• facebook
  • rss
  • Przyszłość zaczyna się dzisiaj

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 16/2015

    dodane 16.04.2015 00:00

    Bieg Papieski w Braniewie. Nie trzeba szczególnych przygotowań, aby uczcić pamięć Jana Pawła II – wystarczy przekroczyć linię mety. Nawet spacerkiem.

    Wsanktuarium Świętego Krzyża w Braniewie, w małej kaplicy kilka osób odmawia Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Jest wśród nich Mieczysław Łyczakowski, emerytowany żołnierz. To właśnie on zainicjował tradycję biegów odbywających się w rocznicę śmierci Jana Pawła II. Przed świątynią gromadzą się młodzi ludzie w sprinterskich strojach. Zaraz rozpocznie się bieg, ale najpierw krótka modlitwa, którą prowadzi o. Jan Kwiecień.

    – Sport był dla Jana Pawła II pasją. Cieszę się, że w ten sposób wspominacie 10. rocznicę jego odejścia do Pana – mówi. Na placu jest 27 osób. To niewiele, ale są to ci, którzy zdecydowali się pobiec 10 km. W tym samym czasie w bazylice św. Katarzyny, na drugim krańcu miasta, trwa Msza święta. Po niej rozpoczyna się bieg na 4 km. Liczba uczestników jest imponująca – ponad 600 osób.

    Tata biegnie za Filipa

    Stojący na chodnikach Braniewa widzowie nie kryją wzruszenia i radości. Na trasie pojawiają się młodzi i starsi, siostry zakonne, żołnierze. Można biec, iść, jechać na rowerze lub wrotkach. Najważniejsze, żeby pokonać te 4 km dla św. Jana Pawła II. Nie ma pierwszego miejsca i tradycyjnych nagród. – Każdy ma w bucie chip i po dobiegnięciu do mety dostaje SMS-a ze swoim wynikiem i miejscem, które zajął – mówi Mieczysław Łyczakowski. Wszyscy dostają na zakończenie medal wykonany przez miejscowego artystę Andrzeja Adamskiego. Na metę po pokonaniu trasy wbiegają kolejno zawodnicy i ustawiają się po odbiór należnego medalu. – Biegłem 10 km. Grupa była bardzo zdyscyplinowana, a atmo- sfera rewelacyjna – mówi Marek Sokół. – Jestem związany z Janem Pawłem II, byłem w Rzymie na jego pogrzebie i beatyfikacji. Z tatą i bratem pojechaliśmy spontanicznie na pogrzeb i podczas podróży wiele razy doświadczyliśmy jego pomocy. Były przygody z kołem i różnymi usterkami, ale udało się – wspomina. Mówi, że jest z pokolenia JP II. Miał z nim biec syn Filip, ale zachorował i tata biegnie za niego, nosząc na koszulce jego numer identyfikacyjny. Meta biegu mieści się nieopodal zakładu karnego, w którym Marek pracuje. – Myślę, że więźniowie teraz nas obserwują i trochę zazdroszczą, widać otwarte okna – mówi. Jego żona Joanna i drugi synek pokonali mniejszy dystans.

    Gdy pochodnie gasną

    – Zorganizowaliśmy bieg, bo chcieliśmy wypełnić pustkę po odejściu Jana Pawła II. W pierwszą rocznicę śmierci papieża zauważyłem, że coś zgasło. W momencie jego śmierci bazylika w Braniewie pękała w szwach, rok później już niczego takiego nie było – mówi Mieczysław Łyczakowski, pomysłodawca biegu. – Na jednej z imprez sportowych kolega opowiedział mi o nocnym biegu ku czci Jana Pawła II. Tym pomysłem podzieliłem się z księdzem proboszczem. I tak zaplanowaliśmy pierwszy bieg, który odbył się w godzinie śmierci papieża. Było ciemno, a wzdłuż trasy stało 200 żołnierzy z braniewskiej jednostki z płonącymi pochodniami w dłoniach. Efekt był niesamowity, ludzie do dziś wspominają ten widok – mówi. Ktoś nawet powiedział, że zorganizowali wszystko perfekcyjnie, bo pochodnie zgasły w momencie zakończenia biegu. A to był czysty przypadek. W organizację biegu zaangażowały się także miejscowe władze, MOK, wojsko i wiele innych instytucji i osób prywatnych. Z roku na rok zjawiało się coraz więcej uczestników. Raz uczestniczył w niej nawet Włoch. Dodatkowo w roku 2010 żołnierze, którzy brali wcześniej udział w braniewskim biegu, postanowili zorganizować go także w Kosowie, gdzie pełnili swoją misję. I tak się też stało. Wtedy też na medalu wyryto napis „Braniewo–Kosowo”.

    Stypendystka ZUS-u

    – Kładziemy nacisk na to, aby nie zatracić duchowego charakteru wydarzenia. Nie chodzi tylko o promowanie zdrowego stylu życia, ale także przeżycie wewnętrzne. Dlatego na początku są Msza św. i modlitwa. Towarzyszy nam także zawsze motto wybrane z nauczania św. Jana Pawła II. W tym roku jest to: „Przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro”. To hasło towarzyszy wszystkim biegaczom – mówi ks. prał. Leszek Galica. Kiedy zmarł Jan Paweł II, każda parafia przeżywała to po swojemu i organizowała różne uroczystości. W Braniewie odbył się biały marsz – ludzie przeszli ulicami miasta. – Dwa lata później przyszedł do mnie Mieczysław Łyczakowski z propozycją biegu papieskiego, który miał się odbyć na trasie marszu. To był początek. Pierwsza trasa była bardzo krótka, ale postanowiliśmy co rok przedłużać bieg o kilometr, odpowiednio do rocznic śmierci papieża – mówi. W przyszłym roku będzie to 11 km, potem 12 km, itd. – Niektórzy pytają się mnie, co będzie za 50 lat. Odpowiadam, że ktoś inny będzie się tym martwił – śmieje się Mieczysław. Na zakończenie biegu odbył się w miejskim amfiteatrze koncert, a każdy mógł spróbować swojskiej grochówki. Była „Barka” i dobra zabawa. Pogoda dopisała, zresztą tak jest zawsze. Ludzie mówią, że to święty papież dba o te sprawy. Dobiegający do mety są zmęczeni, ale uśmiechnięci. Wśród nich jest Teresa Kaliszuk, emerytka, która od pięciu lat biegnie dla Jana Pawła II. – On dla nas tyle zrobił, że każdy, kto ma siłę, powinien ten kawałek przynajmniej przejść. Ja mam kondycję, gdyż w ciągu roku ćwiczę w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jestem stypendystką ZUS-u, więc mam na to czas. Ale zapraszamy wszystkich do Braniewa za rok – szykujcie się – żartuje.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół