• facebook
  • rss
  • Pierwszy dzwonek za nimi

    dodane 19.02.2015 00:00

    – Jeśli będzie przerwa, opiekujcie się nimi. Jeżeli idziecie na obiad, zabierajcie ich z sobą – apelował dyrektor.

    Przyjechali do Polski wraz ze swoimi rodzicami. Musieli opuścić swoich kolegów i koleżanki, przyjaciół z podwórka, ulubione miejsca zabaw. Jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych na wschodniej Ukrainie chodzili do szkół, na zajęcia z fortepianu, niektórzy trenowali piłkę nożną. Kiedy w Donbasie rozpoczęła się wojna, ich dziecięcy świat runął wraz z murami pobliskich bloków, szkół. Zamknięci w domach coraz rzadziej wychodzili na podwórko, by bawić się. Po przyjeździe do Polski, kiedy zostali zakwaterowani w ośrodku Caritas w Rybakach, nieco odetchnęli. Ale spokój przyniósł i wspomnienia, dłużącą się tęsknotę za tymi, którzy pozostali na Ukrainie. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, by przyjechać do Polski całymi rodzinami. Są przypadki, kiedy pozostały tam mamy, ojcowie, czasem i rodzeństwo. Mimo tego muszą żyć dalej. A w okresie dzieciństwa jednym z ważniejszych elementów rozwoju dziecka jest edukacja. Dlatego po feriach zimowych dzieci z rodzin ewakuowanych z Donbasu poszły do szkoły.

    Będzie dobrze

    Poniedziałek, 9 lutego. Rankiem pod ośrodek Caritas w Rybakach podjechał autobus. Dzieci wsiadły do niego, z plecakami na ramionach, żegnane czule przez swoich rodziców. Choć podczas ferii zimowych miały zajęcia z jęz. polskiego, myśl o pierwszym dniu nauki w polskiej szkole była dla nich stresująca. Andrzej rozpoczął naukę w pierwszej klasie w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Stawigudzie. – Gdy syn obudził się dziś rano, źle się czuł. Powiedział, że boli go brzuch. Nie chciał iść do szkoły. Spokojnie tłumaczyliśmy, że to nic strasznego. Przecież zna szkołę i niektóre dzieci – uśmiecha się Stanisław, ojciec Andrzeja. Wraz z żoną Heleną pojechali za autobusem do szkoły. Chcieli wesprzeć syna, dodać mu pewności i odwagi. – Wszystko będzie dobrze. Jest inny język, inni nauczyciele, ale wszyscy są uśmiechnięci i ciepli. Będzie dobrze – zapewniał syna Stanisław. Sam z ciekawością rozgląda się po szkole, wyraźnie zadowolony. – Ta szkoła jest zupełnie inna niż u nas. Mała, piękna. U nas są większe szkoły, zaniedbane – przyznaje. Dzieci w klasie przywitał dyrektor szkoły Andrzej Szczepkowski. Prosił, by polscy uczniowie zaopiekowali się nowymi kolegami, aby czuli się w szkole bezpiecznie i dobrze. – Jeśli będzie przerwa, opiekujcie się nimi. Jeżeli idziecie na obiad, zabierajcie ich z sobą – apelował dyrektor. W sumie w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Stawigudzie naukę rozpoczęło 24 dzieci. Sześcioro uczy się w zerówce, osiemnaścioro w klasach I–VI.

    Dobre emocje

    Do stawigudzkiego gimnazjum trafiło 4 chłopców. Dwóch uczy się w klasie pierwszej, po jednym w drugiej i trzeciej. – Podczas ferii z chłopakami z Doniecka byliśmy w gimnazjum. Poznaliśmy szkołę, niektórych uczniów – mówi Paweł z Donbasu. Nie ukrywa, że przed pierwszym dniem w szkole nieco się bał. Nowi ludzie, nowe miejsce. – Ale kiedy tu przyszedłem, poczułem bardzo dobre emocje. Dobrze zostałem przyjęty przez rówieśników. Wczoraj graliśmy mecz koszykówki. Było wiele dobrych emocji – opowiada. Paweł dobrze mówi po polsku, co na pewno ułatwia mu integrację z rówieśnikami i naukę. Jednak, jak zauważa dyrektor gimnazjum Bogusława Chodowska, sporym problemem jest umiejętność pisania po polsku. Język ukraiński oparty jest na cyrylicy, nasz na alfabecie łacińskim. – Ale organizujemy zajęcia wyrównawcze z przedmiotów humanistycznych i ścisłych. Oni praktycznie nie chodzili do szkoły, a my chcemy im dać szansę na lepszą przyszłość. Myślę, że nie będzie źle – mówi dyrektorka.

    Lekcje w przerwach walk

    Paweł mieszkał w centrum Doniecka, a szkoła znajdowała się na jego krańcach. Gdy wybuchła wojna, w pobliżu jego szkoły toczyły się zacięte walki, wybuchały bomby i pociski. – Wojna… Rano jadłem śniadanie. Potem cały czas w domu. Jakieś zajęcia. Słuchałem, jak bomby spadają na lotnisko. Spadały i na moją szkołę. Potem człowiek kładł się spać. Rano… Znowu śniadanie, jakieś zajęcia. Wojna – opowiada. Kiedy przyjechał do Polski, wiele spacerował, odpoczywał. – Dużo emocji – mówi. Podobnie wspomnienia mają rodzice Andrzeja. – Lekcje były, ale rzadko. Podczas ostrzałów trzeba było szybko jechać do szkoły, zabierać chłopaka do domu. Jeden dzień był w szkole, trzy dni nie był. Uczyliśmy go w domu. Teraz wreszcie jest normalnie – mówi Stanisław

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół