• facebook
  • rss
  • U Pana Boga za piecem

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 14/2015

    dodane 01.04.2015 00:00

    – Mamy tu co jeść, gdzie spać. Na miejscu jest kaplica. Nic więcej nam nie trzeba – mówi Wiktor, uchodźca ze wschodniej Ukrainy.

    Kilka tygodni temu samorząd uczniowski Katolickiej Szkoły Podstawowej im. Świętej Rodziny w Olsztynie postanowił pomóc Polakom z Donbasu, którzy przebywają w ośrodku Caritas w Rybakach. Pomysłów było wiele, jednak po rozmowach uczniowie doszli do wniosku, że będą zbierać takie produkty jak proszki, mydła, pasty do zębów i szampony. – To zawsze jest potrzebne – mówią. Do pomysłu przekonali dyrekcję szkoły i już na drugi dzień zawisły w niej plakaty z hasłami: „Pomóżmy Polakom z Ukrainy”. – Nazbierało się sporo produktów – przyznaje z zadowoleniem Szymon, uczeń KSP.

    Więcej nie trzeba

    Kiedy olsztyńscy uczniowie przyjechali do Rybak, wszyscy mieszkańcy byli w stołówce na kolacji. Ukraińskie rodziny siedziały przy długich stołach, pomiędzy nimi biegały dzieci. Słychać rozmowy i to w większości po polsku. Minęły już prawie dwa miesiące, odkąd rozpoczęły się intensywne kursy językowe dla dorosłych, a dzieci od miesiąca chodzą do szkoły w Stawigudzie. – Staramy się mówić między sobą po polsku, by szybciej opanować język – tłumaczy Aleksiej. Gdy olsztyńskie dzieci weszły do stołówki z dużymi reklamówkami, po sali przebiegł szmer zdziwienia. Po chwili wszyscy już wiedzą, że to dzieci ze szkoły katolickiej przyjechały ich odwiedzić, że przywiozły „podarki”. – Bardzo się za was modlimy i życzymy, aby był pokój na Ukrainie, aby ten konflikt jak najszybciej się zakończył. Dużo szczęścia, ogólnie – mówi Kuba, uczeń KSP. On oraz jego koleżanki i koledzy poszli między stoły. Częstowali dzieci cukierkami, próbowali rozmawiać z rówieśnikami. Chwilę później w sali konferencyjnej wszelkie bariery zostały przełamane. Dzieci wspólnie bawiły się, recytowały wiersze i śpiewały. Opowiadały też o swoich rodzinach i zainteresowaniach. – Dzieci z Donbasu są takie jak my. Lubią się bawić, śmieją się, żartują i rozrabiają. Kiedy myślę, że musiały zostawić wszystko i uciekać do Polski, jest mi smutno. Nie chciałabym tak – mówi Aniela, uczennica szkoły katolickiej. Podczas spotkania rodzice ukraińskich dzieci dopytywali się o olsztyńską szkołę. Byli ciekawi, czy są Msze św., wspólna modlitwa i czy są pielęgnowane wartości chrześcijańskie. – Dla mojej rodziny wiara jest bardzo ważna. Mój syn był w Donbasie ministrantem. Tu codziennie chodzę na Msze św. Przygotowujemy się do Wielkanocy. Jakie święta będą? – milknie na chwilę Wiktor z Donbasu, tata trzech synów i córki. Zastanawia się. – Będą Boże – mówi.

    To nam pasuje

    Przed budynkiem stoi Igor. Witamy się. Rozmawialiśmy w dniu, kiedy przyjechali z Donbasu do Rybak. Jak wówczas i dziś uśmiech nie znika z jego twarzy. Kiedy pytam go o to, czy otrzymał jakąś propozycję pracy i mieszkania, zaprzecza. Jednak jest pełen nadziei, bo wie, że czasem w życiu potrzebna jest cierpliwość. – Czy myślę, żeby wyjechać na Zachód? Ależ nie. Nikt tak tu nie myśli. Każdy z nas nosił przez całe życie, gdzieś w sercu, Polskę. Byłem w Niemczech, we Włoszech, znam Zachód. Nie mógłbym tam żyć na stałe – wyjaśnia. W nieco lepszej sytuacji jest Artiom. Kilka dni temu byli całą rodziną w Świdnicy. Zaprosiły ich władze tego miasta. – My nie myślimy, czy to nam pasuje, czy nie. Kiedy miasto daje mieszkanie, to nie ma nad czym się zastanawiać. Trzeba jechać, mieszkać, układać życie od nowa – mówi. Jest z wykształcenia ekonomistą. Wierzy, że kiedy tylko przeprowadzą się do Świdnicy, znajdzie się praca dla niego i jego żony. – Na razie musimy zdać testy z języka polskiego. Nie boję się żadnej pracy. Mam dwie ręce, rodzinę. Pod koniec kwietnia lub na początku maja przeniesiemy się do Świdnicy – dodaje. – Do banku ofert wpłynęło już wiele propozycji zamieszkania i pracy skierowanych do Polaków przebywających w Rybakach i Łańsku. Zostały one sprawdzone, żeby nie było pomyłek czy rozczarowań. W efekcie mamy już ponad 100 ofert pracy. Za naszym pośrednictwem władze samorządowe i firmy kontaktują się z zainteresowanymi osobami. Kilka osób wyjechało już, by spotkać się z pracodawcą czy władzami miasta. Traktujemy to jako wyjazdy rozpoznawcze. Planujemy wyjazdy na stałe po zakończeniu kursu językowego, w drugiej połowie kwietnia – mówi współkoordynator projektu Włodzimierz Wieczorek. Przyznaje, że nowe miejsce musi znaleźć 60 rodzin i kilkadziesiąt osób. – Mamy nadzieję, że ostatecznie uda się wszystkim dobrać ofertę zawierającą możliwość uzyskania mieszkania i pracy – dodaje. Czy w końcu Polacy z Donbasu przestali myśleć o wojnie? Niestety, nie. Wielu z nich pozostawiło tam przecież rodziny, przyjaciół, znajomych. – Martwimy się, bo idzie wiosna. Krewni, którzy zostali na Ukrainie, mówią, że Rosjanie niedługo ruszą do przodu. Ilu naszych bliskich zginie? – zastanawiają się.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół