• facebook
  • rss
  • Grzegorz – siądź i napisz!

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2014

    dodane 27.02.2014 00:15

    ludzie musieli gasić pożary od zarania dziejów, ale w pewnym momencie się zorganizowali. W Krainie Wielkich Jezior zdarzyło się to po raz pierwszy w roku 1868.

    Przyzwyczailiśmy się do obecności i pracy strażaków na Warmii i Mazurach. Człowiek czuje się bezpieczniej, gdy pod ręką ma ich numer telefonu w kryzysowych sytuacjach. Nie zawsze jednak tak było. Niedawno ukazała się publikacja „Ochotnicze Straże Pożarne na Warmii i Mazurach. Historia. Tradycja. Organizacja”, w której odtworzono dzieje i zakres działalności warmińskich jednostek. Okazją do prezentacji książki było spotkanie dwóch spośród czerech autorów w Czytelni Czasopism Starego Ratusza Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie. Stanisław Mikulik i Grzegorz Matczyński w kompetentny i interesujący sposób opowiadali o istotnych wydarzeniach z kronik OSP.

    Prusacy też nasi

    – Jestem strażakiem, ale za pióro chwyciłem z konieczności opisania ważnych wydarzeń. Pomysł napisania tej książki krążył w naszym strażackim światku już od jakiegoś czasu. Wreszcie doszło do powołania zespołu redakcyjnego, który opracował wstępny plan i rozjechał się. Potem dzwoniono do mnie i mówiono: „Grzegorz, ty siądź i napisz”. W ten sposób z płk. Mikulikiem zabraliśmy się do napisania tego dzieła – mówi Grzegorz Matczyński. Autorzy zastanawiali się na tym, czy cezurą czasową powstania na Warmii i Mazurach OSP jest rok 1945. Przecież w różnej formie istniały wcześniej organizacje i ludzie, którzy spełniali strażackie zadania. – Czy OSP Gutkowo zostało założone w roku 1947, czy w 1904? Formacja ta istniała, aby służyć ludziom. Dlatego trzeba pamiętać także o karcie dziejów z okresu pruskiego. W książce znajduje się wykaz 555 jednostek strażackich, z których większość wtedy powstała – mówi Matczyński. W przedwojennych czasach, w roku 1920, na warmińskiej ziemi funkcjonowało około 500 jednostek straży pożarnej. Niedługo po zakończeniu II wojny światowej, było ich około 70. Wtedy też na jeden oddział OSP przypadało 250 kilometrów kwadratowych. A te, które miały samochód, można było policzyć na palcach jednej ręki. Zdarzało się na przykład, że jednostka z Olsztyna jechała gasić pożar w Giżycku.

    Gimnastyka przy ogniu

    W czasie spotkania z czytelnikami skarbnicą wiedzy okazał się Stanisław Mikulik, który rozpoczął swoją wypowiedź akcentami teologicznymi. – W Biblii temat ognia jest ważny. Bóg prowadził Izraelitów przez pustynię, oświetlając ich ogniem. Bóg karał także ogniem. Ogień jest z jednej strony użyteczny i pomocny, a z drugiej niebezpieczny – mówił. Narracja Mikulika przeniosła słuchaczy w czasy przedwojenne, kiedy powstawały pierwsze jednostki straży pożarnej na terenie dzisiejszych Warmii i Mazur. Interesująca jest historia powstania pierwszej jednostki w Bartoszycach. Wszystko działo się w roku 1868. W kronikach zanotowano, że w „dniu pokutnym” zapłonęły spichlerze kupca Behra. Nie było straży pożarnej, więc wszyscy zabierali się do gaszenia. Akcja była nieskoordynowana i chaotyczna. W tym czasie w Bartoszycach mieli zgrupowanie członkowie Koła Niemieckiego Związku Gimnastycznego, którymi opiekował się nauczyciel Herman Kosney. Gdy wkroczyli do akcji, szybko ugaszono pożar dzięki ich zorganizowaniu i współdziałaniu. Po tym wydarzeniu powołano pierwszą na tych terenach OSP, której komendantem został Kosney. Pierwsze jednostki utrzymywał się ze środków ofiarowanych przez mieszkańców. Powoli jednak opiekę finansową nad strażakami przejmowały władze samorządowe.

    Złamana drabina

    Stanisław Mikulik opowiedział także o największych akcjach strażaków w Olsztynie. Jedną z nich było gaszenie pożaru gmachu sądu wojewódzkiego i powiatowego. – Tam w pomieszczeniach służby bezpieczeństwa mieściła się także centrala WC (wysokiej częstotliwości). Za murem znajdował się areszt śledczy. Początek był taki: policja krzyczy „Ratujcie centralę”; inny mówi „Zabezpieczcie areszt, bo więźniowie uciekną”; wreszcie prezes sądu mówi: „Ratujcie nam akta”. Nie było wystarczającej ilości wody, gdyż hydranty olsztyńskie miały w tamtym czasie małą wydajność – mówi Mikulik. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Wodę wzięto z Łyny. Ustawiono pompy na moście przy ul. Szrajbera i pompowano wodę od strony aresztu, od wejścia głównego i od tylnej strony z drabiny, która zresztą się złamała ze strażakiem na górze. Nic mu się na szczęście nie stało, gdyż konstrukcja oparła się na rynnie. Pożar wybuchł na strychu i zasadniczo tylko ta część uległa zniszczeniu. Budynek odbudowano, ale już w socrealistycznym stylu. Książka zawiera wiele interesujących wiadomości na temat historii OSP, ale także dziejów i walorów Warmii i Mazur – dóbr, których bronią strażacy. Przedstawia również znane osobistości, będące w przeszłości strażakami.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół