• facebook
  • rss
  • Pływająca parafia

    dodane 24.07.2014 00:00

    Bezpieczeństwo. O kozakach na wodzie, kąpieli bez promili i szanowaniu żywiołu z ks. Rafałem Chwałkowskim SDS, duszpasterzem żeglarzy i Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, rozmawia Łukasz Czechyra.

    Łukasz Czechyra: Jest Ksiądz pierwszym po wojnie oficjalnie ustanowionym duszpasterzem żeglarzy. Skąd taka inicjatywa?

    ks. Rafał Chwałkowski SDS: Duszpasterstwo żeglarzy przy parafii Dobrego Pasterza w Węgorzewie istniało właściwie już wcześniej. Od wielu lat w kościele odprawiano Msze św. na rozpoczęcie i zakończenie sezonu żeglarskiego, przy parafii prowadzone były także kursy żeglarskie, organizowane przez proboszcza ks. Piotra Mazurka i Mazurską Fundację Edukacyjną „Bonus Pastor”. Po jakimś czasie żeglarze zwrócili się do biskupa ełckiego Jerzego Mazura z prośbą o ustanowienie dla nich kapelana.

    I tak w 2007 roku zostałem mianowany duszpasterzem żeglarzy, pierwszym w powojennej historii Mazur. Zawsze mówię, że na Mazurach mocniej czuć bicie serca Boga. Czuje się to zwłaszcza w otoczeniu naszej pięknej mazurskiej przyrody. Choć jest coraz więcej żeglarzy – czasami zbyt hałaśliwych – to cały czas nie brakuje takich, którzy przypływają na Mazury, żeby odpocząć nie tylko fizycznie, ale również duchowo. Podczas rozmów z żeglarzami często słyszę, że są zachwyceni pięknem przyrody, właśnie dzięki niej mogą doświadczyć bliskości Boga.

    Jak działa duszpasterstwo?

    – Wielki Szlak Jezior Mazurskich to ogromny akwen. Przy dobrej pogodzie w sezonie letnim na wodzie znajduje się nawet do 10 000 jachtów. Licząc średnio na jeden jacht 5 załogantów to mamy na wodzie każdego dnia średniej wielkości miasteczko. Taka pływająca duża parafia, a w niej parafianie, którzy mają również potrzeby duchowe. W naszej parafii w każdą niedzielę wakacji o 20.30 mamy specjalną Mszę św. dla żeglarzy. To dla nich dobra pora – po całym dniu na wodzie przypływają do portu i mogą odpocząć, również duchowo. Na tę Mszę św. przychodzą w większości żeglarze, grupy związane z żeglarstwem, młodzież, która w naszym mieście odbywa kursy żeglarskie. Ponadto jako żeglarze z Węgorzewa razem z ratownikami Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego uczestniczymy z żeglarskich Zaduszkach w Mikołajkach, a ja, jako duszpasterz, uczestniczę w licznych wydarzeniach, choćby w regatach. Angażuję się też w kampanie ogólnopolskie, które promują bezpieczny i odpowiedzialny odpoczynek na wodzie i nad wodą, byłem obecny przy uruchomieniu masztów ostrzegawczych.

    Mazury najazd żeglarzy przeżywają przede wszystkim w wakacje. Duszpasterstwo jednak działa przez cały rok.

    – Sezon żeglarski trwa mniej więcej od maja do października. I faktycznie w tym czasie duszpasterstwo się nasila, przede wszystkim ze względu na żeglarzy przyjezdnych. Jednak to wcale nie oznacza, że w innych miesiącach mamy wolne. Dzieje się u nas naprawdę dużo – mamy spotkania żeglarskie, memoriał ku czci Piotra i Mieczysława Ejsmontów, braci, wspaniałych żeglarzy, którzy zaginęli w okolicach przylądka Horn. Mamy spotkania opłatkowe, bal żeglarski, na który przyjeżdżają ludzie z całej Polski, a zimą oczywiście bojery, na których brać żeglarska żegluje, trochę inaczej, ale w zasadzie przez cały rok. Poza tym jestem duszpasterzem Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, a ratownicy pracują 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Tu nie ma przerw, dla duszpasterza również.

    Został Ksiądz duszpasterzem na rok przez Białym Szkwałem. Czy po tej tragedii z 2008 roku zmieniło się podejście ludzi do swojego bezpieczeństwa na wodzie?

    – Faktycznie, po Białym Szkwale można było zaobserwować pewne zmiany – ludzie zaczęli pływać w kamizelkach, przestali się tego wstydzić. Widać było potrzebę zjednoczenia. Mieliśmy pełny kościół ludzi, ale po jakimś czasie emocje opadły i niektórzy już zapomnieli, że na wodzie zawsze trzeba zachować rozsądek. My cały czas apelujemy o roztropne pływanie, zakładanie kamizelek, niepicie alkoholu, który jest chyba największym problemem, z jakim się obecnie zmagamy. Po latach pracy na Mazurach mogę powiedzieć, że żeglarze są niezwykłą grupą ludzi – są bardzo otwarci, nie mają oporów, by rozmawiać, mówić o swoich problemach. Często, kiedy jestem w porcie jako ratownik, ludzie podchodzą, chcą porozmawiać, o coś zapytać, zwierzyć się. Po naszych Mszach św. żeglarskich dostajemy e-maile z podziękowaniami za słowo Boże, za modlitwę. Ludzie chcą nawiązywać kontakt. Mamy grupy, które od wielu lat pojawiają się na naszych Mszach św., jak choćby studenci medycyny z Gliwic, którzy razem ze swoimi duszpasterzami tworzą Flotę Jana Pawła II i co roku u nas goszczą. Jest stała grupa z Karpacza, gdzie instruktorzy z dziećmi, które odbywają w Węgorzewie kursy żeglarskie, także są na Mszach św. żeglarskich. Myślę, że świadomość turystów i żeglarzy dotycząca bezpieczeństwa na wodzie i nad wodą z roku na rok wzrasta. Różne kampanie społeczne, bardzo szeroko rozumiana profilaktyka, a także szkolenia i pogadanki Mazurskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (w minionym sezonie przeszkoliliśmy ponad 5400 osób) na pewno pomagają we wzroście bezpieczeństwa na jeziorach. W myśl zasady, że „lepiej zapobiegać, niż leczyć”, większość żeglarzy sprawdza prognozę pogody przed wyjściem z portu (w każdym bosmanacie można zasięgnąć takiej informacji), potrafi ocenić aktualne warunki pogodowe, będąc już na jeziorze i bez potrzeby nie narażać siebie i swojej załogi. Ponadto coraz więcej osób pływa w kapokach, nie wstydząc się tego. To jest też ważny sygnał, że coś dobrego drgnęło w świadomości ludzi. Osobną sprawą jest poziom umiejętności żeglarskich. Choć, jak dobrze wiemy, czujnym trzeba być zawsze i nie należy dać się zwieść swojej pewności. Uszanuj żywioł, a żywioł uszanuje ciebie!

    Wspomniał Ksiądz, że dużym problemem na wodzie jest alkohol. Co roku ginie przez to wiele osób...

    – Niestety tak. Pływanie po alkoholu to jeden z największych problemów wśród odpoczywających nad wodą. W tym roku mamy już ponad 150 utonięć, z czego prawie wszystkie są po alkoholu. Jest to wielkie zagrożenie, ale także grzech przeciwko V przykazaniu, przeciwko życiu. Pijany żeglarz czy ktoś, kto pływa w wodzie po alkoholu stwarza niebezpieczeństwo nie tylko dla siebie, ale też dla tych, z którymi żegluje czy wśród których pływa. Jako duszpasterz włączam się w różne kampanie, staramy się przekonywać żeglarzy, że trzeba pływać bezpiecznie – z głową i z Panem Bogiem. Niestety, wielu urlopowiczów, przyjeżdżając na Mazury, zostawia swój rozum w domu i to jest przyczyną wielu nieszczęść. To jest główny grzech żeglarskiej braci – alkohol na wodzie. Strzeli sobie taki piwko, potem „setkę” i poziom odwagi mu wzrasta. Burza mu niestraszna, przepisy go nie obowiązują, on jest najważniejszy na jeziorze. I tacy są najbardziej niebezpieczni, bo są nieprzewidywalni. Moim zdaniem takie postawy powinno się piętnować. Wszystko jest dla ludzi – alkohol też. Można przyjemnie popływać „na trzeźwo”, a wieczorkiem w tawernie czy przy kei posiedzieć nie tylko przy gorącej herbacie. Wystarczy odrobina dobrych chęci, nieco rozsądku oraz troski o życie swoje i innych.

    Jakie cechy powinien mieć więc dobry żeglarz?

    – Żeglarstwo jest dla wszystkich. To, co jest ważne, to wytrwałość i odpowiedzialność. Musimy mieć świadomość, że wsiadając na łódkę, bierzemy odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale też za tych, którzy płyną z nami, i za tych, którzy płyną obok nas. Żeglarstwo jest wspaniałym sportem, sposobem spędzania wolnego czasu, która daje nie tylko aktywny wypoczynek, ale też uczy życia wspólnego, otwartości – kiedy przebywa się z kimś bez przerwy; dzień, dwa albo tydzień na jednym jachcie to zupełnie inaczej się tego człowieka poznaje. Każdy wtedy hartuje swojego ducha, uczy się odpowiedzialności. Jest to wspaniała forma uczenia się wspólnoty, ale także szacunku dla przyrody i potęgi tego wszystkiego, co Pan bóg stworzył. Mieliśmy tego świadectwo właśnie podczas Białego Szkwału czy dwa lata temu, kiedy też duża burza przetoczyła się nad Mazurami – ludzie czują respekt przed potęgą wody. Zaczynają rozumieć, że nie mają nad wszystkim kontroli.

    Jako ratownicy dbacie nie tylko o zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim, którzy odpoczywają na Mazurach. Pamiętacie także o profilaktyce.

    – Faktycznie, w roku szkolnym szkolimy dzieci i młodzież z zakresu bezpiecznego wypoczynku i pierwszej pomocy. W szkole, w której uczę, od kilku lat prowadzę szkolne koło Młodzi Ratownicy. Przez cały rok szkolimy się z zakresu medycyny ratunkowej, ratownictwa wodnego i pływania. Na koniec uczestnicy mogą przystąpić do egzaminu i uzyskać tytuł młodszego ratownika MOPR. W ten sposób szkolimy sobie przyszłą kadrę. To wychowanie do odpowiedzialności, bezpieczeństwa, które procentuje. Była np. taka sytuacja w szkole, że jedna dziewczynka na lekcji zemdlała, osunęła się pod ławkę. Nauczycielka nie za bardzo wiedziała, jak się zachować, ale dzieciom od razu włączyły się w głowach wyszkolone procedury i zajęły się koleżanką. Był też przypadek 7-latka, który zimą uratował wędkarza na naszym kanale – zarwał się pod nim lód, a maluch rzucił mu gałąź. Pracujemy przez cały rok, by wychować odpowiedzialnych ludzi, nie tylko na wodzie, ale po prostu w życiu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół