• facebook
  • rss
  • Nie szata zdobi pątnika

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 33/2015

    dodane 13.08.2015 00:00

    – W niedzielę idziemy ładnie ubrani na Mszę, i tyle. A tutaj można zobaczyć, że pomimo potu, brudu i może niedopasowanych ubrań Bóg cię kocha – mówi Ola Urbanowicz, która po raz pierwszy wyruszyła na pieszą pielgrzymkę. Z księżmi salezjanami maszerowała z Suwałk do Wilna.

    Oprócz salezjanów obecni byli także pallotyni, franciszkanie i księża diecezjalni. Gimnazjalistka z Ostródy przyłączyła się do jednej z siedmiu grup noszących kolorowe nazwy: biała, czerwona, niebieska, pomarańczowa, zielona, złota i żółta. Każda z nich miała swój szczególny charakter. Na przykład przy opisie zielonej można było przeczytać: „Mieszanka wiekowa, ale nie wybuchowa”.

    Może pomóc, siostro?

    To była pierwsza piesza pielgrzymka Oli. Dała się namówić na 11-dniową wędrówkę i nie żałuje tej decyzji. W Ostródzie jedna z parafii prowadzona jest przez salezjanów i dzięki nim Ola nawiązała kontakt z organizatorami Międzynarodowej Pieszej Pielgrzymki Suwałki–Wilno. – Wielu z nas uważa, że pielgrzymka to tylko modlitwa, śpiewanie religijnych piosenek i co krok Msza św. A wcale tak nie jest. Po pierwsze, można tam poznać wielu nowych i ciekawych ludzi, którzy z chęcią sobie nawzajem pomagają. Zwracaliśmy się do siebie „siostro” lub „bracie” i wtedy rozmowa od razu stawała się ciekawsza – wspomina. Ola pojechała z Ostródy jako jedna z trzech osób, które pragnęły pokonać pątniczy szlak. Teraz uważa, że dużo weselej jest iść na pielgrzymkę z większą grupą znajomych, ponieważ wtedy człowiek jest śmielszy i łatwiej nawiązuje znajomości. – Ja byłam tylko z moją przyjaciółką Ewą i ze znajomym księdzem. Kiedy jednego wieczoru przyszłyśmy na postój i trzeba było rozkładać namiot, byłyśmy tak zmęczone, że tylko usiadłyśmy i najchętniej byśmy zasnęły, ale zaraz podszedł do nas jakiś brat, który tuż obok nas też rozbił namiot, i zaoferował nam pomoc. Było to bardzo miłe, zgodziłyśmy się. Tak zyskaliśmy do końca pielgrzymki dobrego znajomego – uśmiecha się ostródzka pątniczka.

    Dzielnie się spisała

    Kolejną rzeczą, która się jej bardzo podobała, było spojrzenie na wiarę od trochę innej strony. Pochodzi z religijnej rodziny, uczestniczy we Mszach św., uczęszcza także na spotkania neokatechumenatu. Jednak młoda ostródzianka ma radę dla tych, którzy szukają swojego miejsca w Kościele. – Jeśli ktoś zna wiarę tylko od strony chodzenia do kościoła i nie jest w żadnej wspólnocie, a rodzina nie traktuje kontaktu z Bogiem jako czegoś ważnego – to naprawdę warto iść na pielgrzymkę – poleca. W tym roku pielgrzymka salezjańska odbyła się pod hasłem: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Modlitwy, Msze św., śpiewy i konferencje pomogły pielgrzymującym pogłębić swoją wiarę i pozostawiły swój ślad. Dla wielu młodych osób był to czas odkrywania wartości wiary i pobytu poza rodzinnym domem, bez rodziców i ich pomocnej dłoni. Przemysław i Joanna Urbanowiczowie kibicowali Oli w pierwszej samodzielnej wyprawie. – Cieszymy się, że postanowiła pójść do Wilna. Troszkę się martwiliśmy, jak sobie poradzi i czy dojdzie. Nawet planowaliśmy ewentualną wyprawę, aby w razie czego zabrać ją z trasy, ale dzielnie się spisała – mówią. Ola docenia przeżyty czas w drodze do Ostrej Bramy. Wśród kilkuset młodych ludzi dobrze się czuła i zobaczyła, że jest wiele osób w jej wieku, które nie wstydzą się swojej wiary. – Chcę też powiedzieć, że pielgrzymka to szkoła samodzielności. W domu nie musisz czekać w kolejce po wrzątek i chleb, zajmować kawałka podłogi albo ławki w kościele, żeby mieć miejsce do spania. Miło jest mieć satysfakcję i radość z tego, że się doszło do celu – mówi.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół