• facebook
  • rss
  • Kamienie leciały w moją stronę

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2014

    dodane 27.02.2014 00:15

    Św. Arnold Janssen, założyciel Zgromadzenia Słowa Bożego, czyli werbistów, mawiał, że jeżeli czynimy wszystko, co w naszej mocy, Bóg uczyni resztę.

    Wparafii św. Franciszka z Asyżu w Olsztynie misjonarze werbiści zorganizowali spotkanie dla miłośników misji. – Historia tych spotkań sięga już przeszło 30 lat. Spotykamy się w różnych miejscach – nie tylko w Olsztynie, ale także na terenie całego kraju – w Elblągu, Gdyni, Bielsku-Białej, Wrocławiu, Szczecinie, Rzeszowie i wielu innych miastach, wszędzie tam, gdzie są domy werbistowskie. Gromadzimy się też w zaprzyjaźnionych, życzliwych parafiach, gdzie ludzie tego oczekują – tłumaczy o. Wiesław Dudar SVD, organizator spotkania.

    Modlitwa z woli ludu

    Na spotkaniu pojawiają się przyjaciele i dobrodzieje misji, rodzice misjonarzy i misjonarek – nie tylko werbistów, ale też innych zgromadzeń oraz kapłanów diecezjalnych. – Znamy się od lat, dobrze jest się zobaczyć, porozmawiać, ale nie jest to spotkanie wyłącznie towarzyskie, bo mówimy o misjach i za nie się modlimy – wyjaśnia o. Dudar. Każde spotkanie zawsze zaczyna się różańcem misyjnym w intencji misjonarzy i misjonarek już pracujących oraz w intencji nowych powołań misyjnych. Kolejnym punktem programu jest spotkanie z misjonarzem. Na spotkanie w Olsztynie przybył o. Edward Sito SVD, który pracował w Angoli, a obecnie działa w Togo – pierwszym afrykańskim kraju, do którego trafili werbiści w 1892 roku. – Ludzie mają okazję usłyszeć, jak wyglądają misje, od człowieka, który na co dzień na tych misjach jest, na własnej skórze przekonał się, czym misje są naprawdę – mówi o. Dudar. Centralnym punktem spotkania zawsze jest Msza św. sprawowana w intencji misji i ich dobrodziejów. Po Mszy św. jest czas na agapę i rozmowy. Potem misjonarze mówią o nowych projektach, dzielą się swoimi obawami, planami, a całość kończy się Koronką do Bożego Miłosierdzia. – Taka jest wola ludzi. Właśnie takie ma być to spotkanie – towarzyskie, ale przede wszystkim modlitewne. Bo to możemy wspólnie dać i wierzymy, że to ma jakąś siłę, moc – twierdzi o. Wiesław.

    Beczka prochu

    Misjonarze werbiści pracują w Europie, Azji, Australii i Oceanii, Ameryce Północnej, Środkowej i Południowej oraz oczywiście w Afryce. O. Edward Sito SVD, który na olsztyńskim spotkaniu opowiadał o misjach, pracował w Angoli oraz Togo. Do zgromadzenia wstąpił w 1987 roku, w 1990 roku trafił do Portugalii, gdzie skończył teologię. Stamtąd w 1995 wyjechał do Angoli, akurat wtedy, kiedy trwała tam wojna. – W 1993 roku Kimbundu – elita polityczna, plemię, którego Portugalczycy przez wieki używali do rządzenia – sfałszowali wybory i ściągnęli do kraju komunistów, ludzie zaczęli się burzyć i wybuchła wojna. Było strasznie, w samym 1995 roku w Angoli z głodu zmarło milion osób. Nasza misja leżała na terenie zarządzanym przez partyzantów, ale nas nie prześladowali, bo wiedzieli, że robimy dobrą robotę i dobrze żyjemy z ludźmi. Mówili nam, która strona drogi jest zaminowana, a raz jeden chłopczyk przyniósł mi list: „Proszę nie wychodzić jutro z misji, o 5 rano będzie atak” – opowiada o. Edward. Z Angoli ojciec Edward trafił w 2006 roku do Togo, gdzie sytu- acja jest zgoła odmienna – w Angoli było dużo chrześcijan, ale Togo to kraj podzielony. W południowej, zewangelizowanej części chrześcijanie (katolicy, protestanci) stanowią około 20–30 proc. społeczeństwa. Całkiem inaczej jest na północy, gdzie chrześcijanie to ledwie 2–3 proc. ogółu, reszta to przede wszystkim muzułmanie. – Tolerujemy się, ale tak naprawdę to jest beczka z prochem. Nie można prowokować, ciągle jest niepewność, obawa, że po jakiejś mocniejszej akcji wszystko może wybuchnąć. Na szczęście w tej kwestii dobrze działa rząd, który szybko interweniuje i pilnuje, żeby nie było zamieszek. Wrogość i złośliwość jednak jest – zaznacza o. Edward. – Ostatnio jak odprawiałem Pasterkę, to jakiś muzułmanin włączył samochód, zostawił go na wysokich obrotach i sobie poszedł, a ciężarówka chodziła cały czas i hałasowała. Albo inna sytuacja – przypadkiem trafiłem do islamskiej dzielnicy Zongo, gdzie faktycznie można odczuć nienawiść. Chciałem iść na skróty, byłem w sutannie, no i kamienie poleciały w moją stronę – opowiada o. Sito. To jednak tylko niektóre przypadki z pracy misjonarzy. Podstawowe zajęcia to codzienna praca na parafii, w szkołach, sierocińcach, w zwykłym kontakcie z ludźmi i przekazywaniu im Dobrej Nowiny. – Kiedy na parafii ma się dużo muzułmanów i kilku katolików, to każdego trzeba odwiedzić – żeby był kontakt, żeby ludzie czuli, że nie są sami – mówi werbista.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół