• facebook
  • rss
  • Król Popiel w koloratce

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 08/2014

    dodane 20.02.2014 00:15

    - Nam chodzi o „Balladynę” i o wymowę tego dramatu, a nie o wywoływanie tanich sensacji - przekonuje Zbigniew Głowacki.

    W tym roku Olsztyński Teatr Lalek obchodzi jubileusz 60-lecia. Na tę okazję przygotowano „Balladynę” Juliusza Słowackiego. – Kiedy koleżanka zadzwoniła do mnie i zapytała, czy pójdę z nią na tę sztukę, bez wahania się zgodziłam. Do tej pory byłam na wszystkich sztukach adresowanych do dorosłych i byłam zawsze pod ogromnym i pozytywnym wrażeniem. Z takim nastawieniem poszłam do teatru – mówi pani Bożena.

    Czar prysł

    Pani Bożena wspomina początek sztuki. Oczom widzów ukazuje się wnętrze gospody. Wchodzą do niej, po kolei, aktorzy ubrani w zwykłe neutralne stroje, czarna sukienka, marynarka, długi płaszcz. Na scenę wchodzi również aktor wyraźnie grający osobę pijaną. Karczmarka nalewa mu dwa kieliszki wódki. On je wypija. – I czar prysł. Bo chwiejący się i pijący aktor ubrany jest jak ksiądz. Pod szyją ma koloratkę, dużą, by rzucała się w oczy. To był dla mnie szok – wspomina. – Mój syn po sztuce przyszedł do domu i nie krył zdziwienia, że króla Popiela III, który został wygnany z pałacu i mieszka w lesie jako pustelnik, pokazano jako księdza alkoholika. Nie podobało mu się to – dodaje pani Ania. Po pierwszych spektaklach do Olsztyńskiego Teatru Lalek urażone osoby zaczęły wysyłać mejle z prośbą o wyjaśnienia, dlaczego w tej sztuce, skierowanej przede wszystkim do młodzieży szkolnej, utrwala się kreowany w mediach negatywny obraz osoby duchownej. – Jaki cel ma ubranie aktora grającego króla Popiela III w koloratkę? Jaki cel przyświeca temu, że wchodzi on do gospody pijany i pije wódkę? Nie mogę tego pojąć – mówi oburzona pani Bożena.

    To nie tak

    – Myślę, że to wynik artystycznego nieporozumienia. Faktycznie aktor wchodził na scenę, grając osobę pijaną. Zwróciłem na to uwagę i teraz wygląda to inaczej. Postać sceniczna wchodzi i nie jest pijana. Zarzucano nam, że ta postać jest kapłanem. Ten zarzut jest chybiony. Teatr, operując pewnymi znakami, niekoniecznie te znaki chce odnosić do współczesności, do sporu toczącego się obecnie na temat osób duchownych. Nasza sztuka nie wpisuje się w te dyskusje i nic w niej nie sugeruje, że się do nich odnosi. Bo nie ma określonego czasu akcji, stroje są pozornie współczesne. Istotne jest to, że aktor od pierwszych wypowiedzianych słów nie kreuje postaci księdza, ale Pustelnika, którym w „Balladynie” jest król ukrywający się w lesie. On marzy o tym, żeby przywrócić w kraju moralny porządek. Jest to ktoś, kto strzeże wartości moralnych. Reżyser wpadł na pomysł, że koloratka wyróżni tę postać, podkreślając w ten sposób jej wyjątkowość. Tak się to powinno odczytywać, jeśli spojrzy się na całość spektaklu. W spektaklu nie ma żadnych sygnałów, że reżyser w swojej koncepcji próbuje się wpisać w dzisiejszość, w świat medialnej zawieruchy i ataków na księży. Jeśli ktoś tak to odczytuje, to po prostu przychodzi do teatru z bagażem tych codziennych sporów. A „Balladyna” to podróż w mityczne czasy, w baśń, to metafora kondycji ludzkiej, wartości ludzkich – wyjaśnia Zbigniew Głowacki, dyrektor Olsztyńskiego Teatru Lalek.

    Bez alkoholu

    Dyrektor teatru podkreśla, że ze względu na sygnały płynące od widzów, po rozmowach, wspólnie z reżyserem doszli do wniosku, że skoro scena pijącego księdza tak bulwersuje widzów i utrudnia odbiór całości dzieła, złagodzą jej wymowę. – Nam chodzi o „Balladynę” i o wymowę tego dramatu, a nie o wywoływanie tanich sensacji. Oczywiście znajdą się osoby, które mi zarzucą, że uległem naciskom środowisk kościelnych. Artysta ma przecież prawo do swojej wizji. Jednak uważam, że w tym momencie pogodzimy wizje artystyczne, wizje Słowackiego i uczucia widzów – dodaje dyrektor. – Sztuka ta grana jest głównie dla młodzieży gimnazjalnej i dla licealistów. Chodzi mi o to, aby młodzi ludzie nie mieli utrwalanych obrazów pijanego księdza, które wpisane są w medialny atak na duchownych. Scena ta, jak i ubiór, nie są zupełnie potrzebne w tej sztuce. Są jakby na siłę przyklejone. Tylko po co? – zastanawia się pani Bożena.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    • Tomek
      17.03.2014 15:39
      Czemu nie dał mu czerwonego krawata, albo gwiazdy w klapie. Przecież im też chodziło o porządek w kraju. A swoją drogą za kogo pan dyrektor uważa widzów, skoro raczy ich takimi tłumaczeniami.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół