• facebook
  • rss
  • To nie pogoń za wiatrem

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 01/2016

    dodane 31.12.2015 00:00

    Archidiecezja. A Bóg przez cały miniony rok do nas mówił: „Umiłowany, w którym mam upodobanie. Jesteś mój, kocham cię, nie bój się”.

    Minuty układały się w godziny, te w dni, które z kolei tworzyły miesiące. Tak minął kolejny rok, znów niezauważony, jakby czas niczym woda przelewał się przez palce. Człowiek ma wrażenie, że ją chwyta, ale to nadaremny trud. Krople kapią na podłogę. A kiedy zawieje wiatr, dłoń staje się sucha. Zostaje jedynie wspomnienie. Tak jest z czasem, tak jest też z naszym zagonieniem za sprawami tego świata, które nas tak pochłaniają, wręcz angażują dusze w zmagania polityków, w konflikty w pracy, czasem nawet rodzinne wojny.

    Gonimy za dobrami materialnymi, by jeszcze więcej pieniędzy odłożyć, mieć lepszy samochód, większy telewizor, kolejną szafę. „Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem”, pisze w swej księdze Kohelet. Co więc w minionym 2015 roku nie było wiatrem i marnością? Wiele Bożych spraw, ważnych dla warmińskiego Kościoła, ale też tych małych, w które zaangażowanych jest kilka osób. Marnością nie były również słowa, które wyrosły z Ewangelii, głoszone na różnych rekolekcjach. Co nie było marnością i wiatrem?

    Tu jest spokój

    Marnością nie jest na pewno pokój, kiedy człowiek nie doświadcza przemocy, nie musi nocą uciekać z domu, by ratować życie swoje i swoich bliskich. Doświadczyli tego nasi rodacy z Donbasu, którzy w styczniu zostali ewakuowani z Ukrainy i na pół roku zamieszkali w ośrodku Caritas w Rybakach. Musieli wyrwać swoje korzenie, zamknąć oczy pełne łez, kiedy może ostatni raz spojrzeli na swój rodzinny dom. Musieli pozostawić cały dorobek życia, mieszkania, samochody, fotel, w którym siadali po dniu pełnym obowiązków i troski. Ich wieloletni trud mogli zamknąć jedynie w niewielkich walizkach, ulubione ubrania, jakieś kosmetyki i ukochany pluszowy miś dziecka, którego przytula podczas snu. Jeszcze rozrywające serce pożegnania, bo został syn, ojciec, dziadek, ciocia i wujek, czasem rodzeństwo. I przyjaciele… – Kiedy jechaliśmy do Charkowa, było niebezpiecznie. Huki wystrzałów. Po drodze byliśmy trzy razy kontrolowani. Nie chciano nas przepuszczać, ale udało się… – opowiada Olesia. Po przyjeździe nie chcieli opowiadać o wojnie, o tym, co widzieli. Upajali się ciszą Rybaków, lasem opatulonym w śnieg, taflą zamarzniętego jeziora. Spotkali tu dobrych ludzi, którym zaufali, poczuli się bezpiecznie. I z biegiem czasu otwierali swoje serca, wspominali tragiczny czas. – Trudno uwierzyć, że to zostało tak zniszczone. Centrum miasta nie tak bardzo, ale okolice, otaczające miasteczka… Kiedy jechaliśmy, widok był przerażający. Domy zniszczone, mosty i koleje zniszczone. Nic nie zmieni losu ludzi, którzy stracili wszystko, którzy stracili bliskich. Życie w Doniecku? Wyglądało bardzo strasznie. Tam zawsze ktoś strzelał. Chodzili jacyś ludzie z bronią, w mundurach. Tam nie dało się pracować, studiować, chodzić do szkoły. Niewinni ludzie ginęli – wspomina Olesia, która dziś studiuje medycynę w Bydgoszczy. – Jesteśmy odpowiedzialni za dzieci, za ich przyszłość. Dlatego przyjechaliśmy do Polski. Tu jest spokój, a tam wojna. Często niebo wymalowane było ogniem pocisków wystrzeliwanych z pobliskich pól. Jak żyć ze świadomością odpowiedzialności za dzieci i rodzinę? – pyta Aleksander, który dziś pracuje jako górnik na Śląsku. W obwodzie donieckim ciągle jest niebezpiecznie. Mówią o tym uchodźcy z kolejnej grupy, która w listopadzie została ewakuowana do Polski i zakwaterowana w Rybakach.

    Człowiek Warmii

    Od momentu, kiedy bp Jacek Jezierski został ordynariuszem diecezji elbląskiej, wierni z naszej archidiecezji oczekiwali na nowego biskupa. – Bardzo proszę o modlitwę w intencji procesu informacyjnego, który prowadzi nuncjusz apostolski celem zaproponowania ojcu świętemu kandydatów do tej posługi – mówił abp Wojciech Ziemba. A wierni się modlili, wytrwale, we wspólnotach, domach. Niektórzy systematycznie słuchali Radia Watykańskiego, czy są nominacje, może dziś będą mówić o nowym biskupie. – Otrzymałem od nuncjusza apostolskiego w Polsce wiadomość, że ojciec święty Franciszek, po rozważeniu wszystkich okoliczności, zadecydował, aby mianować dla naszej archidiecezji biskupa koadiutora, czyli biskupa pomocniczego, który będzie już wyznaczony jako mój następca – informował metropolita. A wierni się modlili. W końcu 10 lutego 2015 r., dokładnie o godz. 12, Stolica Apostolska ogłosiła, że arcybiskupem koadiutorem mianowano bp. Józefa Górzyńskiego. – Tę informację przyjęliśmy z radością, bo sytuacja trochę się przedłużała – komentował po ogłoszeniu papieskiej nominacji abp Ziemba. – Cieszę się, że będę koadiutorem, bo dla mnie, nie dość jeszcze doświadczonego biskupa, jest to okazja do przyjrzenia się archidiecezji pod okiem bardzo doświadczonego abp. Ziemby – powiedział abp Górzyński. Wiadomość o nominacji arcybiskupa koadiutora obiegła lotem błyskawicy całą Warmię. – Warmię polubiłem od pierwszego pobytu. Jest to piękna ziemia. Mam nadzieję, że emocje przejdą powoli w dojrzewanie i powolne wejście w konkretne zadania – mówił abp Górzyński i podkreślał: „Całym sercem muszę być człowiekiem Warmii”.

    Chwała Panu!

    Kiedy dla człowieka najważniejszą rzeczą staje się gromadzenie dóbr, żyje w nieustannym napięciu. Bierze nadgodziny, czasem szuka dodatkowego zajęcia. A kiedy nagle traci pracę, kończy się spokój i sens życia. Coś go uwiera, coraz mocniej, rozbiegane myśli dążą do jednego celu – by mieć. „Wszystko to marność i pogoń za wiatrem”. – Powiedz swojemu sąsiadowi, że ma robotę do zrobienia. Już nie ma ludzi bezrobotnych. Jesteś zatrudniony w królestwie Jezusa Chrystusa – mówi o. John Bashobora, charyzmatyczny kapłan z Ugandy. Na zaproszenie parafii Chrystusa Odkupiciela Człowieka i Szkoły Nowej Ewangelizacji „Emaus” przyjechał do Olsztyna, by głosić rekolekcje. Ponad 2 tys. osób przez trzy dni wypełniało halę Urania. Przyjeżdżali z najdalszych miejsc archidiecezji, brali urlopy, a kiedy nie mieli z kim zostawić dziecka, brali je z sobą, by usłyszeć Dobrą Nowinę. Przez wszystkie konferencje o. Bashobora przekonywał zebranych, że każdy człowiek jest ważny dla Boga. – Zobaczcie, jak ludzie mówią o innych: „Gej, złodziej, morderca”. A Bóg mówi: „Umiłowany, w którym mam upodobanie. Jesteś mój, kocham cię, nie bój się”. Co za Ojciec! On patrzy na nas oczami serca. Nie widzi koloru skóry, blizn, kosmetyków, jakie nakładasz. Widzi swoje dziecko – mówił o. John. – Tego nigdy nie jest za wiele, słyszeć, że ktoś cię kocha. A jeszcze taki Ojciec… Muszę to sobie częściej powtarzać, bo chyba każdy ma w życiu takie momenty, kiedy myśli, że jest do niczego, nic mu nie wychodzi, wszystkich zawodzi. Ja też tak mam, nawet często. Ale okazuje się, że niepotrzebnie, bo przecież najważniejsza osoba w życiu, mój Ojciec, kocha mnie cały czas – podkreśla Ania. – Nie ukrywam, że przyjechałem tu z innymi intencjami. Ale kiedy usłyszałem, jak o. John mówił o żonach, które chcą zostawić mężów, i mężach, którzy chcą zostawić żony, dopiero do mnie dotarło, że mówi o mnie. Po 30 latach małżeństwa straciłem nadzieję, przestałem się modlić za swoje małżeństwo. Duch Święty powiedział wczoraj do mnie: „Człowieku! Co ty robisz? Otrząśnij się, Pan Bóg jest z tobą. On ci pomoże. Wpłynie na żonę, żeby ci wszystko wybaczyła”. Chwała Panu! – mówi Marek. I serca otwierały się na miłość Bożą, wypełniały się nią. Wiele łez, błogosławieństwa, spoczynków w Duchu Świętym. Msze św., adoracje Najświętszego Sakramentu. Nikt z nas w królestwie Jezusa nie jest bezrobotny. To dobra wiadomość, dobra.

    Przez 261 godzin

    Potrzebujemy słowa Bożego, nieustannego przypominania, że Jezus nas kocha, że jest pełen miłosierdzia, przebacza, delikatnie stara się do nas przemawiać. Mówi o tym do nas Maryja. Właśnie Ona, w wizerunku Matki Bożej Miłosierdzia, kolejny rok odwiedzała parafie, zaraz po rekolekcjach ewangelizacyjnych, jakby będąc namacalnym dowodem tego, że kiedy oddasz się Bogu, będziesz szczęśliwy, spełniony, bez lęku. Przemierzała wąskie warmińskie drogi, zaglądała do rozłożonych między pagórkami wiosek, starych kościołów o strzelistych wieżach. Była i w Kobułtach, gdzie w letnie parne popołudnie ludzie zebrali się przy kościele. Kiedy w bramie pojawił się biały samochód, w nim kopia obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej, wśród ludzi słychać było szept: „Matka Boża przyjechała”. Czterech mężczyzn podeszło do samochodu. Delikatnie wysunęło obraz Matki Bożej Miłosierdzia, która od listopada 2012 r. nawiedza wspólnoty Warmii i Mazur. Całej uroczystości przewodniczy infułat ks. Antoni Setlak, intonując maryjną pieśń. Wierni za Matką Bożą weszli do kościoła, by podczas Eucharystii podziękować za rekolekcje i prosić Maryję o wstawiennictwo. – Matko Bożego Miłosierdzia, w imieniu rodzin prosimy Cię, bądź z nami w każdy czas, wspieraj nas – mówili przedstawiciele parafii. Trwająca trzy lata ewangelizacja archidiecezji i peregrynacja wizerunku Matki Bożej zakończyły się w listopadzie. W listopadzie młodzież pojechała do Warszawy, by przywieźć znaki Światowych Dni Młodzieży. – Peregrynacja symboli ŚDM to jedno z najważniejszych wydarzeń w ramach przygotowań do spotkania z ojcem świętym. Jest oczywiście wiele wydarzeń organizacyjnych, których nie widać, a które się dzieją. Natomiast peregrynacja znaków to czas przygotowań w wymiarze duchowym. Także bardzo integracyjnym. Znaki łączą, w tym wypadku nie tylko nas, ale też młodzież całego świata – mówi abp Józef Górzyński. – Jestem przekonany, że młodzież naszej archidiecezji przez 11 dni wypełniła zadanie, jakie powierzył nam Jan Paweł II. Krzyż i ikona Matki Bożej peregrynowały po naszej archidiecezji przez 261 godzin. Dotarła do 22 szkół i 23 wspólnot parafialnych. Ważnymi miejscami były również: WSD „Hosianum”, Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy w Lidzbarku Warmińskim, Szpital Dziecięcy w Olsztynie, areszt śledczy… Wszędzie tam, gdzie młodzi ludzie oczekiwali prawdy o odkupieniu i zbawieniu – mówi ks. Jarosław Dobrzeniecki. Zakończył się stary rok. Rozpoczął nowy. Ważny, bo wypełniony Bożym miłosierdziem, pamięcią o chrzcie Polski i entuzjazmem młodych, którzy spotkają się w Krakowie z papieżem Franciszkiem. Pełny rekolekcji, rozsiewania słowa Bożego i czasu, który niech nie stanie się dla nas jedynie marnością. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół