• facebook
  • rss
  • Kazanie z zegarkiem

    dodane 24.07.2014 00:00

    Na Mszy św. ludzie chętnie odpowiadali na pytania i z uwagą słuchali biblijnych komentarzy. O. Łazarz wzbudzał nie tylko ciekawość, ale także pragnienie modlitwy.

    Zazwyczaj pomoc duszpasterska płynęła jednokierunkowo – to polscy księża jeździli po całym świecie, aby pomagać w duszpasterstwie różnych lokalnych Kościołów. Tym razem było inaczej. Do jednej z parafii archidiecezji warmińskiej zaproszony został na dwa tygodnie o. Lazare Sowah Ako Kossi, który w czasie urlopu proboszcza otoczył opieką duszpasterską wiernych z Dorotowa, Kręska, Majd i Tomaszkowa. O. Łazarz jest kombonianinem i od 6 lat mieszka w Polsce. Zajmuje się animacją misyjną i odwiedza parafie w całym kraju, także na Warmii i Mazurach.

    Polska gościnność

    Wierni z parafii pw. bł. Doroty z Mątów mieli już okazję poznać togijskiego księdza w czasie jednych z wielkopostnych rekolekcji. Jednak na wielu charyzmat celebrowania liturgii i łatwość nawiązywania więzi zrobiły wrażenie. – To, że byłem już w tej parafii wcześniej, pomogło nawiązać szybki kontakt z parafianami. Ludzie wiedzieli, że mam kłopot z językiem. Byli po prostu przygotowani. Nie byłem obcy dla wielu i dlatego doświadczyłem wiele życzliwości i otwartości. Mam bardzo pozytywne wrażenie po pobycie w Dorotowie i już zaczynam tęsknić – wyznaje o. Łazarz. Togijski temperament i żywość przeżywania liturgii były atutami, które nie tylko zaciekawiły ludzi, ale pozwoliły wejść w nowy sposób przeżywania wiary. – Podczas Mszy św. zadawałem ludziom różne pytania, czasem prowokujące, ale zawsze prowadzące do konkretnego celu. I ten dialog pokazał, że ludzie tutaj czują Kościół i odpowiedzialność za niego. Po Mszy św. wielu uczestników liturgii zatrzymywało się i rozmawiało ze mną. Pytali: „Co u ciebie słychać?”. Każdy kolejny dzień przynosił potwierdzenie dużego zainteresowania. Kiedy chodzę codziennie na medytację, spotykam ludzi, którzy mnie zatrzymują i zapraszają spontanicznie na spotkanie – mówi misjonarz. O. Łazarz jest bardzo solidnym księdzem. Pół godziny przed każdą Mszą św. rozpoczynał swój dyżur w konfesjonale i zawsze zjawiały się osoby potrzebujące sakramentu pojednania. Na pytanie: „Co jest najważniejsze w głoszeniu Dobrej Nowiny?” – odpowiada: – Dla mnie najważniejsze jest, aby każdy zrozumiał, że mimo wszystko Bóg go kocha – takim, jakim jest. Dla jego zbawienia gotowy jest umrzeć na krzyżu. Ja jako kapłan jestem „alter Christus” i chcę dać pewność ludziom, że Bóg ich wciąż kocha i chce także dziś współpracować. Oczekuje tylko ludzkiej wolności i zgody. Dlatego staram się w mojej posłudze być jak najbliżej ludzi, aby nie było to tylko formalne, ale autentyczne – wyjaśnia.

    Trzeba mieć czas

    Togo to odległy kraj. Zakonnik co trzy lata dostaje trzymiesięczny urlop, aby odwiedzić swoją rodzinę. Czy tęskni za nią? – Teraz nie tęsknię za domem, bo doświadczam obecności i życzliwości wielu ludzi. Są w moim życiu jednak takie momenty, kiedy jestem sam i czuję się samotny. Żyję w Warszawie we wspólnocie, ale są chwile, gdy każdy ma jakieś zadania – mówi. Podczas swojego pobytu na Warmii nie chciał pozostawić po sobie jedynie dobrego wrażenia, ale przede wszystkim żyć w pełni. Oznacza to dla niego realizację swojego powołania. – Jestem kapłanem, więc chodzi o dobre przygotowanie się do służby. Na początku trzeba mieć czas, aby się modlić. Trzeba przygotować się do każdej Eucharystii, a po Mszy św. być do dyspozycji i nawiązywać kontakt z wiernymi. Ten kontakt jest dla mnie dalszym ciągiem ewangelizacji – dzieli się togijski kapłan. W jego ojczystym kraju Msza św. trwa kilka godzin i jest przeżywana jako święto radości. Czy inna formuła i ograniczenia czasowe w zachodniej rzeczywistości są dla niego uciążliwe? – Może chciałbym przedłużyć Mszę św. i mieć więcej dialogu z ludźmi. Szanuję ich jednak. Przychodzą bowiem w tygodniu na nabożeństwo zaraz po pracy i są zmęczeni. Staram się przygotować wcześniej kazanie. Najpierw piszę na kartce to, co chciałbym przekazać obecnym w kościele. Czytam na głos i patrzę na zegarek. Jeśli widzę, że jest więcej jak pół godziny, wykreślam część. W tygodniu na kazaniach staram się nie komentować za dużo, idę prosto do celu – wyjaśnia. Jak wygląda przygotowanie do kazania? Wieczorami o. Łazarz podczas wieczornej modlitwy brewiarzowej – komplety czyta Ewangelię przewidzianą na przyszły dzień. Robi przy tym przerwę, aby słowo w nim pracowało. Następnego dnia po jutrzni czyta znów tekst biblijny i idzie na śniadanie. Po nim natomiast następuje godzinna medytacja. Wtedy też powstaje kazanie na dany dzień. – Według mnie tylko jedna rzecz jest siłą kapłaństwa i chrześcijaństwa – modlitwa. Człowiek może wiele robić, ale sam z siebie tak naprawdę nic nie może bez łaski Boga. Szukamy tej łaski przez modlitwę. Za darmo ją dostajemy. Jeśli Bóg mnie wybrał do jakiegoś zadania, to jednocześnie da mi siłę – mówi o. Łazarz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół