• facebook
  • rss
  • Ludzie nie muszą się bać

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 12/2015

    dodane 19.03.2015 00:00

    Ani domu, ani ziemi nikt im nie zabierze.

    W ostatnich latach przed polskimi sądami toczy się wiele spraw z udziałem Warmiaków i Mazurów, którzy po II wojnie światowej wyjechali do RFN. Teraz oni sami (a najczęściej ich spadkobiercy) domagają się odzyskania pozostawionych na naszych terenach majątków lub odszkodowania za ich utratę. Wśród tych najsłynniejszych spraw trzeba wymienić proces Agnes Trawny, która odzyskała dom w Nartach, lub toczący się ciągle proces Jana Bolewskiego, któremu miasto Olsztyn musi oddać działkę nad jeziorem Ukiel. Obecnie przed Sądem Okręgowym w Olsztynie toczy się kilka spraw w sprawie odszkodowania za utracone przez przesiedleńców ziemie.

    Ogromne pieniądze

    Większość spraw dotyczy Warmiaków i Mazurów, którzy opuścili Polskę w latach 70. XX wieku, podczas najpóźniejszej fali wyjazdów. Wówczas ludzie wyjeżdżali przede wszystkim ze względów ekonomicznych, a opuszczone przez nich nieruchomości zajmował Skarb Państwa na podstawie ustawy z 1961 roku. – W przypadku takiego wyjazdu naczelnicy gmin – czasami już następnego dnia po wyjeździe mieszkańców – wydawali decyzje o przejęciu przez państwo nieruchomości. Okazuje się jednak, że te decyzje były wydawane albo na błędnej podstawie prawnej, albo bez tej podstawy – tłumaczy sędzia Agnieszka Żegarska, rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie. Dlatego wojewoda warmińsko-mazurski unieważnia te decyzje, gdyż były one wydawane niezgodnie z prawem. – To jest otwarcie drogi do dochodzenia odszkodowania od Skarbu Państwa – mówi sędzia Żegarska. Pierwszym krokiem w takiej sprawie jest właśnie stwierdzenie nieważności konkretnej decyzji, a następnie postępowanie cywilne i pozew do sądu, w którym trzeba udowodnić szkodę, jej wartość oraz związek przyczynowy między wydaniem unieważnionej decyzji a szkodą. Tylko w tym roku zapadły już wyroki zasądzające dla byłych Warmiaków i Mazurów – odpowiednio 66 tys., 451 tys. oraz ponad 636 tys. złotych. Obecnie przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku trwa postępowanie o odszkodowanie w wysokości 1,2 mln zł. – To są ogromne pieniądze. Takie nieprawidłowości prawne wychodzą po tylu latach, a my, jako podatnicy, wszyscy za to płacimy – przyznaje rzecznik prasowy SO w Olsztynie. Sędzia Żegarska dodaje, że każda ze spraw musi być traktowana indywidualnie i nie można założyć, że wszystkie decyzje naczelników gmin w latach 70. były nieważne.

    Możemy spać spokojnie

    Skoro Warmiacy i Mazurzy zgłaszają się po swoje ziemie, które dawno temu opuścili, a sądy przyznają im rację, to czy obecni właściciele mają się czego bać? Sędzia Żegarska uspokaja, że nikt nie zabierze nikomu domu. – Osoba, która kupowała nieruchomość od Skarbu Państwa, działała w zaufaniu do rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych. Działała w dobrej wierze, a skoro tak, to jej działaniu nie można niczego zarzucić i nie może ona odpowiadać za nieprawidłowe czy bezprawne działania państwa – zaznacza rzecznik SO w Olsztynie. Nie ma więc znaczenia, czy osoba nabyła nieruchomość w formie lasów, gospodarstwa rolnego czy działki budowlanej i zbudowała dom – nie ma takiej możliwości prawnej, by przesiedleńcy zgłaszali skuteczne żądania wydania tych gruntów czy zapłaty od tych osób. – Obecni właściciele są jakby dopiero trzecim ogniwem w tym łańcuchu przyczynowo-skutkowym, a wszystko kończy się na Skarbie Państwa – tłumaczy sędzia Żegarska.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół