• facebook
  • rss
  • Jaś ich odstraszył

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 40/2015

    dodane 01.10.2015 00:00

    Bezpośredniego ataku na nich, na szczęście, nie było. – Były wrzaski i pokazywanie obscenicznych gestów – mówi Janusz Prucnal, który wraz z żoną Aleksandrą od kilku lat organizuje Marsz dla Życia i Rodziny.

    Tradycyjnie w maju setki olsztyniaków demonstrują swoją postawę pro life w stolicy Warmii i Mazur. Małżeństwo Prucnalów z Olsztyna nawiązało współpracę z innymi ośrodkami w Polsce, a jest ich już około 150. A we wrześniu wzięli udział w marszu dla życia ulicami Berlina.

    Powaga i dostojność

    Jednym z takich miast, gdzie aktywnie działają obrońcy życia, jest Szczecin. – Działa tam Bractwo Małych Stópek, którym opiekuje się ks. Tomasz Kancelarczyk. To oni zaprosili nas do wsparcia Marszu dla Życia w Berlinie. Z Polski przyjechało około 200 osób. Ogólna liczba uczestników marszu, podawana przez organizatorów, to blisko 7 tys. osób – mówi Janusz Prucnal. Manifestanci nieśli transparenty i zdjęcia dzieci. Ten, kto wcześniej uczestniczył w podobnym marszu w Polsce, mógł być zaskoczony atmosferą tego wydarzenia. – Czuć było dostojność i powagę. Ludzie nieśli białe krzyże, na których były przyklejone karteczki z intencją modlitwy za konkretną kobietę, aby nie popełniła aborcji – wyjaśnia Aleksandra Prucnal. Wśród uczestników były rodziny z dziećmi i wielu młodych ludzi. Na olsztyniakach duże wrażenia zrobili ludzie starsi, którzy pomimo wielokilometrowej trasy dzielnie, z laską w dłoni, szli do przodu. Kolorystyka ubiorów i dekoracji była także stonowana. W Polsce Marsze dla Życia są kolorowe, a w Berlinie dominowały dwa kolory: biały i zielony.

    Wiedźmy przeciw życiu

    Na trasie marsz został zblokowany przez zwolenników aborcji. Trwało to około półtorej godziny. – Na początku byliśmy zawiedzeni. (śmiech) Ksiądz opowiadał nam o tych zaczepkach z zeszłych lat, a tu w pierwszej fazie marszu nic się nie działo – wspomina Aleksandra. Trasa wiodła spod siedziby urzędów kanclerskich, nieopodal Bramy Brandenburskiej w kierunku Alexanderplatz. Punkt końcowy był przy berlińskiej katedrze. Przed końcem marszu było coraz tłoczniej i głośniej, gdyż proaborcyjne grupy blokowały przejście. Interweniowała policja. – Policjanci obchodzili się z nimi bardzo delikatnie, stąd odblokowanie ulicy trwało półtorej godziny. Wszystkie przecznice były obstawione samochodami policyjnymi, a nas odgradzał od agresorów szpaler funkcjonariuszy. Bezpośredniego ataku na nas nie było, oprócz wrzasków i pokazywania obscenicznych gestów – mówi Janusz. Transparenty grup proaborcyjnych promowały zabijanie nienarodzonych i miały charakter antykościelny. Widać było satanistów i wiedźmy. – Kiedy podchodzili do nas, wystarczyło, że pokazaliśmy model 10-tygodniowego płodu – tzw. Jasia i zdjęcia zabitych dzieci, a oni natychmiast milkli. To dobry znak. Trzeba wierzyć, że nie wszystko w nich umarło i jest jakaś podstawowa wrażliwość na dnie serca – mówi Aleksandra. Małżonkowie z Olsztyna są pełni podziwu dla Niemców, uczestniczących w marszu. Nie narzekali na długi i przymusowy postój, ale w tym czasie modlili się i śpiewali pieśni religijne.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół