• facebook
  • rss
  • Cały czas w służbie innym

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2015

    dodane 26.02.2015 00:00

    Cieszą się, że Pan Bóg skierował ich do tej rodziny, i że akurat mogli jej pomóc.

    Kraszewo, niewielka wieś pod Lidzbarkiem Warmińskim. Za drugim zakrętem trzeba skręcić w stronę kościoła. Po prawej stronie stoi stary, podniszczony budynek. Na schodach czeka już Bożena. Wysoka, szczupła kobieta uśmiecha się, poprawiając spadające na oczy włosy. Zaprasza do mieszkania. – Jak widać, skromnie u nas – mówi. Niewielka sień, która prowadzi do kuchni. W niej kuchenka gazowa i kaflowy piec, dalej pokoje. Kilka łóżek i segment. – U chłopaków za łóżkiem na ścianie wychodzi grzyb. Aż czarno. Źle są zrobione fundamenty. Gmina mówiła, że w tym roku coś z tym zrobi. Bo to budynek i mieszkanie gminy – wyjaśnia. Bożena mieszka z trójką dzieci: dwoma synami i 4-letnią córką Anitą. To właśnie tej rodzinie i Anicie postanowili pomóc rycerze Jana Pawła II z Lidzbarka Warmińskiego.

    Bez wahania

    Anitka chodzi do miejscowego przedszkola. Żywa, zazwyczaj uśmiechnięta, chętnie bawi się z dziećmi. – Wszędzie jej pełno. Jest ruchliwym dzieckiem – uśmiecha się pani Bożena. Jednak jeszcze do niedawna cały świat słów i dźwięków był jej zupełnie obcy. Nie słyszała. Urodziła się z wadą słuchu i ze stopami końsko-szpotawymi. Jest już po operacji lewej nogi. – Wybieramy się na kontrolę stóp. Obawiam się tego, bo jeśli okaże się, że będzie konieczna kolejna operacja? A to oznacza, że noga znów będzie w gipsie i Anitka nie będzie mogła chodzić. Ona będzie płakała, a ja z nią – nie ukrywa. W Warszawie wszczepiono jej również implant słuchowy prawego ucha. Na lewym nosi aparat słuchowy. – Minęło 14 miesięcy od wszczepienia implantu. Choć córka mało mówi, to jest postęp. Stara się powtarzać. Mówi po swojemu. Wszyscy twierdzą, że dużo czasu trzeba, a ja bym chciała, żeby było szybko – mówi, patrząc na córkę. Obie jeżdżą dwa razy w tygodniu do Olsztyna na zajęcia logopedyczne i wczesnego wspomagania rozwoju, na integrację sensoryczną i dogoterapię. Raz w miesiącu muszą być w Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach. – Cały czas staramy się symulować jej głos, żeby mówiła – wyjaśnia Bożena. Dlatego potrzebny był laptop i specjalistyczne oprogramowanie, dzięki któremu może uczyć się mówić. Ale skąd wziąć na to pieniądze? Bożena nie ukrywa, że jest  jej ciężko. Sporo wydaje na opłaty, wyjazdy, wizyty u lekarzy. – Ale jakoś muszę wiązać koniec z końcem. Oprócz Anitki mam dwóch synów. Jeden jest po operacji wady serca. Najstarszy będzie mieć w tym roku zabieg podniesienia klatki piersiowej – mówi. Najbardziej życzyłaby sobie, aby jej dzieci były już zdrowe. – Nawet ostatnio mówiłam, że gdybym mogła całe swoje ucho wyciągnąć i dać Anicie, to bym bez wahania to zrobiła… – dodaje. Kiedy dzieci pójdą już spać, czasem siada przy stole w kuchni i zastanawia się, dlaczego akurat ją musiało to spotkać? Nie ma na to dobrej odpowiedzi. Pani Bożena często przegląda kalendarz, przy większości dat są jej notatki. Wizyta u lekarza, logopeda, córka, syn, sobota i niedziela wolne. – Ale myślę wtedy, że są ludzie, których dotyka większe nieszczęście. Ich dzieci leżą cały czas w łóżkach. Moje biegają, chodzą do szkoły. Czerpię radość z drobnych sukcesów, dzięki którym jestem w stanie zrobić wielkie rzeczy – mówi Bożena.

    Tacy są rycerze

    Roman jest szpitalnikiem generalnym Zakonu Rycerzy Jana Pawła II i komandorem komandorii warmińskiej w Lidzbarku Warmińskim. Jednak ciężko umówić się z nim w rodzinnym mieście. Wczoraj był u sióstr karmelitanek w Spręcowie, dziś pojechał do Olsztyna, żeby przywieźć siostrom pallotynkom wykładzinę. Jutro jedzie do Warszawy. Od ks. Błaszczyka załatwił sprzęt medyczny – chodziki, wózki inwalidzkie, kule i laski. Wszystko to będą za darmo wypożyczać potrzebującym. W oczekiwaniu na pomieszczenie parafii, zgromadził go we własnym domu. Trzyma w nim również meble dla ubogich, którym zostaną niedługo przekazane. Prawdziwy rycerz naszych czasów. – Tak ma być – śmieje się. – Cały dzień zajęty służbie innym – dodaje. Koleżankę z ośrodka pomocy społecznej poprosił o nazwiska kilku rodzin, które potrzebują wsparcia. – Wśród rodzin była pani Bożena z dziećmi. Pojechaliśmy do niej, aby zorientować się, czego potrzebuje. Okazało się, że dziewczynka jest głuchoniema i potrzebuje laptopa – wspomina. Zadzwonił do przyjaciela, który pracuje w Dellu. Wystarczył jeden telefon, by załatwić laptopa. Później ubrania dla dzieci, jedzenie i wielki pluszowy miś. Samochodem pełnym prezentów pojechali do Bożeny. Co czuje facet, kiedy pomaga innym? – Czuje satysfakcję, że Pan Bóg nas tam skierował, że akurat tam musieliśmy być. Wdzięczność dziewczynki, która nas obejmowała i ściskała, i nawet powiedziała kilka słów. To człowieka buduje – wyznaje. Rycerze z Lidzbarka pomagają i innym rodzinom będącym w potrzebie. Ostatnio załatwili tapczany dla pani z siedmiorgiem dzieci. Niedługo trafią do niej biurka i krzesła, by dzieci miały na czym odrabiać lekcje. Wydaje się, że działanie Romana jest proste – dowiaduje się, co jest potrzebne, i załatwia. Ile to trwa? – Dwa dni i załatwione – śmieje się. Pomysłów ma wiele. Te sprawdzone wprowadzane są w chorągwiach w całej Polsce.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół