• facebook
  • rss
  • Ile może znieść człowiek?

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 25/2015

    dodane 18.06.2015 00:00

    W tych fabrykach śmierci zginęło 11 mln ludzi. ocaleni dają świadectwo, które jest apelem o szacunek dla każdego.

    Choć minęło już wiele lat od wojennej zawieruchy, to jednak pamięć o tragicznych wydarzeniach jest nieustannie podtrzymywana i zachowywana. Szczególnie bolesne są wspomnienia związane z systematyczną eksterminacją istnień ludzkich w obozach koncentracyjnych.

    Na Warmii i Mazurach odbyły się uroczystości upamiętnienia ofiar tej zbrodniczej machiny. Najpierw pod przewodnictwem abp. Edmunda Piszcza uczestniczono w Mszy św. w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie. Potem na placu Orła Białego odbyła się uroczystość, która zgromadziła władze państwowe i samorządowe, przedstawicieli służb mundurowych, młodzież i dzieci, ale przede wszystkim byłych więźniów.

    Niemieckie, nie polskie

    – W czerwcu 2006 roku ustanowiono Dzień Pamięci Ofiar Nazistowskich Niemieckich Obozów Koncentracyjnych. Chodziło o upamiętnienie pierwszych więźniów, którzy byli osadzeni w Auschwitz 14 czerwca 1940 r. – mówi Janina Luberta-Zapaśnik. Pierwszym transportem przyjechało 728 mieszkańców Tarnowa i okolic. Tak rozpoczęła się akcja eksterminacji obywateli różnych krajów, która trwała do końca II wojny światowej. Hitlerowcy na terenie III Rzeszy i krajów okupowanych utworzyli w sumie 12 tys. obozów koncentracyjnych, w których przebywało 18 mln osób, a 11 mln zostało w nich zamordowanych. – Opisując ogrom tamtych zbrodni, świadomie nie używam słowa Oświęcim, lecz niemieckiej nazwy Auschwitz. Były to bowiem nazistowskie, hitlerowskie obozy koncentracyjne. I choć może to zabrzmieć niepoprawnie politycznie, dodam także przymiotnik „niemieckie”. Robię to dla przeciwwagi, bo coraz częściej świadomie mówi się i pisze, że były to polskie obozy zagłady. To nie jest prawda – mówił Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna. Podczas olsztyńskich uroczystości można było wysłuchać również wspomnień dawnej więźniarki Ireny Masicy. – Był rok 1941. Miałam wtedy 6 lat. Ojciec nagabywany przez Niemców nie podpisał volkslisty. Mówił: „Jestem Polakiem i nim pozostanę”. 18 listopada, gdy spaliśmy, przybyli esesmani i kazali się spakować – wspomina. Cała rodzina znalazła się w obozie. Ojca skierowano do pracy w kamieniołomach, gdzie po roku zmarł. Mama pracowała na terenie obozu. – Brud, robactwo, brak wody – to była codzienność. Wyżywieniem było pół litra zupy i kawałek chleba na kilka dni. Tam zmarła moja 18-letnia siostra. Grabarze mieli dużo roboty – mówi była więźniarka.

    Zrozumieć niewyobrażalne

    Wśród uczestników uroczystości było dużo młodych ludzi. Pojawiali się harcerze, którzy z kubkami wody podchodzili do starszych i proponowali ochłodzenie. Obecni byli też uczniowie olsztyńskich szkół, którzy zaprezentowali wzruszający program artystyczny. W oczy rzucały się koszulki z napisem „Bursa nr 2 im. rotmistrza Witolda Pileckiego”. Czy treści z dawnych czasów przemawiają do nich? – Według mnie to, co wydarzyło się w obozach koncentracyjnych, nie działo się aż tak dawno. Tutaj możemy się wczuć w to, co przeżyli więźniowie, i wyciągnąć własne wnioski. Przecież oni przeżyli coś, co jest dla współczesnego człowieka niewyobrażalne – mówi Łukasz, który wcielił się w postać rotmistrza Pileckiego. – Mnie osobiście poruszył fakt, jak wiele męczarni jest w stanie znieść człowiek, aby przeżyć. Pamięć tych wydarzeń zależy od wychowania – od tego, jakie wartości rodzice nam wpajają. Na uroczystości jest wielu młodych, więc są tacy, dla których ta pamięć musi żyć – wyznaje Barbara Jakubowska. Przyznaje jednocześnie, że trzeba młodym ludziom przedstawiać historię w atrakcyjny sposób.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół