• facebook
  • rss
  • Narodziny w konfesjonale

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 37/2015

    dodane 10.09.2015 00:00

    Zgromadzenie miało wymrzeć, bo jego członkowie popierali polskość. Przez 10 lat siostry nie nosiły habitów i żyły w konspiracji. I wtedy...

    Pełna nazwa naszego zgromadzenia to Córki Matki Bożej Bolesnej, zazwyczaj jednak mówi się o nas serafitki – mówi s. Judyta, przełożona domu w Bartoszycach. Skąd wzięła się ta potoczna nazwa? – Naszym duchowym przewodnikiem jest św. Franciszek z Asyżu, którego nazywano Ojcem Serafickim. A to dlatego, że gdy otrzymywał stygmaty, objawił mu się serafin, czyli jeden z aniołów, którzy są najbliżej Boga i wpatrują się w Jego oblicze – mówi s. Augustyna. – Zadaniem sióstr jest właśnie nieustanne wpatrywanie się w Pana.


    Tylko jedno miejsce


    Związane jest to także z charyzmatem zgromadzenia, które powstało w 1881 r. Założycielką była bł. Małgorzata Łucja Szewczyk, która pragnęła służyć ubogim, chorym i cierpiącym.
– Mówiąc o naszych początkach, nie można też zapomnieć o bł. Honoracie Koźmińskim, który prowadził kierownictwo duchowe i potajemnie zakładał zgromadzenia zakonne po upadku powstania styczniowego – mówi s. Judyta. Po kasacji zakonów umieszczono kapucynów w Zakroczymiu z zakazem przyjmowania nowicjuszy. Zgromadzenie miało wymrzeć, bo jego członkowie popierali polskość i budzili ducha patriotycznego. – Jedynym miejscem apostolstwa bł. Honorata był konfesjonał. Postanowił więc powołać zgromadzania bezhabitowe. Wszystko, oczywiście, w tajemnicy. Jedną z penitentek była bł. Małgorzata Szewczyk, która wyznała, że pragnie opiekować się biednymi. I tak siostry serafitki powstały w Zakroczymiu... w konfesjonale – wyjaśnia przełożona serafitek z Bartoszyc.
Przez 10 lat siostry nie nosiły habitów i żyły w konspiracji. W pewnym momencie do zgromadzenia wstąpiła dziewczyna z Galicji i powiedziała, że tam można prowadzić otwartą działalność. I tak pod Bielskiem-Białą powstał pierwszy oficjalny dom. Na Warmię siostry przybyły w roku 1960. – Przeważnie pracowałyśmy w szpitalach, domach dziecka, przedszkolach i ośrodkach zdrowia. I znów był to czas rządów komunistycznych, gdy wyrzucano siostry z tych placówek. Jednak w Bartoszycach było inaczej – mówi s. Augustyna. Siostry z Sopotu napisały do olsztyńskiego wydziału zdrowia prośbę o zatrudnienie w jednym z regionalnych ośrodków zdrowia. Otrzymały pozwolenie na posługę w Zakładzie dla Przewlekle Chorych w Bartoszycach. Decyzją przełożonych nową placówkę utworzyły zakonnice z prowincji przemyskiej. I tak na lata serafitki zadomowiły się w Bartoszycach.


    Dobry obiad dla księży


    Dziś siostry serafitki posługują przy parafii św. Jana Ewangelisty i Matki Bożej Częstochowskiej. Pełnią różne funkcje: s. Judyta jest katechetką, s. Augustyna zakrystianką, s. Anastazja kucharką, s. Dorotea odwiedza chorych i samotnych. – Przed laty przyjechałam do Bartoszyc, aby pracować w biurze parafialnym. To trwało 6 lat, a potem zaczęłam odwiedzać osoby starsze i niepełnosprawne po domach. W tej chwili pod moją opieką jest 18 osób. Bardzo się z tego cieszą. Dostarczam im gazety i trochę z nimi rozmawiam – mówi s. Dorotea, która jest już po osiemdziesiątce.
Przy parafii serafitki są już od 1962 r. Zastąpiły elżbietanki. Wydział wyznań nie chciał się zgodzić na taką zamianę, ale wbrew władzy serafitki wprowadziły się domu parafialnego. Związek z parafią jest bardzo mocny, bo zakonnice posługują w tutejszej wspólnocie.
– Jestem zakrystianką i dbam o szaty liturgiczne, obrusy i wystrój kościoła. Dopiero tutaj odkryłam zdolności florystyczne i dekoracyjne, którymi obdarzył mnie Bóg. Pomysł dekoracji jest zawsze mój, ale, na szczęście, są osoby, które zawsze pomogą w jego wykonaniu
– mówi s. Augustyna. Pracy jest sporo, bo w niedzielę celebrowanych jest sześć Mszy, a w dni powszednie – trzy.
Inne zadanie ma s. Anastazja, która w Bartoszycach jest już 4 lata. Zajmuje się prowadzeniem kuchni na plebanii. – Staram się zawsze ugotować coś dobrego na posiłek dla księży. Ostatnio przygotowywałam uroczysty obiad z okazji odpustu. Muszę jednak zaznaczyć, że nie jestem sama, bo siostry mi bardzo pomagają – mówi.
Jedną z ważniejszych posług jest praca w szkole. Siostra przełożona uczy religii dzieci od klasy zerowej do trzeciej. – Najbardziej lubię te maluszki. Praca jest wdzięczna. Działamy jednak jeszcze ponadprogramowo. W szkole założyliśmy koło Caritas, które współpracuje z parafią. Dodatkowo siostry założyły Koło św. Franciszka – wylicza s. Judyta. W ramach tej grupy dzieci zapoznają się z franciszkańską duchowością i poznają różnych świętych, a wszystko w formie zabawy. Najmłodsi angażują się także w organizowanie kiermaszu, z którego dochód przeznaczony jest na wakacje dla dzieci z rodzin potrzebujących. Parafia bowiem wysyła latem ok. 50 dzieci na kolonie.
Różne posługi sióstr są włączeniem się w życie parafialne, z czego zadowolony jest ks. Artur Olędzki, tutejszy proboszcz.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół