• facebook
  • rss
  • Ona pierwsza skrywała Jezusa

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 51-52/2015

    dodane 17.12.2015 00:00

    Maryja będzie tam miała 
piękne widoki. Pola przecięte 
lasami, łany zbóż i zachody 
słońca. A i ludzie przy Niej zatrzymywać się będą. 
Będą z Nią rozmawiać.


    W uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP przyjechali do sanktuarium Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Postawili Ją na ołtarzu, tuż obok tabernakulum. Stanęła jak zawsze skromna, z lekko opuszczoną głową. Lewą dłoń trzymając na brzuchu, jakby go gładząc. Stała tak cierpliwie, czekając na moment, kiedy po liturgii znajdzie się w samochodzie, by pojechać do swojego nowego domu, małej wiejskiej kapliczki stojącej przy polnej drodze, między dwiema warmińskim wioskami – Głotowem i Swobodną.


    Tak sobie wymarzył


    Jeszcze 3 lata temu kapliczka była ruiną. Stała nieopodal drogi, otaczały ją krzaki. Zdawało się, że w zapomnieniu chyli się ku ziemi. Stała o skręconych przez czas murach, bez drzwi, okien, świętych figur i krzyża. Drzewa swymi korzeniami wypychały jej fundamenty, jakby komuś zależało na tym, aby wyrwać ją, rozrzucić resztki cegieł, z czasem przykryć je niesioną przez wiatr ziemią.
Ale znalazła się grupa przyjaciół, którzy dostrzegli ten zapomniany symbol warmińskiej wiary. Podjęli decyzję: odrestaurujemy kapliczkę. Przez kolejne wiosny, lata i jesienie cierpliwie pracowali przy niej, karczowali krzaki, usuwali korzenie, podnosili fundamenty, prostowali mury. Później zrobili strop, wstawili okna i drzwi, położyli dachówkę.
W końcu, po 3 latach wysiłków, przyszedł moment poświęcenia kapliczki. Krzyż do jej wnętrza przynieśli mieszkańcy Swobodnej. Uroczyste poświęcenie odbyło się pod przewodnictwem bp. Juliana Wojtkowskiego. Był proboszcz ks. Marek Proszek. Odprawiono również nabożeństwo majowe. Biskup
Wojtkowski prosił, aby były tu odprawiane te nabożeństwa, bo głos modlitwy pięknie niesie się po polach. – Pragniemy, aby była to kapliczka Matki Bożej Brzemiennej. Mariusz sobie tak wymarzył. Jerzy Kielak zdecydował, że wyrzeźbi do kapliczki postać Matki Bożej Brzemiennej. W grudniu, na Niepokalane Poczęcie, chcemy umieścić nową figurkę w kaplicy – obiecywała wówczas Anna Taraszkiewicz.


    To jest mój cel


    Pan Jerzy mieszka z rodziną w Kraszewie. Jest gospodarzem, więc latem i jesienią pracy ma dużo. Inwentarz, ogródek pełen warzyw, a i ziemniaki trzeba zebrać. Kiedy tylko ma wolną chwilę, rzeźbi. – Na chwałę Bożą, żeby ewangelizować – mówi. Figury i krzyże jego autorstwa porozsiewane są po okolicy. A są ładne, w swej urodzie proste, zachęcające do zatrzymania, spojrzenia, zadumania i modlitwy.
Przyszedł i czas na wyrzeźbienie Matki Bożej Brzemiennej. Długo nie zastanawiał się nad drewnem, po prostu wziął to, które było pod ręką. – Bo człowiek to może się zastanawiać, dumać, a i tak do końca nie wie, czy kloc drewna będzie odpowiedni, czy będzie współpracować z dłonią i dłutem – opowiada. Pierwsze ruchy dłonią, pierwsze wióry spadły na ziemię. – Ma być Matka Boża z Jezusem w sobie. Ją rzeźbię. Uczucie trudne do opisania. Trzeba poprosić Ducha Świętego, żeby natchnął. I myślę, że z Jego pomocą uzyskałem wyraz, który chciałem. Wszystko z pomocą Bożą – podkreśla.
Mówi o sobie, że nie jest artystą, a twórcą ludowym, że raczej kieruje nim ta ważna myśl: „Na chwałę Bożą”. – To wspaniałe uczucie, kiedy Jezusa się wyrzeźbi, On wisi na przydrożnym krzyżu, a ja idę, patrzę, jest mój Jezus, wisi wytrwale. I człowiek przejeżdża rowerem. Zatrzymuje się. Robi znak krzyża. To jest największa radość, że to trafia do ludzi, ewangelizuje. To jest mój cel – opowiada Jerzy. Po kilku wieczorach modlitewnego rzeźbienia ukończył Matkę Bożą Brzemienną. – W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że Ona jest pierwszym tabernakulum, że Ona pierwsza skrywała w sobie Jezusa – dodaje.
Nadszedł dzień Niepokalanego Poczęcia. Rano z żoną ułożyli Matkę Bożą na tylnym siedzeniu samochodu. Przywieźli do Gietrzwałdu, by w miejscu objawień figura została poświęcona. Postawili Ją przy tabernakulum. – Jest piękna – westchnął ks. Jan Paszulewicz, który wraz z przyjaciółmi zaangażowanymi w odnowienie kapliczki przyjechał do Gietrzwałdu. – Widzimy Matkę Bożą pierwszy raz. Jest piękna – szeptała Anna.


    Taką mamy myśl


    Wieczorem, o godz. 18, przy kapliczce zebrali się ludzie. Z pochodniami, z różańcami. Uroczyście ustawiono Matkę Bożą Brzemienną w kapliczce. Słowa modlitwy i śpiew niosły się po pustych polach. Potem ludzie powoli odchodzili. Żegnali się i odchodzili. A Matka? Tam będzie stać wytrwale, czekając na kolejne osoby, które zatrzymają się na chwilę, zmówią modlitwę, może cicho zapłaczą, skarżąc się Jej na swój los. A widoki tam są niezwykłe, wiosną zieleń strzela trawami, latem żółcą się zbożem pola, jesienią odległe lasy zmieniają kolory, a zimą biel ciągnie się po horyzonty.
– Dobrze będzie miała tu nasza Matka. Latem tą drogą sporo ludzi przejeżdża rowerami, inni spacerują. Zmierzają do Głotowa, na Kalwarię. Siłą rzeczy zatrzymają się przy kapliczce, pomodlą. Jest z kim teraz porozmawiać – mówi Mariusz Dawidowicz. – Tak rozmawialiśmy z ks. Janem, że w Kościele nie ma dnia poświęconego kobietom brzemiennym. Myślimy, że może właśnie tu będziemy spotykać się z nimi, może w święto Nawiedzenia św. Elżbiety? Taką mamy myśl. Żeby Maryja im błogosławiła – dodaje Anna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół