• facebook
  • rss
  • Historia zatoczyła koło

    dodane 31.12.2015 00:00

    O historii uczelni, pierwszych klerykach i wyzwaniach stojących przed młodymi kapłanami z ks. Pawłem Rabczyńskim, rektorem WSD „Hosianum”, rozmawia Krzysztof Kozłowski.

    Krzysztof Kozłowski: Było to dawno, dawno temu, ale nie za górami, bo na Warmii. Kardynał Stanisław Hozjusz po Soborze Trydenckim natchniony przyjechał do Lidzbarka Warmińskiego. Z owego natchnienia w niedługim czasie w Braniewie powstało pierwsze seminarium duchowne w Polsce. Czy tak w skrócie można opisać początki Hosianum?

    Ks. Paweł Rabczyński: To wszystko nie było takie proste. Trzeba kilku wyjaśnień. Najpierw był oczywiście Sobór Trydencki, który na 23. sesji, 15 lipca 1563 r., zobowiązał biskupów do zakładania seminariów dla kształcenia przyszłych kapłanów. Po powrocie z soboru kard. Stanisław Hozjusz postanowił wdrożyć jego decyzje w swej diecezji. Wiedział, jak bardzo potrzebni są w Kościele kapłani dobrze uformowani i właściwie przygotowani do pracy duszpasterskiej. Sam jednak nie był w stanie zapewnić odpowiednich warunków wychowania kandydatów do święceń.

    Sprowadził więc do Braniewa jezuitów, którzy tam mieli założyć kolegium dla kształcenia świeckich i duchownych. Ponadto, kierując się wielką rozwagą, nie chciał sam podejmować tak ważnej dla diecezji i brzemiennej w skutki decyzji. Zwołał więc synod diecezjalny, który obradował w Lidzbarku Warmińskim 7 i 8 sierpnia 1565 roku. To właśnie wtedy postanowiono o utworzeniu w Braniewie specjalnego kolegium dla kandydatów do święceń.

    Dodajmy, pierwszego w Polsce.

    Pierwszego, czyli najstarszego. Jako nieliczni jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami aktu erekcyjnego seminarium z 21 sierpnia 1565 roku. Wydanie dekretu to jednak nie wszystko. Trzeba było jeszcze podjąć wielomiesięczne przygotowania. Dość powiedzieć, że ostatecznie w dniu liturgicznego wspomnienia św. Katarzyny Aleksandryjskiej, 25 listopada 1567 r., do seminarium przyjęto pierwszych 10 alumnów. Docelowo miało ich być 24; 16 wytypowanych i utrzymywanych przez biskupa oraz 8 pod opieką kapituły katedralnej. Ostatnio w gronie moderatorów śmialiśmy się, że historia naszej Alma Mater zatoczyła wielkie koło. Ponieważ także w roku jubileuszowym 2015 do Hosianum wstąpiło 10 alumnów.

    Pierwsi klerycy nie mieli łatwego życia. Mogli mieć ze sobą jedynie jednego sługę, a do obiadu wypić zaledwie jedno piwo. Tak przynajmniej donoszą kronikarze z XVI wieku.

    Trudno jest mi dziś komentować i oceniać dawne życie seminaryjne, czy też przyjęte zasady funkcjonowania. Na pewno trzeba wziąć pod uwagę ówczesne uwarunkowania. Porządek w braniewskim seminarium z pewnością nie odbiegał od regulaminów obowiązujących w innych kolegiach. Nie wszystkich alumnów stać było na jednego sługę. Sami przecież bardzo często pochodzili z ubogich rodzin. Gdyby tak nie było, to niepotrzebna byłaby fundacja biskupa i kapituły.

    Patrząc dziś na alumnów, zdaje się, że zwyczaje są zupełnie inne.

    Statut i regulamin współczesnego Hosianum nie przewidują tego typu zapisów jak przywołane powyżej. Jednak to wcale nie przeszkadza klerykom w formacji, nie ogranicza ich. Mają wiele powodów do radości i satysfakcji, jak choćby udział w konkursach naukowych, zawodach sportowych, zdobywanie pierwszych doświadczeń duszpasterskich. Ważne jest także przezwyciężanie własnych słabości, duchowe zmagania i stopniowe dojrzewanie do kapłaństwa. Seminarium uczy postawy służebnej i odpowiedzialności za siebie i za innych.

    Wracając do jubileuszu. W ramach obchodów 450-lecia odbyła się sesja naukowa, która traktowała o historii Hosianum. Czego nowego można było się dowiedzieć z prelekcji?

    Centralnym wydarzeniem jubileuszowym był Międzynarodowy Kongres Naukowy, zakończony uroczystą Mszą św. pod przewodnictwem nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Celestino Migliore. Dwa dni poznawania bardzo bogatych i chwalebnych dziejów Hosianum oraz wzruszająca Eucharystia, koncelebrowana przez absolwentów seminarium. Kongres od strony merytorycznej został przygotowany przez ks. prof. Andrzeja Kopiczkę, historyka i pracownika naukowo-dydaktycznego UWM. Wzięło w nim udział ponad 30 prelegentów z różnych ośrodków naukowych w kraju i za granicą. Pierwsza sesja dotyczyła okresu jezuickiego Hosianum, a więc początków i jego rozwoju do 1780 roku. Sesja druga była skoncentrowana na latach 1780–1944, w tym na uzyskaniu przez naszą uczelnię praw akademickich. Ostatnia traktowała o dziejach naszej Alma Mater po 1945 roku. Obejmowała także historię najnowszą, dotyczącą powstania Wydziału Teologii oraz seminariów w diecezji elbląskiej i ełckiej. Współpracując z Wydziałem Teologii, Hosianum powróciło do dawnych tradycji formacji duchowej we własnych murach i intelektualnej w ramach uczelni wyższej.

    Przez stulecia warmińskie seminarium kształtowało nie tylko kapłanów, ale też – przez ich pracę – wiernych, a więc i wiarę na Warmii. Co, patrząc z perspektywy historii i teraźniejszości, zdaje się największym wyzwaniem dla Hosianum, które często nazywane jest sercem Warmii?

    Decyzja kard. Hozjusza o utworzeniu seminarium duchownego i równolegle gimnazjum dla młodzieży świeckiej okazała się wydarzeniem epokowym. Absolwenci uczelni stanowili elitę intelektualną nie tylko diecezji warmińskiej. Angażowali się w szkolnictwo, różne sfery kultury, a także w życie społeczne i polityczne. Tak było przez wieki i tak jest dzisiaj. Po czterech wiekach obecnie w ramach Wydziału Teologii UWM diecezja warmińska nadal otrzymuje uformowanych kapłanów, dobrze przygotowanych do podjęcia zadań duszpasterskich, ale również wykształcony laikat, który może odegrać zasadniczą rolę w dziele nowej ewangelizacji. Dziś wielkim wyzwaniem dla serca Warmii jest dialog ze współczesnym światem i z kulturą, która bardzo często promuje prądy ideowe przeciwstawiające się chrześcijaństwu. Zeświecczenie, praktyczny ateizm, daleko posunięty indywidualizm – to tylko niektóre z czynników, z którymi styka się bezpośrednio kandydat do święceń i następnie młody ksiądz. To wszystko przypomina mi w pewnym sensie czasy Hozjusza, gdy jako biskup warmiński musiał bronić katolickiej wiary i uzasadniać jej wiarygodność. Uważam, że i dzisiaj, stając wobec różnorodnych przejawów cywilizacji śmierci, absolwent Hosianum powinien być apologetą, nie tylko chrześcijaństwa, ale także godności człowieka.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół