• facebook
  • rss
  • Twarzą w twarz z kanibalem

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 06/2015

    dodane 05.02.2015 00:00

    Czy można zwiedzić świat, nie ruszając się z miejsca? Oczywiście!

    Od półtora roku działa w Tomaszkowie Klub Podróżnika, który istnieje przy Gminnym Ośrodku Kultury w Stawigudzie. – Nasza inicjatywa umożliwia zaprezentowanie wypraw w różne miejsca na świecie, które odbywają mieszkańcy okolicznych miejscowości. Były już relacje z Indii, Cypru, Islandii i wielu innych krajów. Zapraszamy także gości, którzy opowiadają o swoich podróżach i pobycie w ciekawych częściach globu – wyjaśnia Urszula Dobrzańska, która wraz z Eweliną Sugajską prowadzi klub.

    Sztuczny język

    Ostatnio w Tomaszkowie gościł o. dr Wiesław Dudar, dyrektor Muzeum Etnograficzno-Misyjnego w Pieniężnie. Zaproponował przeniesienie się na dwie godziny do Papui-Nowej Gwinei, gdzie pracował duszpastersko przez kilka lat. – To kraj, do którego cywilizacja białego człowieka dotarła stosunkowo niedawno. Są regiony, w których przed 40 laty pojawili się misjonarze – mówi werbista z Pieniężna. Kolorowe slajdy ukazały piękno fauny i flory, a także życie codzienne mieszkańców dalekiego kraju. Język obowiązujący w Papui-Nowej Gwinei jest sztucznym tworem, powstałym z konieczności, gdyż na wyspach każde plemię ma swój dialekt. Często poszczególne wioski nie mogły się ze sobą porozumieć z tego powodu. – Stworzono więc język oparty na mieszance słów angielskich, niemieckich i holenderskich. W ten sposób można się komunikować i zachować jedność kraju – mówi o. Dudar. Papua-Nowa Gwinea nie jest krajem bezpiecznym dla turystów. Wiele zwyczajów niesie ze sobą zagrożenie dla odwiedzających. Trzeba dobrze znać kulturę i mentalność Nowogwinejczyków, aby nie narazić się na niebezpieczeństwo. Ciągle można spotkać stosowanie trucizny jako sposobu zemsty lub niechęci. – Po przyjeździe na placówkę wybrałem się z gospodynią na targ. Ludzie wiedzieli, że jestem misjonarzem, i oferowali mi różne produkty. W pewnym momencie podeszła do mnie starsza kobieta, chciała mnie poczęstować jakimiś owocami. Wyciągnąłem rękę, ale ktoś uderzył w nią kijem. Owoce rozsypały się na ziemi. Okazało się, że były zatrute. Na szczęście spostrzegł to pewien mężczyzna i szybko zareagował. Okazało się, że kobieta żywiła niechęć do misjonarzy – opowiadał gość tomaszkowskiego klubu.

    Niebezpieczny dotyk

    Uczestnicy spotkania bardzo się zdziwili, gdy o. Dudar opowiedział o żyjących w górach kanibalach. Związane jest z nimi inne doświadczenie werbisty. Oto na początku swojego pobytu w Papui-Nowej Gwinei proboszcz wysłał go do pewnego plemienia. Zaznaczył jednak, aby szybko wracał. Po powrocie padło pytanie: „I jak tam było?”. Ojciec Dudar odpowiedział, że wszystko przebiegło dobrze – tylko członkowie plemienia zachowywali się nieco dziwnie. Dotykali i głaskali misjonarza. Wtedy proboszcz wyjaśnił, że jest to plemię kanibali, którzy karnie zostali przeniesieni z wybrzeża w góry, gdyż zdarzały się przypadki zaginięć turystów. Dwie godziny opowiadania minęły bardzo szybko i około 50 osób z zainteresowaniem słuchało barwnej narracji. – To chyba jedno z lepszych spotkań, jakie odbyły się w naszym klubie. Poznaliśmy wiele faktów z życia mieszkańców tak odległego kraju. Szczególnie historie z działalności ojca były bardzo interesujące – mówi pani Teresa z Tomaszkowa. Organizatorzy zaplanowali już comiesięczne spotkania do maja. Jest to druga edycja tej inicjatywy i zapowiada się, że coraz bardziej się rozkręca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół