• facebook
  • rss
  • Poranna kawa bywa niepotrzebna

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 45/2014

    dodane 06.11.2014 00:00

    Centrum alarmowe. Czasami ktoś płacze w słuchawkę, dzieje się dramat. Ktoś już nie żyje albo chce się zabić. 112 ratuje życie. Dosłownie.

    Pierwszy dyżur… był straszny. Odebrałem zgłoszenie i słyszę: „Chce popełnić samobójstwo” – opowiada Maurycy. – W ciągu piętnastu minut udało mi się wyciągnąć od człowieka adres, imię, nazwisko. Cały czas z nim rozmawiałem. Służby zdążyły do niego dojechać. Straszna adrenalina. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, że czyjeś życie zależy od tego, co zrobię – mówi. – Zdarzyło mi się kilkakrotnie rozmawiać z samobójcą. Ktoś jest załamany, trzeba mu pomóc. A nie jest łatwo, kiedy rozmawia się z kimś, kto stoi na krawędzi – dodaje Marika. – W takich rozmowach najważniejsze jest, aby desperat zaufał. Nie da się tego nauczyć. Żadne zajęcia nie oddadzą sytuacji na żywo – zapewnia Maurycy. – Chyba nikt z nas nie zdawał sobie do końca sprawy, o jaką pracę się ubiega. Dopóki się tu nie usiądzie i nie zacznie odbierać telefonów, trudno sobie wyobrazić, jak wygląda dyżur – zapewniają operatorzy Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR).

    Scenariusze

    To olsztyńskie powstało dwa lata temu. – Początkowo obejmowaliśmy swoim zasięgiem Olsztyn. Rok temu naszym działaniem objęliśmy już całe województwo, czyli 1,5 mln mieszkańców – mówi wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski. – Teraz bez względu na miejsce, z którego się dzwoni, prosząc o pomoc: z Ełku, Braniewa czy Gołdapi, to rozmawia się z operatorami w Olsztynie – dodaje wojewoda. Obecnie w centrum pracuje 30 operatorów, którzy przez całą dobę przyjmują zgłoszenia. – Zanim podjęli pracę, musieli odbyć specjalistyczne szkolenie. Uczyli się prowadzenia rozmów. Omawiali scenariusze z psychologiem, ratownikiem medycznym, policjantem i strażakiem. Po zdaniu egzaminu państwowego, otrzymali certyfikat ważny trzy lata – wyjaśnia zastępca kierownika CPR Jacek Wasiek. Oprócz nabycia umiejętności prowadzenia rozmów, operatorzy muszą znać zasady pierwszej pomocy. – Nie jest łatwo przez telefon wytłumaczyć komuś, zwłaszcza w sytuacji stresowej, jak przeprowadzić masaż serca i sztuczne oddychanie, jak odchylić odpowiednio głowę osoby nieprzytomnej. Jesteśmy pierwszym ogniwem w ratowaniu życia – zaznacza kierownik Krzysztof Kisiel.

    Głupota

    Numer alarmowy został utworzony, aby każdy w sytuacji zagrożenia życia, zdrowia i mienia, mógł szybko poinformować wszystkie służby – policję, pogotowie ratunkowe i straż pożarną o zaistniałym zdarzeniu. Tymczasem spośród około 3 tys. odbieranych na dobę zgłoszeń, niespełna tysiąc jest zasadnych. – Ostatnio dzwoniła pani z prośbą, żeby jej pomóc, bo nie może sobie dać rady ze swoją szesnastoletnią córką. Albo taki telefon: „jestem w Olsztynie, jaki jest numer telefonu na taksówkę” lub „przepraszam, do której jest czynna galeria?” Nie wspomnę już o zamówieniach pizzy – relacjonuje Krzysztof Kisiel.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół