• facebook
  • rss
  • To nie opieka społeczna

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 16/2015

    dodane 16.04.2015 00:00

    O ślepych uliczkach w gminnych przepisach, zaniedbanym modelu 2 + 2 i o tym, dlaczego zniknęły żółte barierki, z Jarosławem Skórskim rozmawia Łukasz Czechyra.

    Łukasz Czechyra: Został Pan doradcą prezydenta Olsztyna ds. polityki prorodzinnej. Za co jest Pan odpowiedzialny?

    Jarosław Skórski: W tej chwili moim głównym zadaniem jest stworzenie założeń miejskiej polityki prorodzinnej i przekonanie do nich prezydenta. Do tego staram się rozwijać to, co już jest, czyli Olsztyńską Kartę Dużej Rodziny. Do moich obowiązków należy także zajmowanie się sprawami doraźnymi – teraz jest to choćby koordynowanie miejskich obchodów Warmińsko-Mazurskich Dni Rodziny i akcji informacyjnej skłaniającej mieszkańców do głosowania w konkursie na Rodzinne Miejsce Zabaw, które dzięki głosom olsztynian może powstać w naszym mieście.

    Na czym według Pana powinna polegać długofalowa strategia prorodzinna Olsztyna?

    Na systemowym stworzeniu, w ramach prawnych i finansowych możliwości gminy, strategii miasta przyjaznego rodzinom. Polityka prorodzinna to wszystkie działania sprawiające, że rodzinom żyje się łatwiej. I to działania systemowe, a nie doraźne. Jeszcze jedno: te działania nie powinny mieć charakteru opieki lub pomocy społecznej.

    Obecnie w stolicy Warmii i Mazur działa Olsztyńska Karta Dużej Rodziny. Jakie są plany poszerzenia jej działania i jakie będą kolejne udogodnienia dla rodzin wielodzietnych?

    Tak jak wspomniałem, jedną z pierwszych rzeczy, którymi się zająłem, była właśnie Olsztyńska Karta Dużej Rodziny. Od 16 lutego podpisaliśmy już kilkanaście umów z nowymi partnerami, a cały czas trwają rozmowy z kolejnymi. Niestety, program na dzisiaj właściwie nie ma żadnej promocji. A przecież prywatnym firmom trzeba pokazać realne korzyści z zostania partnerem Karty Dużej Rodziny. Wciąż w tle jest inicjatywa uchwałodawcza, którą zgłosiłem jeszcze w czerwcu 2014 r., dotycząca wprowadzenia bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską dla rodzin wielodzietnych. Czekam również na sugestie od korzystających z karty. W ramach newslettera, który właśnie powstaje, przeprowadzimy badanie ankietowe dotyczące korzystania ze zniżek i możliwości, jakie daje Olsztyńska Karta Dużej Rodziny. Chcemy poznać obszary, w których karta jest najczęściej wykorzystywana, żeby wiedzieć, z partnerami z jakich branż prowadzić rozmowy, by rodziny mogły czerpać jak największe korzyści.

    Kto decyduje o tym, jakie działania prorodzinne będą prowadzone w Olsztynie? Czy same rodziny wielodzietne mogą dokądś zgłaszać swoje potrzeby?

    Ostateczne decyzje należą do Rady Miasta i prezydenta Olsztyna. Wszelkie konstruktywne uwagi i sugestie od rodzin – nie tylko tych wielodzietnych – są jak najbardziej pożądane, można do nas pisać na adres e-mail: rodzina@olsztyn.eu. Myślę, że warto tutaj sprostować jedną rzecz – polityka prorodzinna miasta nie może koncentrować się tylko na rodzinach wielodzietnych. Im należy się szczególne uznanie za trud wychowania licznego potomstwa, ale z pewnością nie może pomijać najpopularniejszego wciąż modelu 2 + 2.

    Jakie obecnie są najważniejsze problemy, które należy rozwiązać, jeżeli chodzi o potrzeby olsztyńskich rodzin? Najwięcej słyszymy o problemach z opieką nad dziećmi – chodzi głównie o małą liczbę miejsc w żłobkach i przedszkolach publicznych.

    Nie zawężałbym problemów rodzin tylko do problemów z opieką nad młodszymi dziećmi. A opieki nad dziećmi nie zawężałbym tylko do żłobków i przedszkoli. W tym temacie uważam, że rodzice powinni mieć wybór i lepszym rozwiązaniem niż budowa nowych placówek byłoby wprowadzenie jakiejś formy bonu wychowawczego, dzięki któremu nie byłoby konieczności wysyłania dzieci do żłobków czy przedszkoli, bo rodzice nie musieliby oboje pracować. Chodzi o to, żeby rodzice mieli wybór. Problemy olsztyńskich rodzin nie odbiegają znacząco od problemów innych polskich rodzin. Jestem jednak zdania, że rodziny same wiedzą najlepiej, jak swoje problemy rozwiązywać. My powinniśmy im w miarę możliwości ułatwiać znalezienie rozwiązania i wskazywać wyjście z sytuacji. Jeśli chodzi o poznanie szczegółowych potrzeb olsztyńskich rodzin, mam nadzieję, że uda się w tym zakresie przeprowadzić jakąś formę badań opinii lub konsultacji społecznych. Nie można przecież budować ogólnego obrazu na podstawie jednostkowych rozmów. A takich badań do tej pory nie było. Po raz kolejny wraca kwestia: „systemowo, nie doraźnie”.

    Jest Pan ojcem wielodzietnej rodziny. Jak sam Pan odbiera politykę prorodzinną Olsztyna w ciągu ostatnich lat?

    Poza Kartą Dużej Rodziny trudno jest mówić o jakichkolwiek elementach polityki prorodzinnej w mieście w ostatnich latach. Ale nie jesteśmy pod tym względem wyjątkiem w skali kraju. Po 1989 r. polityka prorodzinna została wbita w ramy opieki społecznej. Na przykład gminny program wspierania rodziny, cytuję, „zakłada szeroki zakres pomocy na rzecz poprawy sytuacji rodzin nieradzących sobie z prawidłowym wypełnianiem obowiązków związanych z wychowaniem i opieką nad dziećmi”. A co z rodzinami, które sobie jakoś radzą? Od nich jako gmina mamy tylko brać? To ślepa uliczka.

    Kiedyś krytykował Pan działania prezydenta Grzymowicza, a teraz jest jego doradcą.

    Moje działania od samego początku miały jeden cel – doprowadzić do zmiany. Nie sztuką jest opowiadać o tym, że wszystko jest złe. Sztuką jest zaproponować konkretne, realne rozwiązania tego, co uważamy za niewłaściwe. To mało polityczne podejście, ale za to efektywne. Bo co przyniosło więcej realnych korzyści? To, że początkowo bezpardonowo krytykowałem Olsztyńską Kartę Dużej Rodziny, nazywając ją PR-ową wydmuszką, czy to, że udało mi się pozyskać kilkunastu nowych partnerów i rozmawiam z kolejnymi? Obrzydliwe żółte barierki nie zniknęły z miasta dlatego, że krytykowaliśmy je jako NO Beton. Zniknęły dlatego, że ludzie z Obywatelskiej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego usiedli i zaczęli rozmawiać z urzędnikami. W rzeczywistości, w której funkcjonujemy, nie ma żadnych „nich”, którzy coś za nas zrobią. Jeśli chcemy zmian, sami musimy zakasać rękawy i wziąć się do pracy. No, chyba że nasza aktywność ma sprowadzać się wyłącznie do „bycia przeciw”, Ale co w takim wypadku pozostawimy po sobie naszym dzieciom?•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół