• facebook
  • rss
  • Biskup z pierwszej linii

    dodane 01.04.2015 00:00

    Wywiad. O planach studiowania na politechnice, zarządzaniu parafią i trudnych decyzjach biskupa z abp. Józefem Górzyńskim, koadiutorem archidiecezji warmińskiej, rozmawia ks. Piotr Sroga

    Ks. Piotr Sroga: Jak zrodziło się u Księdza Arcybiskupa powołanie do kapłaństwa?

    Abp Józef Górzyński: Nie była to tradycyjna droga. Byłem oczywiście wychowany w domu o tradycjach głęboko religijnych, z prostymi, ale konsekwentnie zachowywanymi zasadami. W szkole podstawowej i średniej byłem związany ze środowiskiem kościelnym. Należałem do grupy ministrantów. To był mój świat dorastania duchowego. Nie wynikało jednak z niego silne pragnienie bycia duchownym. Raczej nie myślałem, że będę kiedyś księdzem.

    A może były jakieś przykłady powołań kapłańskich w rodzinie?

    W mojej rodzinie i wśród przyjaciół pojawiali się tacy, którzy szli do seminarium. Patrzyłem na nich z pewnym podziwem, ale nie było we mnie pragnienia, aby ich naśladować. Zdając maturę, nie brałem jeszcze poważnie pod uwagę możliwości wstąpienia do seminarium duchownego. Zresztą wybrałem takie przedmioty, żeby studiować na Politechnice Warszawskiej.

    Co się więc wydarzyło?

    Gdy złożyłem papiery na politechnikę, zaczęło się we mnie budzić coś, co trudno jest opisać. Jednocześnie bardzo dbałem o to, żeby nie rozważać tego z kimś drugim, gdyż mógłby mi coś zasugerować. Miałem poczucie, że świat nie wie o tym, że we mnie dzieje się coś wewnętrznego. Decyzję podjąłem po wyprawach do Częstochowy, po rzeczywistych spotkaniach z Panem Bogiem, w czasie których prosiłem o pomoc w rozeznaniu powołania.

    Jaka była reakcja otoczenia?

    Kiedy przyszedłem do księdza proboszcza po opinię, jak to się czyni przed pójściem do seminarium, nie był zaskoczony. Sądziłem, iż moja decyzja będzie zaskoczeniem dla innych, ale tak nie było. Powiedziało mi o tym później kilka osób z mojego otoczenia.

    W seminarium miał Ksiądz Arcybiskup już pewność powołania?

    O nie, na początku były niepewność i pytanie, czy to jest wola Boża. W rozwianiu tych wątpliwości bardzo mi pomógł ojciec duchowny. W naszym seminarium był postacią wręcz legendarną, z wielkim doświadczeniem. Był już na emeryturze, ale służył jeszcze klerykom. Poszedłem z tym moim problemem do niego. On wypytał mnie o wiele rzeczy, które były związane z moim życiem i z moimi pragnieniami. Po wszystkim upewnił mnie, że spełniam kryteria powołania.

    Poszedł Ksiądz Arcybiskup do seminarium w czasach komunistycznych. Jak wspomina Ksiądz Arcybiskup studia seminaryjne w tej perspektywie?

    To był czas bardzo twórczy. W komunistycznej szkole nie mieliśmy możliwości kontaktu z szeroką tradycją ludzkiej i chrześcijańskiej myśli. Dlatego studiowanie na przykład filozofii było dla mnie otwieraniem okna i wpuszczaniem świeżego powietrza. Wielcy myśliciele starożytni i ojcowie Kościoła – oni wszyscy byli powiewem sensu i głębokiej myśli. To było tak intelektualnie pociągające, że chłonąłem wszystko. Dopiero później, przez sprawowanie określonej funkcji w seminarium, zostałem ukierunkowany na liturgię.

    Jak to się stało, że właśnie liturgika okazała się przedmiotem wieloletnich studiów Księdza Arcybiskupa?

    Po święceniach kapłańskich dostałem propozycję studiów z zakresu liturgiki w Rzymie na Papieskim Instytucie Liturgicznym św. Anzelma. Było to dla mnie zaskoczenie i jednocześnie wydarzenie o charakterze nie tylko naukowym, ale także kulturowym. Zachód nie był wtedy dla nas tak dostępny jak dziś. Krzepiący był fakt, że będę studiował przedmiot, który był mi najbliższy. Kiedy wróciłem po studiach do Warszawy, objąłem funkcję wychowawcy seminaryjnego. Pełniłem ją ponad 11 lat i był to swoistego rodzaju rekord. Zostałem także wykładowcą liturgiki na wydziale teologii, w seminarium duchownym i w Bobolanum.

    Jaki jest najważniejszy wymiar liturgii według Księdza Arcybiskupa?

    Często gdy mówimy o liturgii, mam wrażenie, że źle stawiamy akcenty. Najważniejszą refleksją na jej temat podczas Soboru Watykańskiego II była myśl o jej naturze. Została ona opisana w Konstytucji o liturgii świętej „Sacrosanctum concilium” – w początkowych paragrafach. Są to treści na tyle istotne, że każdy, kto ich nie rozumie, nie ma podstaw, by prowadzić rozważania o liturgii jako takiej i reformie z nią związanej. My skupiamy się często na zewnętrznych przejawach reformy. Szkoda, że mało jest tych, którzy potrafią smakować i zachwycać się samym rozważaniem nad naturą liturgii.

    Przez kilka lat był Ksiądz Arcybiskup także proboszczem. Czy był to czas przeniesienia wykładanej teorii do życia parafialnego?

    Gdy po pracy w seminarium dostałem propozycję objęcia probostwa, wiele osób mówiło mi, że to bardzo dobre połączenie: wykładowca liturgiki i proboszcz. Mogłem pewne myśli z zakresu liturgiki weryfikować w duszpasterstwie. Oczywiście miałem wcześniej kontakt z życiem parafialnym, ale czymś innym jest wzięcie odpowiedzialności za dużą wspólnotę, jaką jest parafia pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Warszawie. Byłem tam osiem lat proboszczem i było to doświadczenie bezcenne. Dotknąłem rzeczywistości i mówiąc dziś o niej – nie teoretyzuję. Kontakt z ludźmi był dla mnie bardzo owocnym doświadczeniem duchowym. To jest pierwsza linia frontu, kiedy spotykamy wiernych, którzy przychodzą z podstawowymi potrzebami duchowymi.

    Jakie było środowisko katolików w Warszawie?

    Bardzo zróżnicowane. Parafia, o której mówię, była wspólnotą ludzi pochodzących z różnych części świata, wywodzących się z różnych środowisk i posiadających różne doświadczenie duchowe. Najtrudniejsze było między innymi znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak służyć wiernym tak bardzo różnym. Problem pojawiał się, gdy przychodziły konkretne sytuacje. Na przykład sprawa zapraszania rekolekcjonistów. Można było zaprosić tych, którzy mówią ładnie i precyzyjnie ujmują temat na wysokim poziomie teoretycznym. Ale wtedy część wiernych nie wchodziła w to. Można było też zaprosić tych, którzy mówią w sposób bezpośredni i konkretny, ale mało pogłębiony. Wtedy część wiernych była rozżalona, że nie znajduje żadnych głębszych myśli. Konieczna była duszpasterska polityka proboszcza, polegająca na zapraszaniu rekolekcjonistów o zróżnicowanych osobowościach. To wskazuje tylko na fakt, że bardzo trudno wypracować formuły, które będą adekwatne dla wszystkich. I to jest jedna z podstawowych trudności wielkich parafii. Oczywiście ta różnorodność może służyć powstawaniu różnych wspólnot parafialnych.

    Ksiądz Arcybiskup jest delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Jakie jest dotychczasowe doświadczanie Księdza Arcybiskupa w tej dziedzinie?

    Ze wspólnotami Odnowy w Duchu Świętym miałem kontakt od początku. Pierwsze powstawały w Warszawie i były związane ze środowiskiem ks. Bronisława Dembowskiego. Był on naszym profesorem, a jednocześnie opiekował się tymi wspólnotami w całej Polsce. To on zachęcił nas także do wejścia w tę duchowość. W seminarium powstała za moich czasów wspólnota modlitewna. Później z różną intensywnością miałem związek z Odnową w Duchu Świętym.

    Duch Święty przyszedł także w święceniach biskupich? Jak Ksiądz Arcybiskup przyjął papieską decyzję?

    To było dla mnie trudne. Związałem się z parafią, z ludźmi. Nie chodzi tylko o czysto ludzki wymiar, że się kogoś zna, ale mam na myśli wymiar duchowy życia parafii. Jest on najbardziej naturalnym środowiskiem nie tylko dla wiernych świeckich, lecz także dla duchownych. Osobiście odnajdywałem się i dobrze się czułem w tych codziennych kontaktach z ludźmi. Kiedy dostałem najpierw propozycję objęcia w kurii stanowiska moderatora, bałem się utraty bezpośredniego kontaktu z wiernymi. Ale ks. kard. Kazimierz Nycz przekonał mnie, że taka decyzja jest potrzebna. Tym bardziej było dla mnie zaskoczeniem, że po roku papież przyjął moją kandydaturę na biskupa pomocniczego archidiecezji warszawskiej.

    Była to znaczna zmiana. Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia ten czas dziś?

    Było to dla mnie bardzo duże wyzwanie i pojawił się pewien niepokój, czy będę potrafił podjąć zadania związane z nową posługą. Okazało się szybko, że zadania były bardzo precyzyjnie określone ze względu na ustalony porządek pracy biskupów pomocniczych. Zajęć było wiele, gdyż w archidiecezji rozpoczęła się peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej.

    Jaki zakres posługi biskupiej jest najtrudniejszy?

    Nie będę oryginalny i powiem, że podejmowanie decyzji – szczególnie personalnych. Mam wtedy świadomość, iż decyduję o losie innych. Można w ten sposób człowiekowi pomóc lub nie. Jest to obciążone odpowiedzialnością, która szczególnie ciąży nowicjuszom. Ten wymiar posługi biskupiej jest szczególnie trudny i zarazem bardzo istotny. W ten sposób tworzy się przecież środowisko dla ludu Bożego, istotne dla życia duchowego wiernych. Ważne jest ustanowienie na takim lub innym stanowisku osoby, która będzie pomagać ludziom pogłębiać życie duchowe. Dlatego biskup nie tylko przeżywa podejmowanie poszczególnych decyzji, ale w modlitwie prosi Boga o pomoc.

    Ksiądz Arcybiskup miał już okazję spotkać się z księżmi i wiernymi naszej archidiecezji. Jakie są pierwsze doświadczenia?

    Na razie były to bardzo oficjalne kontakty, zazwyczaj z okazji jakichś uroczystości, więc nie uprawniają mnie one do jakiegokolwiek wnioskowania i opiniowania. Dopiero tworzę kalendarz i program spotkań z proboszczami parafii, które wkrótce zwizytuję.

    Przeżywamy okres paschalny. Jakie życzenia chciałby Ksiądz Arcybiskup przesłać wiernym świeckim i kapłanom archidiecezji warmińskiej?

    Chcę życzyć głębokiego przeżycia liturgii Wielkiego Tygodnia i Niedzieli Zmartwychwstania. Abyśmy dali się poprowadzić wspaniałym tekstom, które były wypracowane przez całe dzieje Kościoła. W nich mieści się doświadczenie wielu pokoleń. Życzę odkrywania tego duchowego wymiaru. Dajmy się poprowadzić modlitwie Kościoła w głębię tajemnicy Zmartwychwstania. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół