• facebook
  • rss
  • Akt miłości podyktował Jezus

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 35/2014

    dodane 28.08.2014 00:15

    Ich sposób na życie jest prosty. Codziennie za przykładem sługi Bożej s. Konsolaty Betrone starają się kroczyć maleńką drogą miłości.

    Wieczorem, kładąc się na spoczynek, będziesz modlić się do swego dobrego Anioła Stróża, aby on kochał Jezusa w twoim imieniu, gdy ty będziesz spać, i abyś zbudziła się następnego ranka z aktem miłości. Jeśli będziesz wierna takiej modlitwie każdego wieczoru, on wiernie obudzi cię każdego ranka aktem »Jezu, Maryjo, kocham was, ratujcie dusze!«. Gdy rozpoczniesz w ten sposób dzień, będziesz dalej kochać, aż do spotkania z Jezusem”, napisała s. Konsolata.

    Pierwszy wieczernik

    Kiedy proboszczem parafii salezjańskiej przy ul. Bałtyckiej w Olsztynie był ks. Tadeusz Pawluk SDB, powstała wspólnota Królowej Pokoju. Gdy przeniesiono go do Czerwińska, zaczął przeglądać stare notatki, zagłębiać się w modlitwie, rozmawiać z Jezusem, by On ukazał mu miejsce do działania, by jego służba kapłańska przynosiła Boże owoce. – W Czerwińsku współpracował z innym salezjaninem ks. Józefem Gregorkiewiczem SDB – mówi Alicja Brzezińska-Krocz. Obaj kapłani w 2003 r. zaprosili na rekolekcje do Czerwińska nad Wisłą członków olsztyńskiej wspólnoty. – Tam ks. Józef przekazał „Orędzie miłości”, które wcześniej niósł do różnych klasztorów klauzurowych w Polsce. Mniszki klaryski kapucynki z klasztoru w Ostrowie Wielkopolskim poczuły wagę posłannictwa i objęły modlitwą starania ks. Józefa, a po jego śmierci (zm. w 2006 r.) stały się duchowym wsparciem dla kontynuatora tej drogi, ks. Tadeusza – mówi Ewa Jaczek-Harobik. Będąc w klasztorze sióstr, ks. Józef znalazł w biblioteczce mniszek „Orędzie miłości Serca Jezusowego do świata”, dotyczące życia i duchowości s. Konsolaty Betrone. Właśnie jej droga z Jezusem stała się wzorem do naśladowania. – Podczas rekolekcji ks. Józef przyszedł do nas z orędziem miłości. Owocem naszej tygodniowej modlitwy, adoracji Najświętszego Sakramentu i postu o chlebie i wodzie było tchnienie, że powinniśmy zorganizować spotkania, by dzielić się duchowymi owocami tych dni. Zainicjowaliśmy wieczerniki modlitwy w Czerwińsku – wspomina Alicja. Tak powstała Wspólnota Dusz Najmniejszych, która kroczy Maleńką Drogą Miłości na wzór s. Konsolaty. Był to początek dzieła, które dziś swym zasięgiem obejmuje całą Polskę, a na wieczerniki, czyli spotkania z głoszonym orędziem miłości, przyjeżdżają osoby nie tylko z naszej ojczyzny. Wieczernik modlitwy rozpoczyna się Różańcem, w centrum spotkania jest zawsze Msza św. i adoracja Najświętszego Sakramentu. Kończy się nabożeństwem do Bożego Miłosierdzia i indywidualnym błogosławieństwem. Co miesiąc te spotkania modlitewne odbywają się w Czerwińsku nad Wisłą, Różanymstoku, Gietrzwałdzie, Sątocznie, Ostrowie Wielkopolskim i Szczytnie.

    Również sprawy trudne

    Duchowość s. Konsolaty Betrone opiera się na przesłaniu św. Teresy z Lisieux. Podobnie formacja duchowa we wspólnocie. – Chcemy kroczyć maleńką drogą, wspierając Kościół nieustanną modlitwą w intencjach dla niego ważnych, o których przypominają papież, biskupi i księża. Wspieramy modlitwą dzieła Kościoła. My po prostu się modlimy – mówi Ewa. Wszyscy członkowie wspólnoty jednoczą się o określonych godzinach na modlitwie. O 9.00 odmawiają Koronkę do Ducha Świętego, o 12.00 „Anioł Pański”, o 15.00 Koronkę do Miłosierdzia Bożego, o 17.00 Różaniec, o 18.00 uczestniczą we Mszy św., o 21.00 zaś odmawiają Apel Jasnogórski. – Wiemy, że o tych godzinach w różnych częściach świata jednoczymy się i modlimy w intencjach Kościoła, naszych rodzin, świata. Jeśli ktoś prosi nas o modlitwę, również w zawierzonej nam intencji – podkreśla Alicja. Ile osób się modli? Tego nikt nie wie, bo nie istnieje lista członków wspólnoty. Tworzą ją przecież uczestnicy wieczerników, niektórzy z nich biorą udział w spotkaniach formacyjnych, dniach skupienia i rekolekcjach. – Ważnym fundamentem naszej formacji jest nieustanny akt miłości, którym żyła s. Konsolata. Ten akt miłości podyktował s. Konsolacie sam Jezus we wspomnianym orędziu, a brzmi on: „Jezu, Maryjo, kocham Was, ratujcie dusze!”. To modlitwa, a zarazem duchowa droga, która świadczy o charakterze naszej wspólnoty. Ten akt miłości ma przenikać całe życie i kształtować naszą codzienność. Na wszystko mówić „tak” z dziękczynieniem i każdemu „tak” z uśmiechem, czyli zawsze żyć miłością – mówi Alicja. Członkowie wspólnoty w ramach tak pojętej formacji starają się często czynić rachunek sumienia, czytać Pismo Święte i uczestniczyć we Mszy św., przyjmując Jezusa w Komunii. – Wszystko po to, aby nie walczyć ze światem, ale walczyć ze swoimi słabościami – mówi Ewa. Podkreśla, że dzięki temu zaczynają zmieniać się relacje w rodzinach, zaczynają rozwiązywać się codzienne trudności, co daje im siłę do tego, by iść z Chrystusem dalej. – Staramy się nie czynić niczego sami, a wszystko powierzać Bogu i Maryi, wsłuchiwać się w Ich słowa i zawierzać każdy moment życia, wszystko, by pełnić zawsze i we wszystkim wolę Bożą – dodaje Alicja. – Zawierzamy się, ufając, że to, co czyni Jezus i do czego dopuszcza, jest dla nas najlepsze. Nawet i choroba. Bo przecież są wśród nas i osoby chore – mówi Alicja. – Jesteśmy ludźmi twardo stąpającymi po ziemi, a życie przeżywamy w zgodzie z prawdą o nas. Jesteśmy poranieni, nosimy ciężary pokoleniowe. Wstępując do wspólnoty, każdy z nas wnosi do niej swój bagaż przeżyć, swoje wnętrze. A zatem i w naszej wspólnocie dzieją się sprawy trudne. Ale nasza droga to droga stawania się małymi po to, żeby miłość prawdziwa miała więcej miejsca w naszym życiu – mówi Ewa.

    Coś się dzieje

    Z czasem na wieczerniki zaczęło przyjeżdżać coraz więcej wiernych. Na ich prośbę spotkania organizowane są w nowych miejscach. Coraz więcej uczestników wspólnoty wyjeżdżało na pielgrzymki do sanktuariów maryjnych na całym świecie. Pojawiła się potrzeba przygotowywania materiałów formacyjnych. – Okazało się, że sama wspólnota to za mało. Stąd decyzja powołania Stowarzyszenia Katolickiego Konsolata, które zaczęło działać pięć lat temu. Pierwszym jego prezesem był Mariusz Miszewski – mówi Ewa, która obecnie sprawuje tę funkcję.

    Kapelanem stowarzyszenia jest ks. Tadeusz Pawluk, asystentem kościelnym ks. Stanisław Kozakiewicz. Dzięki wspólnym wysiłkom podejmowanym w ramach działalności stowarzyszenie dociera z orędziem miłości do coraz większej liczby osób. Dzięki darczyńcom pozyskano stary dom. Okazało się, że we wspólnocie są architekci, osoby z nadzoru budowlanego, malarze, glazurnicy. – Burzyliśmy, budowaliśmy, wykańczaliśmy i wyremontowaliśmy siedzibę wspólną mocą, która tkwi we wspólnocie – śmieje się prezes. Po zakończeniu prac odbyła się uroczystość poświęcenia siedziby stowarzyszenia, której przewodniczył abp Wojciech Ziemba. – Przy tego rodzaju inicjatywach zaczyna się coś, a nie wiadomo, jak się skończy. Miejmy nadzieję, że to dzieło będzie szło w dobrym kierunku. Będzie takim znakiem rozpoznawczym dynamizmu Kościoła. Są zakony, klasztory, niektóre o bardzo wielkiej tradycji, ale pojawiają się nowe problemy w świecie, które wymagają nowego zaangażowania ludzi Kościoła w różnej formie. Między innymi w formie stowarzyszeń, organizacji, zgromadzeń zakonnych. I tu jesteśmy świadkami, że coś się dzieje, że Kościół żyje. Trzeba dużo modlitwy, szczerego zaangażowania, żeby z tego wyrosło Boże dzieło. A dziś rzeczywiście trzeba złożyć Panu Bogu podziękowanie za ludzi, którzy ten fundament stworzyli – mówi abp Ziemba.

    Droga modlitwy

    – Dzięki kroczeniu Maleńką Drogą Miłości wiele się w moim życiu zmieniło. Dawniej zamartwiałam się, nerwowo reagowałam na trudności. Dziś doświadczam wielu małych cudów, naprawdę maleńkich, ale przeze mnie dostrzegalnych. Wspólnota jest dla mnie, poprzez Jezusa, źródłem prawdy o sobie samej. Jestem radosna i pełna pokoju – mówi Ewa. – We wspólnocie jestem od początku, od rekolekcji w 2003 r. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że to nie świat, a ja sama wewnętrznie muszę się zmieniać. We wspólnocie zrozumiałam, na czym powinna polegać ta przemiana, jej fundamentem powinna być miłość. Z roku na rok czuję w sobie coraz większy wewnętrzny spokój, ucząc się zawierzania Bogu spraw, ucząc się pełnej ufności – wyznaje Alicja. Wspomina moment ciężkiego wypadku syna, kiedy po uzyskaniu informacji poprosiła wspólnotę o modlitwę w jego intencji. Pojechała do szpitala, by być przy nim. – Później lekarz powiedział mi, że zastanawiali się, skąd we mnie było wtedy tyle spokoju. A ja pokazuję mu różaniec. Mówię mu: „To jest mój oręż”. Wiedziałam, że mam za sobą wspólnotę, czułam to zaplecze modlitewne – mówi Alicja. Kiedy idzie ulicą, jedzie autobusem, a widzi ludzi, modli się za nich, powierza ich sprawy Bogu. – Staramy się trwać w nieustającej miłości. To jest droga modlitwy, powierzania wszystkiego Jezusowi – dodaje.• Strony internetowe prowadzone przez stowarzyszenie: www.skkonsolata.pl; www.konsolata.pl/radio

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół