• facebook
  • rss
  • Latem, na lata

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 29/2014

    dodane 17.07.2014 00:00

    Od 26 lat na obozach letnich organizowanych przez warszawskie stowarzyszenie dzieci i młodzież z różnych krajów mogą wspólnie spędzić wakacje.

    Od ośmiu lat jeżdżę na kolonie. Byłam kiedyś bardzo zbuntowana, stwarzałam dużo problemów. Kurator wysyłał mnie na obozy religijne, ale nic nie pomagało. Kiedy skończyłam 18 lat, moja mama powiedziała: „Albo robisz kurs wychowawcy i jedziesz na kolonie z dziećmi, albo wyślę cię na rygorystyczny obóz”. Wybrałam pracę z dziećmi. Potem trafiłam do Parafiady. Na początku powiedziałam sobie, że już nigdy tam nie pojadę. Ale jestem w tym roku już na 20. obozie. Nie wyobrażam sobie wakacji bez Parafiady – mówi Iwona Izydorek, kierownik obozu. W obozach biorą udział obywatele Litwy, Łotwy, Ukrainy, Białorusi, Rosji, Uzbekistanu i Azerbejdżanu.

    W Ośrodku Wypoczynkowym w Kołatku koło Olsztynka przebywa około 100 dzieci w ramach Parafiady. Są tam dwie grupy z Białorusi, jedna z Ukrainy i trzy z Polski. Dzieci mogą wypoczywać na Mazurach dzięki pomocy finansowej między innymi Ministerstwa Spraw Zagranicznych i władzom Warszawy. – Przyjechałam z Żytomierza na Ukrainie. Życie na obozie bardzo mi się podoba; szczególnie zabawy, w których wszyscy biorą udział. Bardzo się też cieszę, że każdego dnia są Msza św. i modlitwy przed posiłkami. Trochę tęsknię za domem, ale chciałabym kiedyś jeszcze raz tu przyjechać – mówi Irena. Każdy dzień rozpoczyna się rozgrzewką, po której następuje wspólna modlitwa. W ciągu dnia odbywają się różne zajęcia: wypoczynkowe, sportowe i nauka języka polskiego. W tym roku główne hasło brzmi: „Indiańska przygoda” i wiele wydarzeń podporządkowanych jest temu tematowi. Wieczorne spotkania są natomiast dobrą okazją do zaprezentowania kultury i historii różnych krajów.

    A gdy dorosną...

    – Na pierwszy obóz, który prowadziłam, przyjechał pewien chłopiec. Pochodził z patologicznej rodziny i było z nim wiele problemów. Pamiętam, że się do nas w ogóle nie odzywał i nie udało się nam go zintegrować z grupą. Jedynym naszym sukcesem było to, że został do końca obozu. Spotkaliśmy się kilka lat później i okazało się, że zaangażował się w Parafiadę i aktywnie działał na rzecz innych dzieci – wspomina Iwona Izydorek. Co jakiś czas zdarza się, że dziecko, które jest najpierw uczestnikiem, gdy dorośnie, robi odpowiednie kursy i wchodzi w skład kadry wychowawców. I to jest duży sukces. Obozy są także doskonałym miejscem integracji przedstawicieli różnych krajów. Dzieci ze Wschodu, które przyjeżdżają na obozy, pochodzą z rodzin z polskimi korzeniami. – Organizatorzy Parafiady zaprosili 15 dzieci z naszej parafii do Polski. Przyjechaliśmy z Sopoćkini, z diecezji grodzieńskiej. Na terenie parafii jest ponad 90 proc. Polaków. W miejscowości ludzie rozmawiają po polsku. Przez wiele lat funkcjonował stereotyp Polak – katolik. Choć w rzeczywistości w wielu przypadkach tak jest, to jednak walczymy z takim podejściem do sprawy. Katolik to ten, który wierzy i praktykuje – niezależnie od narodowości – wyjaśnia ks. Antoni.

    Wakacyjna nauka

    Ważnym elementem obozu jest nauka ojczystego języka. – Poziom języka polskiego u dzieci jest bardzo różny. Niektóre prawie nie mówią po polsku, inne zaś są mistrzami olimpiad językowych na Białorusi. Z dwiema grupami prowadzę zajęcia od samych podstaw, czyli alfabet, liczby i elementarne działy życia. W tej chwili dzieci potrafią już komunikować podstawowe potrzeby – mówi Katarzyna Tadych, która uczy dzieci ojczystego języka. Dzieci bardzo chcą się uczyć, bo wiele z nich planuje przyjechać do Polski na studia. – Zresztą czują się Polakami. Widać to w sytuacjach, gdy przywołujemy grupę i mówimy np. „Białoruś do mnie”. Są wtedy niezadowoleni, bo czują się stuprocentowymi Polakami. Ich zaangażowanie w lekcje polskiego jest wyjątkowe. Pewnego razu odwołano zajęcia i wtedy dzieci same zaproponowały inny termin odrobienia nieprzerobionego materiału – wspomina Katarzyna Tadych. Grupa z Białorusi jest na bardzo wysokim poziomie językowym. Nauczycielka zastanawiała się, co z nimi zrobić, i w końcu zaproponowała recenzję „Pana Tadeusza”. Wtedy usłyszała: „Ale my to już przeczytaliśmy”. Okazało się przy okazji, że „Krzyżacy” i „Potop” też zostały przerobione. Można pozazdrościć dzieciom zapału i wytrwałości.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół