• facebook
  • rss
  • Kanał, który straszy

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 18/2015

    dodane 29.04.2015 00:00

    Historia. Miał połączyć mazurskie jeziora z Bałtykiem i... prawie się udało. Dziś popada w ruinę i niepamięć.

    Na Warmii i Mazurach jest wiele miejsc, które przypominają dawne czasy, i to nie tylko te odległe. Jednym z nich, chyba obecnie już zapomnianym, jest niedokończony Kanał Mazurski. Ogromna inwestycja, która była już prawie gotowa do użytku i miała dać Prusom Wschodnim dostęp do Bałtyku. Kilku globtroterów z Towarzystwa Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej im. Zofii Licharewej postanowiło przejść cały szlak kanału i udokumentować go. Znajduje się on po obu stronach granicy polsko-rosyjskiej. Podróż po polskiej stronie nie wymagała szczególnej organizacji. Wyprawa do Rosji była jednak wyzwaniem.

    Tajniacy na wycieczce

    – Każdego z nas interesował kanał. Mogliśmy poznać i przejść jego północną część dzięki temu, że przez internet skontaktowaliśmy się z Władimirem z obwodu kaliningradzkiego. Jest on zresztą jedną z nielicznych osób w tamtym regionie, które interesują się Kanałem Mazurskim – mówi Krzysztof Wołoszczak. Władimir pomógł zorganizować wyprawę. Trzeba było uzyskać tygodniową wizę i specjalne przepustki na tereny przygraniczne. – To oczywiście wzbudziło zainteresowanie odpowiednich służb rosyjskich. W pierwszym dniu pobytu towarzyszyli nam dwaj panowie, podobno z jakiegoś instytutu naukowego. Sprawdzaliśmy potem w internecie, ale nie znaleźliśmy tej instytucji. Zresztą jeden wyglądał co najmniej na pułkownika, a drugi miał pistolet pod pachą – uśmiecha się Krzysztof. – Przeszli się z nami i zobaczyli, że to jacyś wariaci i odpuścili. Dopiero na granicy nas zatrzymali i przeszukali – mówią kętrzynianie. Wyprawa odbyła się w kwietniu, więc pogoda była niezbyt przyjazna. Padał śnieg i deszcz. Dzięki Władimirowi można było znaleźć nocleg, z czym nie jest tak łatwo w tamtym regionie. – Cały północny odcinek kanału podzieliśmy na trzy etapy. Wypadało około 10 km dziennie. Jednak warunki nie były łatwe, a przy tym robiliśmy zdjęcia i notatki. Te trzy dni spędziliśmy nad kanałem, a są to obecnie tereny bezludne. Polska część jest łatwiejsza do przejścia – wspomina Krzysztof Wołoszczak.

    Spływ na palecie

    Jan Fijałkowski fotografował podczas wyprawy kanał. – Skupiłem się na wymiarze technicznym budowli. Starałem się poznać historię fotografowanego obiektu. Zresztą siedząc w temacie od jakiegoś czasu, znałem pewne określenia, np. syfon – mówi. Jednym z ciekawych momentów był spływ na drewnianej palecie i robienie z tej perspektywy zdjęć. Koledzy żartowali, że była to jedyna jednos- tka wodna, która płynęła po kanale. Atrakcji było zresztą więcej. Kanał po rosyjskiej stronie leży na dzikich terenach i często wyprawie towarzyszyły zwierzęta – np. lisy i dziki. Kętrzyńscy wędrowcy zebrali materiały i wrócili do domu. Z tych materiałów powstał album, który uwiecznił obecny stan Kanału Mazurskiego. Jednym z uwiecznionych miejsc jest obecna Aleksandrowka, która zachowała się w dobrym stanie. Była to prawdopodobnie baza do transportu płodów rolnych. Kanałem miały bowiem pływać barki o szerokości 11 metrów. W innym miejscu znajduje się most, stojący blisko traktu kolejowego, gdzie planowano wybudować małą stocznię. Dziś pozostał tylko most i duże doły pod budowę stoczni. – Na trasie wybudowano także śluzy, które zachowały się do dziś. Budowniczowie przewidzieli również małą stocznię. To właśnie po stronie rosyjskiej znajduje się most, blisko trakcji kolejowej, gdzie dziś można zobaczyć duże doły pod budowę przemysłu stoczniowego. Wszystko było zaplanowane perfekcyjnie – mówią kętrzyńscy pasjonaci historii.

    Budowa wstrzymana

    Jaka jest historia Kanału Mazurskiego? – Trzeba rozpocząć opowieść od roku 1874, kiedy to sejm pruski podejmuje decyzję o budowie kanału, który miał połączyć wielkie jeziora mazurskie z Morzem Bałtyckim. Miało to polegać na zbudowaniu kanałów; rozpoczynając od północnego cypla Jeziora Mamry do rzeki Łyny na wysokości dzisiejszej miejscowości Drużba. Odległość między tymi miejscami wynosi ok. 50 km – wyjaśnia Andrzej Masłoń. Wydzielono pieniądze w budżecie, ale pojawiło się wiele problemów. Jednym z nich był zapis w ustawie, który stwierdzał, że tereny pod budowę kanału będą przekazane przez prywatnych właścicieli za darmo na rzecz państwa. Właściciele zbuntowali się i sparaliżowali realizację projektu. W ten sposób odłożono budowę na kilkadziesiąt lat. – Najpierw postanowiono, że różnica poziomów między Jeziorem Mamry a Łyną zostanie zniwelowana za pomocą pochylni. A wynosiła ona 111 metrów. Później zmieniono plany, zastosowano śluzy komorowe. Jednocześnie połączono ten pomysł z możliwością pozyskiwania energii elektrycznej – mówi Andrzej Masłoń. Mieszkańcy przyrzecznych dolin wnieśli jednak protest, obawiając się możliwości zalania ich terenów. Trzeba było znów znaleźć nowe rozwiązanie. Postanowiono więc skupić się jedynie na szlaku wodnym. W ten sposób w roku 1908 zapadła decyzja o budowie jedynie drogi wodnej, służącej do transportu. Pomysł pozyskiwania energii elektrycznej odłożono na późniejsze lata. W następnym roku podzielono odcinek na dwie części i zaplanowano podjęcie budowy w dwóch miejscach jednocześnie. Prace rozpoczęły się w roku 1911 i trwały 11 lat. Brak pieniędzy spowodował kolejny raz zatrzymanie budowy kanału.

    Ostateczny podział

    – Wreszcie w roku 1934 kończy się kryzys i można ludziom dać pracę. Tak pojawiają się firmy i zaczynają dalszą budowę kanału. Podaje się, że pracowało tam wtedy od 1 tys. do 3 tys. ludzi. Wybudowano nawet obozy dla robotników o dość dużym standardzie. Powstaje także Młodzieżowa Służba Pracy. Z całych Niemiec przywożono młodzież, która w ramach obowiązku obywatelskiego pracowała przy budowie kanału. Niestety, po raz kolejny zaprzestano budowy z powodu wybuchu II wojny światowej. I tak zostało do dziś – mówi kętrzyński historyk. Po wojnie podzielono Prusy Wschodnie na dwie części. Jedna przypadła Polsce, druga Rosji. Tak też podzielono Kanał Mazurski. Na stronie polskiej znalazło się 5 śluz, z których jedna była wykończona i teoretycznie sprawna techniczne. Po stronie rosyjskiej znalazło się także 5 śluz, ale wszystkie były kompletnie wykończone i właściwie gotowe do użytku. – Stan budowli dziś jest różny. Czy można to odbudować? Tak, ale wszystko trzeba by zaczynać od nowa. To, co się świeciło, jest dziś zardzewiałe i nie nadaje się do użytku – mówią uczestnicy wyprawy. Jednak dzięki ich pasji historia kanału, który obraca się w proch, zostanie zachowana i udokumentowana.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół