• facebook
  • rss
  • Impuls do przyszłości

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2015

    dodane 26.02.2015 00:00

    Koleje na Warmii I Mazurach. Trzynasty nowy pociąg zaczął swoją służbę w Olsztynie. Można doładować w nim komórkę i wejść na strony internetowe. A cena biletu pozostała ta sama.

    Na dworcu olsztyńskim zrobił się ruch. Wśród pasażerów pojawiają się przedstawiciele lokalnych władz i dziennikarze, którzy krążą po jednym z peronów i robią zdjęcia nowemu nabytkowi – pociągowi klasy „Impuls”. Od teraz zasili on olsztyński tabor. A jest na co popatrzeć. Błękitny pojazd prezentuje się w całej krasie, podświetlony przez słoneczne promienie. – Ładnie wygląda, ale ciekawe, czy dobrze się nim jedzie. Pewnie jest wygodny – mówi do swojej koleżanki stojąca na peronie kobieta. O wygodzie mogli się przekonać pasażerowie pierwszego kursu z Olsztyna do Ostródy.

    Co tam Pendolino!

    – W tym pociągu jest mnóstwo wkładu pracy i polskiej myśli technicznej. Wyprodukowany został w Nowym Sączu, dzięki temu zatrudnienie mają tysiące ludzi. Chodzi o produkcję różnego rodzaju podzespołów. Myślę, że są to pociągi lepszej jakości niż pendolino, na które wydano miliony złotych – mówi Ryszard Kuć, dyrektor Warmińsko-Mazurskich Zakładów Przewozów Regionalnych. Na uwagę zasługują np. rozwiązania techniczne zastosowane w podwoziu, powodujące, że w czasie podróży można swobodnie pić kawę bez obawy, iż się coś z kubka wyleje. Wagony wyposażone zostały w windę dla osób niepełnosprawnych, a w środku są miejsca na rowery. Przy każdym rzędzie siedzeń jest gniazdko z prądem, w pociągu jest WiFi, dzięki czemu podczas jazdy można korzystać z internetu. – Zamontowane w poszczególnych częściach składu kamery umożliwiają monitorowanie sytuacji wewnątrz i na zewnątrz pociągu – mówią maszyniści. Demonstrują jednocześnie ustawiony na przedzie ekran, na którym dotykowo można wybierać obrazy z kamer. Chodzi bowiem o bezpieczeństwo, gdyż dzięki kamerom maszynista może szybko reagować na to, co dzieje się w poszczególnych wagonach. – Nasz tabor bazuje na starych, często 40-letnich pojazdach. Każdy nowy pociąg przyjmujemy z entuzjazmem, żeby polepszyć warunki jazdy – wyjaśnia dyrektor Kuć. Pociąg jest trzynastym pojazdem przekazanym przez władze województwa warmińsko-mazurskiego w ostatnich latach. Może się w nim pomieścić 250 osób, w tym 103 na siedząco. Kosztuje prawie 13 mln zł. Będzie jeździł na wszystkich zelektryfikowanych liniach.

    Brakujące wagony

    – Chcemy, aby w okresie gwarancji przejechał jak najwięcej kilometrów, gdyż w tym okresie mogą być rozpoznane wszelkie usterki. Pierwsze trasy zrobi do Elbląga i Malborka. Po odbyciu pierwszego kursu do Ostródy wrzuciliśmy go jeszcze na trasę do Działdowa – mówi Ryszard Kuć. W pierwszym przejeździe wziął udział między innymi marszałek Gustaw Brzezin. W Ostródzie wsiadły także dzieci, w tym niepełnosprawne, które dały krótki występ artystyczny. – Ale cicho w tym pociągu i jak wygodnie. Z rodzicami jeżdżę samochodem, a pociągami rzadko. W samochodzie jest głośniej i nie tak wygodnie – uśmiecha się 10-letni Kacper. On i jego koledzy są także zadowoleni, bo podczas pierwszego przejazdu poczęstowano ich ciastkami. – Choć tabor kolejowy na Warmii i Mazurach jest sędziwy, jednak dzięki zakładowi technicznemu w Iławie jest w dobrym stanie. Stary tabor spełnia jeszcze na razie nasze oczekiwania i sukcesywnie będzie remontowany. Planujemy jednak zakupy nowych pociągów. To wielomilionowe inwestycje, ale są na to zarezerwowane pieniądze – mówią przedstawiciele władz samorządowych. 13 nowych pociągów jest początkiem inwestycji. Aby mieszkańcy województwa warmińsko-mazurskiego mogli z łatwością i w dobrych warunkach dojeżdżać do pracy i szkół, potrzebne są 34 jednostki. W tej chwili do przewozów regionalnych władze województwa dopłacają rocznie ponad 49 mln zł.

    Rosyjscy likwidatorzy

    Przekazanie nowego pociągu zbiegło się z 70. rocznicą przybycia do Olsztyna pierwszych polskich kolejarzy. Walki toczyły się kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Olsztyna, gdy 19 lutego 1945 roku do miasta przyjechała z Białegostoku grupa 40 kolejarzy. Byli wśród nich specjaliści wszystkich służb kolejowych oraz lekarz. Niestety nikt z nich już nie żyje. Zachowały się wspomnienia świadczące o bardzo trudnych warunkach ich pracy. „(Miasto) wyglądało przeraźliwie. Było strasznie zniszczone. A na ulicach pod gołym niebem stały meble przygotowane przez Rosjan do wywiezienia” – opowiadał trzy lata temu Czesław Boruc. Dworzec płonął, czerwonoarmiści demontowali tory kolejowe, rekwirowali wagony i wywozili je na Wschód. Kazimierz Żołdak wspominał w jednym z wywiadów: „I jeszcze okrucieństwo Armii Czerwonej. Rosjanie nie tylko palili i grabili, ale też mordowali i gwałcili. Codziennie wieczorami słychać było przeraźliwy krzyk kobiet. Rano znajdowano ich ciała. O tym nadal trudno mówić”. W tych warunkach przywrócenie infrastruktury kolejowej na terenach Warmii i Mazur było bardzo utrudnione.

    Drezyną po Olsztynie

    Białostoccy kolejarze ulokowali się na Zatorzu i od razu zabrali się do pracy. Rozpoczęło się odgruzowywanie dworca i uruchamianie pierwszych połączeń wokół Olsztyna. Szybko otworzono połączenia z innymi miejscowościami i umożliwiono przyjazd taborów z różnych części Polski. Jak wyglądała wtedy sytuacja? Można sobie wyobrazić na podstawie relacji przyjeżdżających wtedy do Olsztyna uchodźców. Jednym z nich był historyk Feliks Walichowski, który przybył do stolicy Warmii i Mazur w marcu 1945. Moment przyjazdu opisał w następujący sposób: „Po wyjściu z wagonu najpierw zobaczyłem przy peronach dwa transportery, w jednym byli ranni czerwonoarmiści, w drugim jeńcy niemieccy. Następnie w ocalałym pomieszczeniu dworcowym dostałem miskę gorącej zupy od zakonnic. Dotarłem do obecnego placu Bema i zauroczyły mnie trzy okazałe budynki — młyn i dwa strojne w fasady domy mieszkalne”. To właśnie w tym rejonie miasta utworzono potem Muzeum Kolejnictwa, którym opiekuje się Warmińsko-Mazurskie Towarzystwo Miłośników Kolei. W muzeum można obejrzeć światła semaforowe, miniaturowe parowozy i wagony, lizaki dyżurnych ruchu i kolekcję czapek kolejarskich. Zwiedzający zatrzymują się często przy zbiorze kasowników biletów, które pochodzą z początku XX wieku. Są także plansze z historią kolejnictwa na Warmii i Mazurach. Jednak największą atrakcją muzeum są dwie drezyny. Obydwie napędzane ręcznie. Można się nimi przejechać, choć podróż nie jest zbyt długa – tylko 200 metrów. Szczególnie dzieci i młodzież korzystają z tej możliwości. Ta historia nie jest zapomniana i ciągle się o niej przypomina. W kościele św. Józefa w Olsztynie została odprawiona Msza św. w intencji pierwszych po wojnie kolejarzy, tych z Białegostoku. Złożono także kwiaty pod tablicą upamiętniającą ich trud i pracę. I mówiono o tym, że trzeba kontynuować ich wkład w dzieje tych ziem. Choć na Warmii i Mazurach pierwsze pociągi pojawiły się ponad 140 lat temu, to jednak ostatnie lata stawiają przed kolejowymi zarządcami największe wyzwania. Pociągi, które jeżdżą ponad 30 lat po Krainie Jezior, trzeba zastąpić nowymi, wygodniejszymi i bardziej ekonomicznymi. Powoli się to dzieje, co widzą i pasażerowie.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół