• facebook
  • rss
  • Zapał się kończy, miłość jest wieczna

    dodane 15.10.2015 00:00

    – Pamiętam, jak było biednie, tyle ruin. Wielu kazano opuścić tę ziemię. Ale przyszli nowi, którzy pokochali tę małą ojczyznę i nasze miasto – mówił abp Edmund Piszcz.

    Pięćdziesiąt lat temu, uzasadniając wniosek o rejestrację TMO, jego założyciele przekonywali: „powstanie Towarzystwa Miłośników Olsztyna zrodziła miłość do miasta, w którym żyjemy, pracujemy i które pragnęlibyśmy widzieć z każdym rokiem coraz piękniejszym i lepiej zagospodarowanym”.

    Ten punkt na mapie

    – Taki właśnie był, jest i będzie cel naszych działań, do których zapraszamy zarówno tych, którzy się tu urodzili, jak i tych przybyłych z różnych stron Polski i świata; tych, którzy Olsztyn znają od podszewki, oraz tych, którzy to piękne miasto wciąż poznają, ale czują się z nim związani i tak jak my zakochali się w jego zabytkach, przyrodzie i cudownych mieszkańcach – mówi dr Marcin Wakar, prezes TMO.

    Wśród członków założycieli towarzystwa był jego ojciec, Andrzej. – Pomysł zrodził się w kręgach olsztyńskich twórców, naukowców i dziennikarzy. Spotkanie organizacyjne odbyło się 8 października 1965 r. w siedzibie Miejskiej i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej na starym mieście. W gronie 20 członków założycieli znaleźli się, oprócz mojego taty, m.in. rzeźbiarka Balbina Świtycz-Widacka, architekt Bolesław Wolski, plastyk Henryk Oszczakiewicz i dziennikarka radiowa Anna Kochanowska. Pierwszym prezesem towarzystwa został dyrektor Szpitala Kolejowego dr Stanisław Flis – opowiada M. Wakar.

    Do dziś z założycieli żyje tylko Anna Kochanowska. – Kiedy pół wieku temu z inicjatywy Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Pojezierze” oraz Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich powoływaliśmy do życia Towarzystwo Miłośników Olsztyna, nie wybiegaliśmy w tak daleką przyszłość jak XXI wiek. Chcieliśmy, aby miasto, w którym żyjemy i pracujemy, stawało się dostojniejsze i piękniejsze. Pragnęliśmy też, by w Olsztynie nie zapominano o historii miasta i o tych, którzy je odbudowali oraz sprawili, że stało się miastem zauważalnym na polskiej mapie. Cieszę się, że mimo upływu 50 lat TMO istnieje i odgrywa ważną rolę w życiu miasta – mówi pani Anna.

    Dwie twarze zegara

    Uroczystości jubileuszowe 50-lecia TMO rozpoczęły się od Mszy św. w konkatedrze św. Jakuba w Olsztynie. Eucharystii przewodniczył abp Edmund Piszcz. W homilii podkreślał wartość wytrwałości, która jest owocem modlitwy i miłości. – Wiele rzeczy wymaga trwania, a nie jedynie zapału, który się kończy – mówił arcybiskup. – Podobnie jest z waszą wspólnotą, która mówi o miłości do naszego miasta. Nie chodzi o to, aby tylko podziwiać, ale o to, by kochać – podkreślał.

    Wspominał okres, kiedy jako licealista w 1948 r. przyjechał do Olsztyna. – Pamiętam, jak było biednie, tyle ruin. Wielu kazano opuścić tę ziemię. Ale przyszli nowi, którzy pokochali tę małą ojczyznę i nasze miasto. Im towarzyszyła miłość, która nie była chwilowym zapałem, ale czymś trwałym. Życzę, żeby ta miłość była w nas samych, jako fundament waszej działalności, waszego nastawienia do Olsztyna – mówił abp Piszcz.

    Następnie w ramach Regionalnego Kongresu Stowarzyszeń i Towarzystw Naukowych i Kulturalnych przedstawiono historię TMO. Spotkanie członków towarzystwa odbyło się w gmachu Biblioteki Wojewódzkiej, gdzie miało miejsce jubileuszowe walne zgromadzenie. Zaprezentowano film z dawnych kronik organizacji, omówiono plany działalności na najbliższe lata. W piątek odbyła się uroczysta gala w Teatrze im. Stefana Jaracza. Wręczono nagrody – Wielkie Pieczęcie Towarzystwa Miłośników Olsztyna – zasłużonym członkom towarzystwa. Zebrani goście mieli okazję obejrzenia spektaklu „Amadeusz”.

    Obecnie TMO liczy prawie 130 członków, a przez 50 lat było ich 650. – I grono miłośników, co nas cieszy, nieustannie rośnie – dodaje prezes towarzystwa. Wymienia nowe podjęte inicjatywy. Jedną z nich jest koordynowany przez Barbarę Olszewską przewodnik po Zatorzu, jednej z najstarszych i najlepiej zachowanych dzielnic Olsztyna. – Moim marzeniem jest przywrócenie na wieży ratuszowej zegara. Wieżyczka, zwana zegarową, nie posiada go, a przed wojną był tam zegar zwrócony na południe i północ. Rozmawiałem na ten temat z dyrektorem Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej. Razem doszliśmy do wniosku, że jest to ciekawy pomysł – wyznaje prezes.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół