• facebook
  • rss
  • Gdzie oni się bili

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 39/2014

    dodane 25.09.2014 00:00

    Wiemy, kto walczył, kto dowodził, jaki był przebieg walki. Znamy daty, nazwiska, nie znamy tylko miejsca.

    Pod Grunwaldem trwały prace archeologiczne „W poszukiwaniu Doliny Wielkiego Strumienia”. O tej wielkiej bitwie średniowiecza wiemy niby bardzo dużo. Muzeum Bitwy pod Grunwaldem odwiedzają każdego roku tłumy turystów, którzy chcą zobaczyć, gdzie wojska polsko-litewskie odniosły wspaniałe zwycięstwo. No właśnie – gdzie? Tego do końca nie wiadomo.

    Notatki Długosza

    Badania archeologiczne miały pomóc w ustaleniu miejsca bitwy. Jan Długosz w „Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” pisał, że zasadnicze starcie miało miejsce w Dolinie Wielkiego Strumienia. – Problem w tym, że teraz tego strumienia już nie ma i nie wiadomo, gdzie się znajdował – mówi Szymon Drej, dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku.

    Warto też dodać, że sam Długosz nie uczestniczył w bitwie, ale miał co najmniej dwóch naocznych świadków – jego ojciec walczył bowiem pod Grunwaldem, a chlebodawca Długosza, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki, uratował nawet podczas bitwy króla Władysława Jagiełłę. – Naszym marzeniem było wznowienie badań archeologicznych, które były prowadzone tutaj od 1958 do 1990 roku. Ale takie badania są bardzo drogie, zaczęliśmy więc się zastanawiać, jak można to zrobić mniejszym kosztem. Nawiązaliśmy współpracę z duńskim stowarzyszeniem archeologicznym Harja, które samo finansuje sobie badania w całej Europie. W zeszłym roku jego członkowie przeprowadzili rekonesans, a teraz przyjechali grupą około 30 osób – mówi S. Drej.

    Rodzinna tradycja

    Badania prowadzone pod Grunwaldem nie miały klasycznego charakteru, nie było odkrywek czy wykopów. – Nasze metody są nieinwazyjne, nie kopiemy, używamy wykrywaczy metali, mamy dwa magnesy, za pomocą których przeszukujemy jez. Łubień, mamy również wykrywacz ramowy. Gdy jakiś poszukiwacz za pomocą wykrywacza metalu trafi na coś, dopiero wówczas wbija łopatę – wyjaśnia dr Piotr Nowakowski z Uniwersytetu Łódzkiego, który kierował pracami archeologów. Oprócz badaczy z Danii pod Grunwald przyjechali również archeolodzy z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Litwy i Polski, ogółem ponad 50 osób. Dr Nowakowski jeszcze jako nastolatek brał udział w badaniach prowadzonych w czasach PRL-u. Wówczas pracami kierował jego ojciec. Można więc powiedzieć, że Grunwald to już tradycja rodzinna. W tegorocznych badaniach udało się wydobyć spod ziemi groty strzał, bełty od kusz, monety średniowieczne, m.in. krzyżackie brakteaty, ale także monety z czasów rzymskich. Cennym znaleziskiem jest także topór bojowy, który datuje się na XIV/XV w. Można więc przypuszczać, że pochodził z czasów bitwy pod Grunwaldem.

    Będziemy szukać dalej

    Obszar badań był rejestrowany na pomocą GPS, tak samo miejsce znalezienia zabytkowych rzeczy. Wszystko to zostało naniesione na mapę, a znaleziska ruchome trafią do pracowni konserwacji zabytków, tam zostaną oczyszczone z wielowiekowych naleciałości i będzie można precyzyjniej określić okres, z jakiego pochodzą. Doliny Wielkiego Strumienia nie udało się tym razem odnaleźć, grobów również. Z pozoru można sądzić, że w zasadzie badania nie przyniosły efektu. – W archeologii jest tak, że wynik negatywny też jest wynikiem. Jakąś część terenu możemy już wyłączyć, jesteśmy coraz bliżej. Fakt, że dzięki tej metodzie coś znajdujemy, również jest bardzo ważny, bo wiemy, że metoda się sprawdza – mówi dr Nowakowski. – Dużo rzeczy nie udało się zrobić, poznać, ale to też jest odpowiedź na nasze pytania. Być może w przyszłym roku trzeba się będzie przenieść bliżej wioski Grunwald, a nie pod Łubiańsk. Czas pokaże, jesteśmy dobrej myśli – mówi Szymon Drej, dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół