• facebook
  • rss
  • A co o mnie powiedzą?

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 02/2016

    dodane 07.01.2016 00:00

    Samorząd. O tym, co ma teologia do polityki, a władza do służby, i o dobijaniu się o interesy regionu z nowym wojewodą warmińsko-mazurskim Arturem Chojeckim

    Krzysztof Kozłowski: Dowiedział się Pan o nominacji na stanowisko wojewody. Poranek następnego dnia. Budzi się Pan, spogląda w lustro i... co myśli?

    Artur Chojecki: Moment nominacji? To był zwykły dzień, jak każdy inny. Oczywiście, pełen radości, ale też myśli o tym, jakie ta decyzja nakłada na mnie obowiązki. Zastanawiałem się, czy uda mi się wszystko zrealizować, podejmować ważne decyzje, a jednocześnie być blisko ludzi, rozpoznawać ich problemy i je rozwiązywać. A następnego dnia... (śmiech) Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Było bardziej prozaicznie, dzieci się obudziły, rozpoczęła się poranna gorączka, jak zwykle w pośpiechu. Do tego trzeba było już założyć garnitur, zawiązać krawat...

    Ktoś dzień wcześniej, gratulując mi, powiedział, że jestem szóstym wojewodą warmińsko-mazurskim w historii regionu. To budzi poczucie obowiązku. Zmieniają się opcje polityczne, wśród tych wojewodów były różne osobowości. Wcześniej wiele słyszałem o poprzednikach, że wojewoda Adam Supeł, jako prawnik, wiele czasu poświęcał dokumentom, rozstrzygnięciom nadzorczym. Że wojewoda Anna Szyszka była bardzo pracowita i do późnych godzin nocnych pracowała w swoim gabinecie. I przyszła mi taka myśl: „A co powiedzą o mnie jako wojewodzie?”. Chciałoby się tej służbie nadać swój charakter, być dobrze zapamiętanym. Urząd wojewody, w moim rozumieniu, to nie tyle powód do dumy, co przyczynek do podjęcia służby na rzecz mieszkańców regionu. Dla nich pracujemy.

    Jak Pan sobie wyobraża swoje urzędowanie? Stoi Pan przed mapą z województwem warmińsko-mazurskim. Spogląda na region, począwszy od Elbląga, poprzez Olsztyn, po Ełk. O co będzie się Pan najbardziej troszczyć?

    Kiedy odbieraliśmy nominacje, premier Beata Szydło powiedziała, że musimy być blisko ludzi. Chcę więc spotykać się z ludźmi, słuchać ich, poznawać problemy, jakimi żyją, żeby nie stracić kontaktu z rzeczywistością. Można wyobrazić sobie taką sytuację, że albo będę zasypany dokumentami, albo będę w nieustannych rozjazdach. Wolałbym znaleźć złoty środek. Chcę możliwie najczęściej spotykać się z mieszkańcami regionu. Zresztą, mam już pierwsze doświadczenie. Na początku urzędowania odwiedziłem gminę Rybno, gdzie spotkałem się z rolnikami. Tam usłyszałem, że jest to pierwsza od 20 lat wizyta wojewody w tej gminie – niewielkiej, wiejskiej. A przecież tam żyją mieszkańcy naszego województwa. Uczestnicy spotkania podkreślali, że oczekiwali przedstawiciela wojewody przed wyborami, z którym chcieli porozmawiać o tegorocznej klęsce suszy. Niestety, nie doczekali się. Byli zaskoczeni, że teraz przyjechał do nich sam wojewoda. Wielu w to nie wierzyło i nie przyszło na spotkanie. To najlepszy dowód na to, że nie można kurczowo trzymać się fotela, siedzieć tylko za biurkiem, ale że trzeba wyjść z gabinetu, wejść w środowiska, z uwagą wysłuchać problemów i starać się je rozwiązywać.

    Na sposób sprawowania władzy ogromny wpływ mają wartości, jakimi się człowiek kieruje. Pan ukończył teologię...

    I pisałem pracę magisterską: „Chrześcijanin w polityce, w artykułach »Tygodnika Powszechnego« w latach 90.”. Takie wzajemne przenikanie się dwóch, wydawałoby się dziś, odległych rzeczywistości, czyli polityki i wiary, interesowało mnie od dawna. W politykę zaangażowałem się po skończeniu studiów, kiedy przeprowadziłem się z Elbląga do Olsztyna.

    Jakie motywy kierowały Panem, aby zająć się polityką?

    Zdałem sobie sprawę, że jako chrześcijanin mam obowiązki wobec ojczyzny, wobec społeczeństwa, zwłaszcza ludzi słabszych, którym trzeba pomagać. Pytanie: kiedy i jak można zrobić to najlepiej, uczciwie, z pożytkiem dla innych? Jestem przekonany, że jest to możliwe tylko wtedy, kiedy opieramy się na systemie wartości. Są one niezbędne w każdej sytuacji, również w wypełnianiu obowiązków wynikających z powierzonych nam ważnych stanowisk i urzędów. Wartości przygotowują człowieka do postrzegania władzy jako służby. Będę to zawsze podkreślać – władza to przede wszystkim służba. Bliska mi jest jej definicja, którą określił Sobór Watykański II: „Polityka to roztropna troska o dobro wspólne”. Każde słowo tego przesłania ma swoje ogromne znaczenie.

    Ale nieustannie wpaja się społeczeństwu przekonanie, że w polityce nie ma miejsca na wartości, religię i wiarę. Szczególnie podkreślali to przedstawiciele poprzedniego rządu.

    I to się dobrze dla nich nie skończyło. Ilekroć podejmuje się walkę z religią, z tradycją narodową, ostatecznie się przegrywa. Jest to również przejaw – w mojej ocenie – utraty kontaktu z rzeczywistością. Ludzie potrzebują również wymiaru duchowego swojej egzystencji. Ciepła woda w kranie – jak mówił premier Tusk – jest ważna, ale ważne są także rzeczy niewymierne.

    Wspomniał Pan o spotkaniach z ludźmi. One będą przybliżać problemy, z jakimi się borykają. Pan jednak jest również reprezentantem rządu. Będzie więc informował o problemach regionu. Czego one dotyczą?

    Największą bolączką jest systemowa, strukturalna bieda, wynikająca z obiektywnych czynników, takich jak peryferyjne położenie Warmii i Mazur i związane z tym wykluczenie komunikacyjne. Chociaż mamy obszarowo duże województwo, to z małą liczbą ludności, która zresztą kurczy się z powodu emigracji, wyjazdów młodych za granicę, do większych miast, gdzie łatwiej jest o pracę. Brakuje u nas przemysłu, który stworzyłby miejsca pracy. Przez całe lata stawiano na rolnictwo i turystykę. Koniecznie trzeba to zweryfikować, bo mamy największe w kraju bezrobocie, największy odsetek osób korzystających z pomocy społecznej. To jest właśnie strukturalna bieda. 15 proc. rodzin zagrożonych jest skrajnym ubóstwem. To są największe wyzwania, jakie przed nami stoją. Zawsze będę te sprawy przedstawiał rządowi i wspólnie będziemy szukać pomysłów, jak temu zaradzić. Musimy znaleźć sposób na to, aby młodzi zechcieli u nas zostać, by na Warmii i Mazurach znajdowali godziwą pracę i płacę.

    A jakie są realne możliwości wpływu wojewody na rząd?

    Formalnie jest tak, że wojewoda realizuje program rządu w terenie. Ale też powinien informować o problemach, z jakimi się spotyka. Służą temu nawiązywane znajomości, spotkania z przedstawicielami poszczególnych ministerstw. Po prostu trzeba dobijać się o swoje, z myślą o regionie. Jeśli nie drzwiami, to kominem. (śmiech)

    Jest Pan również członkiem Akcji Katolickiej. Osoby związane z tym ruchem zaczęły angażować się w politykę – to zapowiada zmiany...

    Po to została powołana Akcja Katolicka, żeby zajmować się sprawami służby publicznej. Dzięki temu są to osoby ukształtowane, kierujące się wartościami takimi jak uczciwość, prawda, wzajemny szacunek, dostrzeganie godności drugiego człowieka, a nade wszystko kierujące się poczuciem służby, a nie tylko chęcią delektowania się władzą. Moje zaangażowanie polityczne wynikało z tego, że jako osoba uformowana przez katolicką naukę społeczną wiem, że mam pełne prawo do tego, by zajmować się polityką, takie samo jak osoby niewierzące czy wyznające inne religie. Nie zamierzam formować wszystkich na swoją miarę, ale świadectwem własnego życia ukazywać wartości, które są mi bliskie.

    Wróćmy do poranka, o którym rozmawialiśmy na początku. Wspomniał Pan o gwarze w domu, porannym zamieszaniu i rodzinie. Jak wygląda Pana życie rodzinne?

    Mam trzech synów. To 10-letni Wojciech, 7-letni Stanisław i Lesław, pięciolatek. Mieszkanie jest niewielkie, więc czasami panuje w nim ogromny rejwach. Ale jest tak, że każdy powrót do domu, możliwość bycia z żoną i synami, przytulenia, porozmawiania, wspólnego pośmiania się to chyba najlepszy odpoczynek po ciężkim dniu pracy.

    A żona? Co powiedziała, kiedy dowiedziała się, że został Pan wojewodą?

    Agnieszka spojrzała na mnie i zapytała: „Oj, czy to nie za szybko? Czy jesteśmy na to gotowi?”. (śmiech) Żona wspiera mnie i jestem jej za to ogromnie wdzięczny. Wiadomo, że praca wojewody nie zamyka się w ośmiu godzinach, ale wiem, że żona akceptuje ten fakt. Rodzina to ważne miejsce dla każdego człowieka. Z niej czerpiemy siłę, uczymy się miłości i wzajemnego szacunku. Oczywiście zawsze, jak to w życiu, bywają i gorsze dni, ale towarzyszy temu przekonanie, jeśli nie pewność, że nawet w trudnych chwilach możemy na siebie liczyć.

    Czego należy życzyć nowemu wojewodzie na nadchodzący rok?

    Myślę, że ciężkiej, choć satysfakcjonującej pracy, a także ludzkiej życzliwości. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół