• facebook
  • rss
  • Echo z dna serca

    dodane 27.08.2015 00:00

    – Obecność przy nieuleczalnie chorym dziecku jest egzaminem nie tyle z fachowej wiedzy, ile z człowieczeństwa – mówi dr Teresa Niczyperowicz.

    Jedną z pierwszych pacjentek hospicjum była Justynka. Choroba nowotworowa postępowała u niej szybko, powodując spustoszenie w organizmie. Potrzebne były częste wizyty zapewniające nie tylko pomoc medyczną, ale również wsparcie materialne, bo jej rodzina pieniędzy nie miała.

    – Choroba wyłączyła Justynkę ze szkoły, z grona rówieśników. Czuła się samotna i pokrzywdzona, narastały w niej gniew oraz ogromny lęk przed bólem i oszpeceniem. Jak każdy miała wiele marzeń. Niektóre z nich udało się spełnić dzięki ludziom dobrej woli. Cieszyła się z telefonu komórkowego, magnetofonu, słodyczy, ale nie chciała rozmawiać o swoim lęku i osamotnieniu – wspomina dr Teresa Niczyperowicz, która od 13 lat pracuje w hospicjum. Już po śmierci Justynki jej mama przekazała pamiętnik, w którym dziewczynka zapisywała swoje myśli. – I wtedy zdałyśmy sobie sprawę, jak bardzo była ona z nami emocjonalnie związana i ile w tym chorym, trudnym dziecku było wdzięczności za nasze, nie zawsze skuteczne, starania i za naszą przy niej obecność – mówi lekarka.

    Trudne wyróżnienie

    Olsztyński oddział obejmuje swoją opieką rocznie około 400 pacjentów – dzieci i dorosłych. – W tej chwili mamy pod opieką 60 dzieci, w tym także małych pacjentów wentylowanych. Mieszkają oni na terenie całego województwa warmińsko-mazurskiego – mówi s. Wiktoria Zgorzałek, kierownik hospicjum. – W placówce pracuje 70 osób – są to lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, pracownik socjalny, psychologowie i urzędnicy administracyjni. Udostępniamy też potrzebny sprzęt, najczęściej ssaki, ale oferujemy też respirator – wymienia. Pomoc jest, oczywiście, darmowa, bo Caritas ma kontrakt z NFZ. Jednak nie wystarczy zaopatrzyć chorych dzieci medycznie. Trzeba również m.in. pomóc ich rodzinie w znalezieniu się w tej trudnej sytuacji. – Wybór przez dziecko rozmówcy i przyjaciela jest wyróżnieniem, któremu nie jest łatwo sprostać. A obecność przy nieuleczalnie chorym dziecku jest egzaminem nie tyle z fachowej wiedzy, ile z człowieczeństwa – mówi dr Niczyperowicz.

    Został tomik wierszy

    Bardzo często towarzyszenie w chorobie trwa latami. Można wtedy dobrze poznać chore dziecko – jego problemy, plany i zdolności. Jedną z osób, u których odkryto niesamowity talent, była Żanetka. – W chwili, gdy się poznałyśmy, była nastolatką. Postępująca choroba i związana z nią niewydolność oddechowa uniemożliwiały jej normalne funkcjonowanie, w ostatnich latach, uzależniając ją od tlenu, a następnie od respiratora – mówi jedna z pracownic hospicjum. Żanetka nie miała rodziców. Czuła się samotna, spragniona bliskości, zainteresowania. Starała się zbliżyć do osób opiekujących się nią. Zwierzała się ze swoich pragnień, lęków, smutków. Dorośli widzieli, jak z upływem lat staje się coraz samotniejsza – z niespełnionymi marzeniami o życiu, przyjaźni, miłości. Zmarła w wieku 20 lat. Pozostał po niej tomik wierszy. Tytuł jednego z nich brzmiał: „Echo z dna serca”: Ja jestem – i co to znaczy? Człowiek marny jak piórko na wietrze Jak rzecz zrobiona z kryształu – gdy zostanie stłuczona rozpryśnie się i zniknie jak bańka mydlana. Ale zostanie po nich pamięć I choć ich już nie będzie będziemy mieć ich w sercu, gdzieś na dnie odezwij się Echo pamięci.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół