• facebook
  • rss
  • Kiedy na piechotę za daleko

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 32/2015

    dodane 06.08.2015 00:00

    Wraca pomysł wprowadzenia w stolicy Warmii i Mazur systemu rowerów miejskich.

    Debatę na ten temat zorganizowało Stowarzyszenie Inicjatyw Obywatelskich „Wizja Lokalna”. – To nie jest nowy temat. Mówiliśmy już o tym głośno 2 lata temu, ale wtedy nie mieliśmy szans się przebić ze względu na budowę infrastruktury tramwajowej. Skoro ta jest dziś na ukończeniu, chcemy wrócić z pomysłem wprowadzenia roweru miejskiego – mówi Paweł Klonowski, przewodniczący stowarzyszenia.

    To nie konkurencja dla tramwaju

    Pomysł wprowadzenia systemu roweru miejskiego w stolicy Warmii i Mazur pojawił się przy pierwszej edycji Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego. Zakładał wówczas utworzenie w mieście 30 stacji z terminalami na 300 rowerów (średnio po 10 sztuk na każdą stację). Rower można wziąć w dowolnej stacji i oddać w innej. Tym różni się choćby od wypożyczalni, gdzie jednoślad trzeba oddać w tym samym miejscu, z którego się go zabrało. Pomysł jest ten sam, koszt prowadzenia takiego systemu to około miliona złotych rocznie. Pomysłodawcy argumentują, że podobne systemy sprawdzają się w wielu miastach Polski. – W ubiegłym roku w Warszawie rekordzista wypożyczył rower ponad 900 razy, co daje 2–3 razy dziennie. Patrzymy jednak przede wszystkim na miasta podobne do Olsztyna: Toruń czy Opole, gdzie rowery miejskie są i wielu ludzi z nich korzysta – mówi P. Klonowski. Obecny na debacie Mirosław Arczak, olsztyński oficer rowerowy, podkreśla, że rower publiczny (bo tak się go określa w sposób urzędowy) ma sens, jeżeli stacje będą od siebie oddalone o ok. 500–1000 metrów. – To jest odległość, przy której pojawia się wątpliwość, czy iść pieszo, bo to już jest jednak kawałek. Generalnie rower publiczny nie jest konkurencją dla środków transportu publicznego jak autobusy czy tramwaje, jest ich uzupełnieniem. Często określa się go jako system pierwszego lub ostatniego kilometra. Chodzi o to, że rower ma być punktem na naszej trasie, np. do przystanku czy dworca – tłumaczy M. Arczak. – System rowerów miejskich działa tak, że pierwsze 20 minut jest darmowe, a dopłata do godziny korzystania z roweru to 1–2 złote – dodaje P. Klonowski.

    Łynostrada i tak będzie

    Ambasadorem projektu jest Paweł Papke, były siatkarz, poseł PO i prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej. – Wspieram ten projekt od samego początku. Jeżdżę po Polsce i Europie, i widzę, jak rozwinął się ruch rowerowy. Sprawdza się to fantastycznie; korzystają z niego dorośli, młodzież, dzieci – mówił sportowiec. Zauważył także, że wprowadzone zmiany w ustawie o ruchu drogowym dają pierwszeństwo rowerzystom. – Sam często łapię się na tym, że kiedy jadę samochodem i skręcam w prawo, to muszę ustąpić rowerzyście. Zawsze trzeba o tym pamiętać i upewnić się, czy na ścieżce rowerowej nikogo nie ma – przypomina Paweł Papke. Na spotkaniu obecny był również prof. Ryszard Górecki, rektor UWM, który mówił m.in. o planach „Green University” i wprowadzenia ścieżek rowerowych na uniwersytecki kampus do Kortowa. Podczas debaty poruszona została też kwestia Łynostrady – trasy pieszo-rowerowej nad Łyną, projektu, który został w tym roku zgłoszony do Olsztyńskiego Budżetu Obywatelskiego. Mirosław Arczak zapewnił, że nawet jeśli projekt nie wygra w OBO, to urząd miasta i tak projektuje tę trasę. – Jeśli Łynostrada wygra w budżecie obywatelskim, to projekt będzie już gotowy i więcej pieniędzy z OBO będzie można przeznaczyć na budowę tej trasy – zaznaczył olsztyński oficer rowerowy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół