• facebook
  • rss
  • By inni mogli żyć

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 08/2014

    dodane 20.02.2014 00:00

    – Żona urodziła pierwszą córkę. Potrzebna była krew. Bałem się oddać. Zrobił to za mnie młodszy brat. Ale potem pomyślałem, że jakoś to nie jest w porządku – on mógł to zrobić, a ja nie? – mówi Ireneusz Słupski.

    W roku 1972 nasz lekarz z Elgnówka, dr Ogonowski, zaczął organizować Kub Honorowych Dawców Krwi. Prosił o pomoc. Powiedziałem: „Nie ma sprawy”. Tak się zaczęło – mówi Ireneusz Słupski. Pierwsza akcja miała miejsce rok później. Pan Ireneusz po raz pierwszy pozwolił sobie wbić igłę w żyłę i tak się zaangażował w krwiodawstwo, że do emerytury oddał w sumie ponad 50 litrów. Dawca z Elgnówka żartuje, że utopiłby się w tej krwi. Najpierw było to 200–250 gramów, później więcej.

    Na początku raz w roku, następnie dwa razy w roku, aż w końcu doszło do 450 gramów. Słupski zaraził swoją postawą żonę, syna, córki i zięciów. Żona podarowała potrzebującym około 36 litrów krwi. W dawnych czasach tworzono terenowe punkty krwiodawstwa w małych wioskach, także w Elgnówku, gdzie istniał wtedy ośrodek zdrowia.

    Mądrzy w gadaniu

    Pan Ireneusz pochodzi z tej wioski – tu się urodził, chodził do przedszkola i szkoły podstawowej. Tutaj też doczekał emerytury. Zasadą krwiodawstwa jest to, że można oddawać krew w przedziale wiekowym 18–65 lat. Ireneusz Słupski, dopóki było to możliwe, siadał na fotelu szpitalnym w Elgnówku, a później w Olsztynie. W ostatnich latach musiał robić przerwy, ale udało mu się zakończyć wspomaganie chorych i potrzebujących z dobrym wynikiem. Choć już minęło kilkadziesiąt lat od pierwszego oddania krwi, wciąż je pamięta. – Siadłem z niepewnością i myślałem o tym, jak to się wytrzyma. Widziałem wielu takich mądrych w gadaniu, a jak im wbili igłę – odlatywali. U mnie nie było problemu – wspomina Słupski. Oddawał krew w różnych miejscach: w ośrodku zdrowia, świetlicy i szkole podstawowej. Gdy przed laty rozpoczęła się akcja krwiodawstwa, w Elgnówku było bardzo dużo chętnych kobiet i mężczyzn. Potem sytuacja się nieco zmieniła. Część odpadała ze względu na pracę. Wcześniej, oddając krew, otrzymywało się zwolnienie na dany dzień. Dziś tego większość pracodawców nie honoruje, może nieoficjalnie, ale jednak pracodawcy patrzą na tego typu akcje z niechęcią.

    Szczeniak na emeryturze

    – Nigdy nie oddawałem krwi za pieniądze, zawsze chodziło o pomoc innym. Byli tacy, którzy zarabiali na krwi – ja nie. Przecież najważniejsze jest to, że ktoś z tego skorzysta, może nawet uratuję komuś życie. Jeśli mam oddać, to honorowo i spokojnie. Ja nie będę swoją krwią handlował – mówi Ireneusz Słupski. Ta chęć pomagania jest obecna w rodzinie Słupskich. Przykładem jest historia z ostatnich miesięcy. Ireneusz na prośbę proboszcza roznosił opłatek po wiosce i w jednym z domów zobaczył małego szczeniaka. Gospodyni, będąca w sędziwym już wieku, opowiedziała, że przyniósł go jej syn i zostawił. Ona zaś nie ma siły opiekować się zwierzakiem i planowała go uśpić. Prosiła Słupskiego, żeby wziął małego kundelka. Tak też się stało. Teraz mały szczeniak Płatek biega po domu Słupskich, merdając ogonkiem. Na emeryturze Ireneusz Słupski ma czas, żeby zająć się tym, co lubi. W stajni, opodal domu, trzyma konia. Opiekuje się nim i jest z tego bardzo dumny. Widocznie ten gen wrażliwości, który posiada, dotyczy nie tylko ludzi, ale także zwierząt.

    Córka w mundurze

    Ważne jest także to, że w krwiodawstwo zaangażowała się cała rodzina. – Mówiłem już dawniej do dr. Ogonowskiego, że żeby wyjść za mnie za mąż, kobieta musi oddawać krew. Kiedy chłopcy przychodzili do naszych córek, mówiłem, żeby zaczęli oddawać krew i tak się stało – mówi mieszkaniec Elgnówka. Misja pomocy innym poprzez krwiodawstwo była realizowana także w Ochotniczej Straży Pożarnej. Wielu strażaków angażowało się w te akcje. To kolejna odsłona społecznej duszy Słupskiego. – Nasi ojcowie założyli po wojnie, w roku 1946, jednostkę straży pożarnej w Elgnówku. Nie było wtedy samochodów strażackich i używano koni. W razie alarmu do akcji gotowe były wozy. Do pożarniczej służby dołączały kolejne pokolenia – mówi Ireneusz. Tak też było u Słupskich. Za ojcem poszedł syn, za synem poszła córka, potem zięć, wnuczek i chrześniak. Wszyscy wspominają do dziś uroczyste ślubowania, podczas których rodziców rozpierała duma. Ireneusz Słupski został w roku 2013 uhonorowany przez władze samorządowe tytułem „Zasłużony dawca krwi powiatu olsztyńskiego”. Ilu ludzi uratowała rodzina Słupskich przez ten czas? Tego nie wiemy. Możemy być jednak pewni, że było ich wielu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • Gość
      25.06.2017 11:13
      Kiedyś Kościół był przeciwny transfuzjom.
    • GośćKrewniak .
      25.06.2017 14:42
      duzo zdrowia zycze wiem ze sie przyda.pomagales cele zycie ciekawe czy ktos teras pomoze.
    • Gość
      25.06.2017 14:47
      Janusz
    • Grażynka
      23.07.2017 14:33
      Strażak, zawsze gotowy "dowodzić tą akcją",pomocny, uśmiechnięty, może być wzorem dla młodych w Elgnówku, którzy powinni uczyć się od niego wielu WARTOŚCI. Dużo zdrowia życzymy.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół