiał do nas człowiek, który nie komunikował się z nikim. Po dwóch latach mówi, można z nim porozmawiać na każdy temat – opowiada kierownik WTZ Agnieszka Żuchowska. Jednak nie zawsze udaje się przekonać osobę niepełnosprawną, by zechciała skorzystać z tej formy rozwijania swoich umiejętności. – Bywa, że one nawet się decydują, ale kiedy po raz pierwszy przyjeżdża po nie samochód, mówią: „Nie jadę”. I wtedy nic na to nie możemy poradzić. Często wynika to z niezwykłego przywiązania do miejsca, do danej osoby. Tacy ludzie źle znoszą wszelkie zmiany. Nie każdy niepełnosprawny jest w stanie wyjść z domu, kiedy zbyt długo w nim jest – mówi Agnieszka. Podkreśla, że w wielu przypadkach fakt, iż są instytucją Kościoła katolickiego, powoduje, że ludzie bardziej im ufają. – Znam wiele przypadków finansowego wykorzystywania takich osób. Zdarza się, że ktoś weźmie kredyt na osobę niepełnosprawną i go nie spłaca. Znam przypadki, kiedy oszukiwani są w sklepach, bo zrobili niewielkie zakupy, zapłacili banknotem stuzłotowym, a ekspedientka wydając dużo drobniaków,  stwierdziła, że dostał dużo pieniędzy. Albo listonosz nie daje części renty – wymienia.

    Tupanie nogami

    Okazuje się, że nie bez znaczenia jest fakt, iż zarówno dom samopomocy, jak i warsztaty terapii zajęciowej prowadzone są przez organizację katolicką. I tu nie chodzi przede wszystkim o podopiecznych, którzy w piątki poszczą czy uczestniczą w rekolekcjach, ale o pracowników, którzy potrafią w swoich podopiecznych ujrzeć samego Jezusa. – Nasza wiara ma ogromny wpływ na naszą pracę. Gdybyśmy nie byli dobrymi katolikami, myślę, że nie nadawalibyśmy się do tej pracy. Tu trzeba mieć dużo dobroci, dystansu, wiary w moc Boga, że będzie dobrze, że damy sobie radę, mimo zmęczenia, negatywnej energii, zmagań z chorobą. Przez pryzmat miłości patrzymy na człowieka, który zanika dla społeczeństwa, dla świata, a nawet dla siebie samego. To jest nasza misja. Myślę, że wiara daje mi siłę do działania, a praca to nasze powołanie. Pracujący tu ludzie to nie osoby z przypadku, bo takowego w życiu nie ma. Jesteśmy po to, żeby pomagać słabszym, którzy sobie nie radzą. Bo dramaty i losy ludzkie są tu bardzo różne. Łza się czasem w oku kręci... I ta nasza bezradność, tupanie nogami, wołanie: „Pomóżcie!”, bo coś się z naszym podopiecznym dzieje. I te pozamykane drzwi, które my staramy się wyważyć. Bóg nam daje światło i nami kieruje – wyznaje Izabela. – Duch Święty oświeca nas. Całe szczęście. Dzięki temu patrzymy na podopiecznych nie przez pryzmat ich niepełnosprawności, a ich człowieczeństwa. To jest człowiek. To jest ktoś, kogo postawił na mojej drodze Bóg. To jest Chrystus w tym drugim człowieku – dodaje Agnieszka.

    Niezbędny zakup

    Pieniądze z wenty mają być w pierwszej kolejności przeznaczone na schodołazy. Są one niezbędne, aby osoby niepełnosprawne poruszające się na wózkach mogły dostać się do pracowni znajdujących się na piętrach. Ze względu na fakt, iż obie placówki znajdują się w zabytkowych budynkach kanonii, nie można w nich zainstalować wind. Koszt jednego schodołazu kroczącego wynosi ponad 20 tys. złotych. – Caritas prowadzi swoją posługę po cichu. Pracujemy na co dzień, wypełniając nasze zadania, nie szukamy rozgłosu. Robimy dzieła, na które nas stać. Cieszy nas fakt, że w tym roku Akcja Katolicka zechciała nas wesprzeć. Zakup schodołazów jest dla nas niezbędny. Będą one służyć niepełnosprawnym. Mamy nadzieję, że uczestnicy wenty wesprą nas, bo dla nas ten zakup jest nieosiągalny, gdyż nas na to po prostu nie stać – mówi ks. Jan Sztygiel z Caritas. – Zdecydowaliśmy, że w tym roku pomagamy dwóm placówkom Caritas we Fromborku. Cieszymy się, że możemy im pomóc – mówi Wojciech Ruciński. Tegoroczna wenta – w sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej w Olsztynie – odbędzie się 1 marca. Tradycyjnie licytacje poprowadzi Paweł Burczyk. – Chyba najcenniejszym tegorocznym darem, który otrzymaliśmy na licytacje, są przekazane nam przez nuncjusza apostolskiego Celestino Migliore monety, wybite w 2005 roku przez mennicę watykańską i poświęcone Janowi Pawłowi II. Jest to perełka numizmatyczna – wyjawia Wojciech Ruciński. Gwiazdą tegorocznej wenty będzie Eleni.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół