• facebook
  • rss
  • Aureola z pszenżyta

    Krzysztof Kozłowski


    |

    Posłaniec Warmiński 37/2015

    dodane 10.09.2015 00:00

    Dożynki. – W tym roku ciężko było zboże zbierać. Była susza. Kiedy wiązałyśmy w pęki pszenicę, kłosy pękały. Ale jakoś udało się nam wszystko zrobić. Piękną koronę, bo na Warmii taki zwyczaj, że korony się robiło
– mówi pani Krystyna.


    Kiedy się wchodzi do wiejskiej świetlicy w Wietrzychowie, słychać pod stopami charakterystyczny szelest. Podłoga wyścielona jest słomą. W pomieszczeniach roznosi się zapach ściętego owsa, jęczmienia i pszenżyta. Czuć wplątany w niego aromat polnych ziół i kwiatów. W głębi stoi duży stół, na nim niedokończony jeszcze wieniec.
Cztery panie krzątają się wokół niego. Dwie wiążą w pęki wiechy owsa, układają na blacie jeden obok drugiego.

    Dwie zajmują się mocowaniem ich do stelaża tak, aby tworzyły grube zbożowe ramiona. Napinają sznurek – ten czasem aż trzeszczy – oplatają słomę, mocno i delikatnie zarazem, by nie uszkodzić wiech i kłosów. Kiedy nie zrobi się tego dokładnie, zboże może opaść, odsłaniając metalowe elementy. – Raz nam się tak zdarzyło, ale nie powiem gdzie – śmieje się Jadwiga Cieślak.


    Zawsze dyskusja jest


    W świetlicy wiejskiej powstaje wieniec w kształcie korony, duży, ważący ponad 50 kg, z tysiącami główek lnu, z jęczmiennymi wąsami, grubym pszenżytem. Niewiele czasu zostało do dożynek, a do zrobienia jest jeszcze sporo. – Pracę przy wieńcu dożynkowym rozpoczynamy wczesną wiosną. Gosia Wilim sieje len, czarnuszkę, kwiatki, które później się suszy. To wszystko z myślą o wieńcu. A później czekamy już tylko na zboże – mówi Zofia Wiśniewska. Bierze kolejny pęczek owsa, podaje Jadwidze, która mocuje go do stelaża. – A zboże zbiera się wcześniej, zanim kłosy nie opadną, już na początku lipca. Bo jak byśmy dojrzałe zebrały, to by sczerniały. Robi się małe pęczki, wiesza kłosami na dół w drewnianym chlewiku, żeby przewiew był – wówczas dobrze wyschną. Są wtedy proste – wyjaśnia Zofia.
Stelaż, wykonany z zespawanych prętów, przygotowują Piotrek Roman i jego brat Paweł. Kiedyś Wietrzychowo było miejscowością pegeerowską. Po żniwach kobiety plotły niewielkie wieńce. Zanosiły do kościoła, na dożynki też. – Podtrzymujemy tę tradycję – mówi Hanna Sznarbach. – Tylko następców nie ma. Młode kobietki są, ale choć namawiamy, one nie chcą na to poświęcić czasu. Nie myślą ani patriotycznie, ani żeby podtrzymać tradycję. Inaczej myślą... – przerywa, zastanawia się chwilę. Jej ręce sprawnie przekładają kolejne wiechy. – Zagonione są – dodaje
Wieniec robi w sumie 11 pań – na zmianę, rano i po południu – stowarzyszonych w kole gospodyń wiejskich. – Wieczorem jest nas więcej. Cztery plotą, inne układają. I pleciemy też, że tu trzeba dołożyć zboża, tu kwiatek, zobacz, czy tu równo... Zawsze dyskusja jest, żeby wyszło ładnie – śmieje się Genowefa Śpiewak. Rozmowom towarzyszy nieustanny szelest słomy. Z czasem i zapachu jest coraz więcej.
Co roku wieniec wnoszony jest do kościoła podczas dożynek. Później wieziony jest na obchody powiatowe do Nidzicy. A jeśli zostaje uznany za najpiękniejszy – to i na dożynki wojewódzkie, do Olsztynka. – Ostatnio nasz wieniec był najładniejszy. Dzięki temu w zeszłym roku pojechałyśmy do Spały, na dożynki prezydenckie. To było nasze największe przeżycie. W Polsce zajęłyśmy 8. miejsce. Taka mała wioska, a taka sławna – uśmiecha się Hanna. – Nie śniło nam się takie coś, że wygramy. Ale jak się chce... Trzeba chcieć i pracować – dodaje. Za otrzymaną nagrodę pojechały do Wilna z proboszczem ks. Krzysztofem Kuleszą. – Pięknie było – wzdycha Genowefa.


    Ciężko zboże zbierać


    Na podwórku sołtysowej Nowej Wsi Małej, pod zadaszeniem stoi na podeście gotowy dożynkowy wieniec. W jego sercu leży wielki bochen chleba z nazwą wsi i wypieczonymi z ciasta kwiatami. – Trzeba ten chleb ususzyć. Nie jest to łatwe. Nie może popękać. W zeszłym roku nam nie dotrzymał do dożynek. Musiałam drugi brać – opowiada Krystyna Łowczyk.
Wieniec był najpiękniejszy podczas dożynek gminnych w Piotraszewie. Pani Krystyna martwi się, czy dotrwa on do dożynek wojewódzkich, bo długo trzeba czekać, a pogoda może być różna. Wieniec jest duży, nie mieści się w drzwiach świetlicy wiejskiej, ani w domach. Dlatego plotła go wraz z paniami ze wsi na podwórku, pod daszkiem. – Rozrzuciłam wokół niego kłosy, żeby myszy go nie obskubały – wyjaśnia i opowiada o pięknej przygodzie, jaką jest wspólne plecenie, kłos po kłosie, w nich ozdobne kwiaty, kolejne elementy dożynkowej korony. Że na początku trzeba chodzić po polach, zbierać kłosy pojedynczo, cierpliwie, w słońcu. – W tym roku ciężko było zboże zbierać. Była susza. Kiedy wiązałyśmy w pęki pszenicę, kłosy pękały. Ale jakoś udało się nam wszystko zrobić. Piękną koronę, bo na Warmii taki zwyczaj, że korony się robiło – wyjaśnia.
Panie z Nowej Wsi Małej nie wplatają do wieńca ziół. – Bo zioła giną w zbożu. Nazbierałam trochę traw, ale zrezygnowałyśmy, bo nie dają efektu. W tym roku włożymy tylko majeranek. Na wyjazd do Olsztynka dodamy może trochę chmielu... – opowiada pani Krystyna. Uważa, że w wieńcu nie może być przepychu, musi być skromny i prosty. – Jeśli to jest wieniec dożynkowy, to on musi mówić sam za siebie. Że to są dożynki, żniwa, zboże, praca i trud – wymienia. Wspomina minione lata. Wcześniej zrobiły kosz, później kleiły kapliczkę z ziaren i kłosów. Od trzech lat plotą jedynie korony. W zeszłym roku ich wieniec zdobył 2. miejsce podczas dożynek wojewódzkich w Olsztynku.
Jak będzie w tym roku? – To nie jest ważne. Przecież nie robi się wieńców dla nagród – odpowiada. Bo to zajęcie przypomina dawne czasy. Kobiety schodzą się, plotą, rozmawiają. Nie brakuje wspomnień, wspólnych śpiewów, opowieści. – Pomagały mi Monika, Wiesia, Ewa i Wiola, czasem Asia. Ale nie ma za bardzo chętnych do pomocy. Nieraz rozmawiam z sołtyskami. Nie ma zaangażowania takiego. Chciałabym, żeby więcej ludzi przychodziło. Cały czas nie będę tego robiła. A tak ktoś by podejrzał, jak to się robi, później podtrzymał tradycję – mówi pani Krystyna.
Poza tym to jest przywiązanie do wsi, pracy rolników. – Kiedy zbiera się zboże, człowiek myśli: jakie piękne kłosy w tym roku są, jak rolnicy muszą o to dbać. Czasem się martwi, że kłosy małe, nie takie złote, przygaszone. Przy wieńcu docenia się trud pracy rolnika. Podjęłam się tego i muszę. A tradycji musi się zadość uczynić, musi być wieniec dożynkowy dla rolników, żeby mieli satysfakcję, że wioska zrobiła wieniec. Tradycja nie może zaniknąć – mówi.
Podchodzi do wieńca, poprawia kłosy, pokazuje kwiaty wiązane z jęczmienia. – A jak przyjdzie zima, wieniec będzie karmnikiem. Wystawimy go, ptaki wydziobią ziarnka, żeby nic się nie zmarnowało. W końcu wieniec poświęcony.


    Wieniec z tysięcy ziaren


    – Pracy to dużo wymaga, dużo siedzenia, w tym roku klejenia – mówi Grażyna Cejner ze Szczęsnych, pokazując wieniec – Matkę Bożą odzianą w ziarna. – Wszystko jest naturalne – dodaje Mariola Poko. Pokazuje, gdzie położona jest kukurydza, gdzie kasza manna, gdzie ziarna pszenicy i ryż, i mak, i gryka. Aureola zrobiona jest z pszenżyta, po bokach kłosy pszenicy. – Każde zboże ma inny kolor. W połączeniu daje to piękny efekt – podkreśla. Wspomina pierwszy wieniec, podkowę. – Zaczęło się od niej cztery lata temu. Później były serca z krzyżem, następnie korona. Proboszcz z naszej parafii, z Klewek, ks. Mariusz Rybicki nas poprosił: „Słuchajcie, może byście jakiś wieniec zrobiły, bo nie ma komu, tak mało tych wieńców.” A my takie prężne koło gospodyń wiejskich mamy, jest nas siedem, więc nie odmówiłyśmy. Przy wieńcu, plotąc, można kawę wypić, zaśpiewać, zdjęcia pamiątkowe zrobić. Jest wesoło – uśmiecha się pani Mariola. – A jak się efekty naszej pracy podobają, to nas cieszy. Że robimy coś pożytecznego, że ludzie zadowoleni, proboszcz też – dodaje Kazimiera Jabłońska.
Uważają, że czasy się zmieniają, ludzie także. Bo w parafii wiosek dużo, a tylko ich wieniec stoi przy ołtarzu. Inni nie robią. – Na wszystko im czasu brak. To życie jakby wymaga biegu. A my czerpiemy z życia – mówi pani Grażyna. Wieniec – Matkę Bożą – robiły trzy miesiące. Pracy dużo, bo każde ziarenko trzeba było odpowiednio przykleić, dopasować, aby całość była harmonijna, poukładana. – Spotykałyśmy się raz, dwa razy w tygodniu. Pod koniec częściej. A nie było łatwo, bo w tym roku zboża czarne, słabe. Chodziłyśmy po polach, prosiłyśmy gospodarzy. Ale gdzie nie poszłyśmy, ciemne kłosy były. Musiałyśmy zrobić z tego, co miałyśmy. Bo zboże dojrzało, kombajny wyjechały na pola – wspomina pani Mariola. Wieniec był gotowy na parafialny odpust, na św. Rocha. Panie wniosły go do kościoła ubrane w warmińskie stroje. Później były na dożynkach w Purdzie. – Nas to cieszy. Życie składa się z drobiazgów, niczym nasz wieniec z tysięcy ziaren tworzących Matkę Bożą. Udało nam się zacząć i skończyć.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół