• facebook
  • rss
  • Złoto, kadzidło, mirra i Dobra Nowina

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 01/2015

    dodane 01.01.2015 00:00

    Orszaki Trzech Króli. Walka dobra ze złem, wizyta u Heroda i pokłon Dzieciątku. Uliczne jasełka z roku na rok przyciągają coraz więcej osób.

    Uroczystość Objawienia Pańskiego tradycyjnie nazywana Świętem Trzech Króli kończy cykl świąteczny Bożego Narodzenia. Kilka lat temu w Warszawie w szkole „Żagle” prowadzonej przez Stowarzyszenie „Sternik” powstał pomysł, by z radosną nowiną wyjść do ludzi. Inicjatywa ulicznych jasełek szybko się u nas zadomowiła. W tym roku orszaki przejdą w ponad 300 miejscowościach w całej Polsce.

    Król na mecz

    Z roku na rok rośnie nie tylko liczba miast, w których orszak się pojawia, ale też liczba uczestniczących w nim osób. – W pierwszym orszaku szło około 2 tys. uczestników. W zeszłym roku liczba ta dochodziła już do 3 tys. Teraz myślę, że przyjdzie jeszcze więcej – szacuje ks. prał. Roman Wiśniowiecki z parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Ostródzie na podstawie liczby rozdanych koron. Zanim jednak przyjdzie czas na korony, trzeba zebrać sztab ludzi i wszystko przygotować, a lista zadań jest bardzo długa. Konieczne jest opracowanie trasy, przygotowanie scenek, znalezienie chętnych do odgrywania poszczególnych ról, wolontariuszy do zabezpieczenia trasy przemarszu, ludzi do pilnowania, by nikt nie podszedł za blisko i nie spłoszył koni, ludzi do niesienia flag, wreszcie zorganizowanie zwierząt...

    Można by tak długo wymieniać. – We wszystko włączają się parafie, wspólnoty, ruchy, instytucje – zaznacza ks. Wiśniowiecki. – Tadeusz Bera (szef komitetu organizacyjnego) pisze listy do szkół, ja piszę do proboszczów. Od kilku lat też w ramach orszaku robimy przy naszym kościele żywą szopkę. Budujemy ją przed świątynią. Pojawiają się w niej owieczki, osiołek, kózki, nawet lamy. To budzi wielkie zainteresowanie, szczególnie wśród dzieci – wylicza. – Najtrudniej było nam zorganizować pierwszy orszak – przyznaje Tadeusz Bera. – Nie mieliśmy żadnego doświadczenia, ale wszystko dobrze wyszło. Wiadomo, że było kilka niedociągnięć, ale mieliśmy np. prawdziwego czarnoskórego króla. To był piłkarz z Morąga. Pod koniec orszaku przymierzałem się już do ciepłej, pachnącej grochówki, a tu przybiega do mnie ks. Tadeusz Zielonka i mówi, że trzeba szybko odwieźć naszego króla do Morąga, bo on za pół godziny gra mecz. Grochówka musiała poczekać – wspomina ze śmiechem.

    Święta Rodzina po warmińsku

    Na trasie każdego Orszaku są zazwyczaj trzy sceny jasełkowe – wizyta na dworze Heroda, walka dobra ze złem oraz pokłon Jezusowi i złożenie darów. Ania i Karol Świdrowie, którzy byli Świętą Rodziną w zeszłym roku, mówią, że to wielkie wyróżnienie. – Trochę się denerwowaliśmy, jak to będzie. To był pierwszy orszak w Olsztynie, więc trema była, ale sumiennie ćwiczyliśmy naszą rolę w domu – mówi Karol. Żłóbek zlokalizowano przy scenie staromiejskiej, a Święta Rodzina ubrana była w stroje warmińskie. – Niektórzy poważnie się zastanawiali, czy to na pewno my jesteśmy Maryją i Józefem. Niby wszystko się zgadzało: stajenka, zwierzęta, aniołki, dzieciątko, ale warmińskie stroje były dla wielu zaskoczeniem. Wszyscy się do nas uśmiechali, zagadywali, robili zdjęcia, pytali o prawdziwe imię Jezusa, którego grała nasza córeczka Łucja – opowiada Ania. – Nowym, trochę stresującym doświadczeniem był ogromny tłum ludzi, który chciał przedostać się jak najbliżej stajenki, by nas zobaczyć. Dodatkowo dużo kamer i fotografów, którzy pochodzili bardzo blisko. Przez chwilę mieliśmy ochotę uciec przed tym całym tłumem. Odegranie Świętej Rodziny było naprawdę dużym przeżyciem. Mogliśmy sobie przez chwilę wyobrazić, jak czuła się prawdziwa Maryja i Józef, kiedy do stajenki przybywali coraz to nowi goście – mówi Ania. W wielu miejscowościach ostatnia scena ulicznych jasełek odbywa się obok kościoła albo nawet w samej świątyni, a potem odprawiana jest Msza św. – Taka jest ogólna koncepcja. Zbieramy się w jednym miejscu, idziemy przez miasto, przeżywamy jasełka, aniołki wskazują nam drogę i dochodzimy do kościoła, gdzie razem z królami oddajemy pokłon Dzieciątku. Wszystko po kolei działa na wyobraźnię – scenografia, stroje, flagi, postacie, scenki, ale na końcu dochodzi do autentycznego przyjścia Chrystusa w Eucharystii. Przy przeżywaniu jasełek na ulicy nagle pojawia się Chrystus prawdziwy, realny, do Którego przecież przez te ulice szliśmy – tłumaczy ks. Wiśniowiecki.

    Nośnik Ewangelii

    Orszak Trzech Króli to wspaniała inicjatywa, która bardzo szybko przyciąga nowych ludzi i uzależnia. – W orszaku po raz pierwszy brałem udział w 2014 roku. Mimo że nigdy wcześniej nie słyszałem o tej inicjatywie, poproszono mnie, abym wcielił się w postać strażnika przybocznego króla Melchiora – opowiada Kamil Dublaszewski, który w tym roku też znajdzie się w królewskiej straży przybocznej. – Pogoda dopisała. Tłumy uczestników podążających za orszakiem zaskoczyły wszystkich. Byłem przekonany, że rodzi się doskonała tradycja i inicjatywa, którą olsztynianie pokochali od pierwszego momentu. Byłem niezmiernie dumny krocząc w przebraniu ulicami miasta i dając świadectwo żywej i nieskrępowanej wiary. Momentem kulminacyjnym i niosącym największe dla mnie emocje był czas spotkania Trzech Króli z Dzieciątkiem Jezus. Różnorodność kostiumów sprawiła, że olsztyńska starówka zmieniła się w Betlejem, a my mieliśmy szczęście być jego częścią – dodaje Kamil Dublaszewski. Piotr Patejuk z Ostródy podkreśla, że orszak był przyczynkiem do kolejnych ewangelizacyjnych działań w mieście. – W ślad za orszakiem poszły Marsz dla Życia i Rodziny czy koncert ewangelizacyjny. Tych wydarzeń robi się coraz więcej – zwraca uwagę Piotr Patejuk. – W samym mieście jest 9 parafii, ale przedtem ludzie nie bardzo chcieli się włączać. Po pierwszym orszaku sami pytają, jak mogą pomóc – czy to w przygotowaniach, czy to jako sponsorzy. Media zaczęły nas zauważać. Mamy większe możliwości. Orszak Trzech Króli w zasadzie rozpoczyna takie całoroczne ogólnomiejskie rekolekcje w różnych formach – tłumaczy. – Orszak to sposób na zjednoczenie mieszkańców Ostródy, całych rodzin. Zbliżają się dzięki wspólnemu śpiewowi nie tylko do siebie, ale też do Boga. Wielu jest takich, którzy wcześniej w ogóle 6 stycznia nie chodzili do kościoła, a teraz dumnie kroczą razem z innymi w koronie na głowie i z gwiazdą w ręku – mówi T. Bera. – Niektórzy co prawda sam udział w orszaku uznają za wybitny akt pobożności i do kościoła już nie idą, ale ta chęć wspólnego przeżywania radości, dla niektórych tylko kolędowej, to znakomity nośnik Ewangelii, chociaż może wielu jeszcze o tym nie wie – dodaje ks. Wiśniowiecki.

    Orszaki Trzech Króli w archidiecezji:

    Bartoszyce 14.00 – pomnik św. Brunona Braniewo 12.30 – Msza św. w par. św. Antoniego Durąg 12.00 – remiza strażacka Kętrzyn 12.00 – par. św. Jerzego Miłakowo 10.30 – Msza św. w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego Olsztyn 13.15 – pl. Jana Pawła II Olsztynek 12.00 – Msza św., w kościele NSPJ Ostróda 13.15 – par. bł. Hiacynty i Franciszka

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół