• facebook
  • rss
  • Dziedzictwo na zdjęciu

    dodane 21.08.2014 00:15

    O odpowiedzialności za uchwycenie niepowtarzalnej chwili i wyjątkowym projekcie promującym duże rodziny z Magdaleną Sulwińską, fotografem z Olsztyna,
rozmawia Łukasz Czechyra.

    Łukasz Czechyra: Profesjonalną fotografią zajmujesz się od 8 lat. Kiedy zrodziła się w Tobie pasja, która potem przerodziła się w pracę?


    Magdalena Sulwińska: Trudno to określić, zawsze lubiłam robić zdjęcia. Robiłam ich dużo, dokumentowałam wszystko, co się wokół mnie działo. Moja pasja zrodziła się przede wszystkim z ciekawości, zawsze fascynowało mnie, jak w filmach kryminalnych, w trakcie scen w ciemni, pojawia się na papierze obraz, sama chciałam się tego nauczyć. Na drugim roku studiów od kolegi, Karola Gallasa, dowiedziałam się o Studenckiej Agencji Fotograficznej „Jamnik” z Kortowa i w zasadzie od tego momentu zaczęła się moja prawdziwa przygoda z fotografią. Nauczyłam się wszystkiego od podstaw, w ciemni spędzałam wiele nocy. Zapach chemii nadal wywołuje bardzo przyjemne i sentymentalne wspomnienia. „Jamnikowi” i ludziom, których wówczas spotkałam, zawdzięczam bardzo wiele. W „Jamniku” poznałam również męża. Studia się skończyły, przygoda z „Jamnikiem” również, zaczęłam normalną pracę. Wtedy jeszcze nie myślałam, żeby zostać profesjonalnym fotografem. Pracę jednak straciłam, ale to wydarzenie stało się dla mnie szansą na coś nowego, właśnie na pracę jako fotograf. Na tym etapie rozwoju mojej fotograficznej pasji byli ze mną wspaniali ludzie, którzy mi pomagali. Dzięki Szymonowi Puławskiemu dowiedziałam się dużo o branży ślubnej i o dofinansowaniach z Urzędu Pracy. Napisałam projekt, przyznano mi dofinansowanie, kupiłam nowy sprzęt i założyłam firmę.


    Niedawno rozpoczęłaś projekt fotograficzny „Rodzina”, gdzie na zdjęciach uwieczniasz rodziny wielodzietne. Skąd pomysł na takie sesje?


    – Pomysł na projekt zrodził się z fascynacji amerykańską fotografią rodzinną. Obserwując prace fotografów z USA, najczęściej widziałam wspaniałe, bardzo liczne rodziny. Kompozycja zdjęć, miejsce, dbałość o detale, pomysł na ustawienie rodziny, to wszystko sprawia, że te zdjęcia są piękne, przemyślane i dopracowane. Chciałam nauczyć się robić portrety rodzinne w ten sposób i w zasadzie na długi czas na samym „chceniu” się skończyło. W kwietniu tego roku poczułam po prostu ogromną potrzebę, by fotografować liczne rodziny. Trudno to nawet wyjaśnić, po prostu wiedziałam, że to jest ten moment, by zacząć. Przed obiektyw zapraszam rodziny z trojgiem i większą liczbą dzieci. Celem projektu jest promocja licznych rodzin. Przede wszystkim dlatego, że rodzina to ogromna wartość, a rodzice, którzy zdecydowali się wychowywać większą gromadkę dzieci, wzbudzają we mnie ogromny szacunek. Pragnę, by decyzja młodych rodziców o wychowaniu większej liczby dzieci przestała budzić zdziwienie i niedowierzanie oraz złośliwe komentarze.

    Jedna osoba napisała w komentarzu pod zdjęciami z projektu: „To jedyne dziedzictwo, które tak naprawdę po nas zostaje i nie zanika, ale się pomnaża. Żyjemy w dzieciach, wnukach, prawnukach…”. To zdanie znakomicie odzwierciedla sens tworzenia rodziny. Projekt „Rodzina” jest długoterminowy, może nawet kilkuletni. Zdjęcia publikuję na razie na moim blogu, a w przyszłym roku planuję zorganizowanie wystawy.


    Jak to jest łączyć hobby z pracą zawodową?


    – Praca fotografa to praca niezwykła, choćby z tego powodu, że poznaję bardzo dużo ludzi. Z niektórymi klientami jestem związana już od kilku lat, często się przyjaźnimy. Można powiedzieć, że jestem ich rodzinnym fotografem, ponieważ robiłam dla nich sesję narzeczeńską, potem ślubną, ciążową, noworodkową, z okazji roczku itd. Mnóstwo radości i satysfakcji sprawia mi praca z dziećmi. Trzeba być jednak ostrożnym ze stwierdzeniem, że moje hobby i praca to w zasadzie jedno i to samo. Na pewno mogę powiedzieć, że moja praca zrodziła się z pasji do fotografii. Uwielbiam to, co robię, ale to jednak praca, często żmudna i męcząca. Spoczywa na mnie również ogromna odpowiedzialność, bo np. realizacja reportażu z dnia ślubu to duże wyzwanie – tam wszystko dzieje się tylko raz, nie ma szansy na powtórkę ujęcia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół