• facebook
  • rss
  • Spotkałem Mechanika, który mnie naprawił

    dodane 20.03.2014 00:15

    O słowach wykrzyczanych do Boga, remoncie duszy i narodzinach duchowego bobaska z Dobromirem „Makiem” Makowskim rozmawia
 Krzysztof Kozłowski.

    Krzysztof Kozłowski: Przyjechałeś do Rybak na spotkanie młodzieży jako gość specjalny. Co jej proponujesz?


    Dobromir „Mak” Makowski: Chcę opowiedzieć, kim dla mnie jest Bóg, opowiedzieć młodym o tym, że muszą otworzyć oczy duchowe, aby zobaczyć, do jakiej wielkości i chwały powołał nas. To nie Bóg jest nudny, tylko my mamy problem. Skoro apostołowie zapłacili najwyższą cenę za wierność Jezusowi, to musiało w tym być coś więcej niż przygoda, musiało być w tym coś wielkiego. Warto być człowiekiem, który poszukuje prawdy, a nie ulega telewizyjnym propozycjom, zmysłom narzucającym nam styl myślenia. Jeśli się nie dostosujemy, to wmawia się nam, że jest z nami coś nie tak. Chcę odkłamać tę rzeczywistość. Chcę ukazać, że skoro Pan Bóg nas stworzył, powołał do życia w łonie matki, widocznie ma dla nas plan. Mamy coś do zrobienia. Niestety, wielu nie odkryło siebie, bo nigdy nie poznali tego, co Bóg przygotował dla nich. Żyli na zasadzie „kopiuj – wklej”. Też byłem na samym dnie…


    Twoja droga życia była niezwykle kręta. Sam stwierdziłeś, że byłeś „marionetką diabła”.


    Zrozumiałem, że gram w teatrze. Że ktoś narzucił mi styl funkcjonowania. Ale coś w moim sercu krzyczało, że „chcę żyć inaczej”, w sercu, które stworzył Bóg. On pytał: „Kiedy Mnie wpuścisz?”. Zdałem sobie sprawę z tego, że nie robię nic, co chciałbym robić w życiu. To było w melinie. Obudziłem się. Bóg mówił. Zacząłem płakać. Przecież właściwie niczego nie osiągnąłem. Wykrzyczałem: „Boże! Zmień moje życie! Jeżeli naprawdę jesteś. Chociaż nienawidzę Ciebie, chociaż mam żal. Ale jeżeli jesteś tym Bogiem, o którym niektórzy mówili, że kocha człowieka, to pokaż mi siebie”. Nie było huków, ale coś się stało, w moje serce wlała się nadzieja. I Bóg wkroczył. Zaczął sprzątać moją duszę, porządkować moje życie. I to chcę przekazać młodym ludziom. Jest jedno życie. Nie ma dogrywki. Dzisiaj decydujesz, jakim człowiekiem będziesz jutro. Jeśli tego nie zrobisz, to zadecydują za ciebie android, jakieś inne aplikacje, koleżanki i koledzy, gazety młodzieżowe i pornografia. Szereg drobnych czynników, które spowodują, że za kilka lat się obudzisz i będziesz jedynie nafaszerowanym materiałem cielesnym, który będzie emanował tym wszystkim, co wziąłeś ze środowiska, z internetu, z mediów. Ale jeżeli dzisiaj pozwolisz, aby obudził się w tobie duchowy bobasek, to za kilka lat będziesz mieć w sobie duchowego człowieka, który będzie w stanie rozróżniać fakty, oddzielać dobro od zła, poznawać Prawdę. Bóg chce obudzić w nas duchowego człowieka, a my ciągle go wyrzucamy z siebie. A przecież to my jesteśmy odpowiedzialni za to, jakim życiem będziemy żyć jutro.


    Zdaje się, że wiesz, o czym mówisz. Piłeś, ćpałeś, kradłeś…


    Do tego stopnia, że wylądowałem jako bezdomny w melinie. Dzisiaj spotykam ludzi, którzy mówią: „Dobromir, ale ty miałeś silną wolę”. Śmieję się i odpowiadam: „Ty chyba nie wiesz, co to jest silna wola”. Nigdy nie doświadczyłem tego słowa, nie wiem, co to jest silna wola. Byłem niczym auto roztrzaskane o drzewo. Taki samochód już nie pojedzie. Trzeba w nim wymienić wszystko. Potrzebny jest doskonały mechanik. Czy wiem, co mówię? Myślę, że doświadczyłem czegoś w życiu, ale jeszcze wiele muszę się nauczyć. Dziś szanuję życie, kocham Boga, szanuję Jego perspektywę i plan mojego życia. Widzę, że spośród wszystkich propozycji na moje życie Jego była najbardziej oryginalna. Spośród wszystkich fachowców, których spotkałem, wszyscy postawili na mnie krzyżyk, mówili, że już po mnie, nie dali mi szans, bawili się mną, i tylko On jeden stwierdził: „Ja mogę wszystko odmienić. Naprawić twoje życie”.


    I razem wzięliście się do pracy... Po latach ciągle masz pewność, że to był dobry wybór...


    Po prostu zakochałem się w Jezusie… Na serio potraktowałem Boże słowo. Dziś mogę powiedzieć, że Bóg się nie pomylił. Jestem wykładowcą na uczelni wyższej, prowadzę fundację, jestem instruktorem pływania, pracuję z młodymi ludźmi, robię rap. W tym wszystkim jestem pokorny, mam szacunek do tego, co otrzymałem od Boga. W każdej chwili przecież mogę to stracić. Wiem, że ilekroć wołałem do Boga, On zawsze mnie słyszał. Pytanie, czy my chcemy się wysilić, zapłacić cenę podróży przez życie z Jezusem. Jeśli wpuścimy Go do naszego życia, czeka nas generalny remont. Bo On ukazuje nam drogi, ale to my musimy podjąć trud zmiany, zmiany całego siebie, zmiany, która daje szczęście. Chcę uświadomić młodym, że żyją raz. A Bóg ich pyta, czy chcą przeżyć to życie z Nim, czy z tandetnym światem, z podróbką szczęścia, z fałszywą miłością, czy chcą być jednym z wielu elementów wytworzonych przez narzucane mody, bez refleksji, bez prawdy. Chcę przekazać jedną rzecz – otwórzcie oczy i zobaczcie, do jakiej nadziei powołał nas Bóg.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół