• facebook
  • rss
  • Duch Święty też posługuje się internetem

    Krzysztof Kozłowski:

    |

    Posłaniec Warmiński 05/2016

    dodane 28.01.2016 00:00

    O toksycznych owocach, duchowym paraliżu i uzależnieniach, których nie opisała jeszcze nauka, z br. Adamem Mianowskim OFM Cap rozmawia Krzysztof Kozłowski.

    Krzysztof Kozłowski: Chrystus był mistrzem krótkich informacji. W kilku zdaniach zawierał najważniejsze prawdy. Czy prowadzenie bloga to jeden ze sposobów naśladowania Mistrza?

    Br. Adam Mianowski OFM Cap: Na pewno nie myślałem o rywalizowaniu z Chrystusem (śmiech). Raczej o przekazywaniu Dobrej Nowiny. Zainspirowała mnie znajoma. Prowadzenie bloga to możliwość wyrażenia siebie, tego, co jest dla mnie wartościowe, w sposób prosty. Kilkadziesiąt wyrazów, jakieś zdjęcie. Jeśli trwa to już ponad rok, to wierzę, że Pan Bóg się tym posługuje. Wiem, że są ludzie, którzy to czytają. Krótkie wpisy umieszczam raz w tygodniu, czasem częściej.

    Blog dotyczy formacji 12 kroków. Co to znaczy?

    Taki był zamysł. Czy w praktyce jestem temu wierny, w sensie trzymania się zagadnień? Pewnie nie. Sam program 12 kroków powstał dla anonimowych alkoholików, ale sprawdza się u wszystkich uzależnionych. Blog zatytułowałem: „Na trzeźwo”, więc nawiązuje do tej formacji. Ale te kroki to nie jest tylko sposób na odejście od uzależnienia, ale sposób wyjścia na duchową głębię, na szukanie w życiu czegoś więcej, więzi z Bogiem.

    Czasem jest tak, że jesteśmy uzależnieni od samych siebie, swojego świata, swoich racji.

    Często od grzechu i własnej słabości, bo nie mamy się na kim oprzeć, tylko na sobie. Bo od najmłodszych lat trzeba było być dla siebie oparciem, bo nie było go w rodzicach, przyjaciołach. Możemy być uzależnieni od siebie, choć nauka tego jeszcze nie opisała.

    Brat siada do komputera i myśli: „O czym to ludziom teraz napisać...”? Skąd Brat czerpie inspiracje?

    Nie rozpisywałem sobie, że w tym tygodniu napiszę o tym, w następnym o tamtym. I nie zamierzam tego robić. Wpisy powstają spontanicznie. Inspirują mnie książki, osoby. Blog to miejsce dzielenia się tym, co mnie inspiruje. Obecnie staram się, by co jakiś czas było coś konkretnie o uzależnieniu – alkohol, narkotyki, pornografia czy hazard. Są i wpisy dotyczące rozwoju duchowego. Obecnie czytam książkę o. Roztworowskiego: „W głąb Misterium”. Jest to zapis jego rekolekcji wygłoszonych w latach 70. ubiegłego wieku. Niezwykle ciekawe myśli. Umieszczam też filmy, w których Monika i Marcin Gajdowie, terapeuci chrześcijańscy, zawierają swoje koncepcje rozwoju, współpracy z łaską. Co przyniesie przyszłość, nie wiem. Ale Duch Święty na pewno wie (śmiech).

    Problem uzależnień często dotyka rodzin, które na zewnątrz sprawiają wrażenie kochającej się wspólnoty. Czy do takich osób jest skierowany blog? Bo alkoholik „podwórkowy” nie korzysta z internetu.

    Po części moje myśli skierowane są do osób nie tyle uzależnionych, co tych, które stykają się z tym problemem. Ktoś z rodziców pije, przyjaciel, ktoś bliski. Zresztą u mnie w rodzinie też był ten problem, więc jest to stan, który znam od podszewki. W Polsce jest też problem terroryzmu alkoholowego. Niektórzy nie wyobrażają sobie uroczystości bez alkoholu, a jeśli ktoś odmawia, to obraża gospodarzy i sam czuje się niewygodnie, kiedy słyszy: „Nie pijesz? Masz jakiś problem?”. A ja nie mam problemu, bo nie piję, gdyż nie chcę. O tym ciekawie pisał ks. Franciszek Blachnicki – o tym terroryzmie, który od lat jest w polskim społeczeństwie. Wiem z rozmów z młodymi, którzy są przy naszym klasztorze, że w swoich środowiskach stykają się z alkoholem, a nawet już z uzależnieniem rówieśników. Dlatego warto o tym mówić, warto wkładać kij w mrowisko, by poruszać serca.

    „Choroby ewangeliczne w różny sposób oznaczają słabość człowieka. Jest paraliż. I paralitycy oznaczają bezwład woli” – pisze Brat w ostatnim wpisie. Mowa jest w delikatny sposób o woli, doświadczeniach.

    Staram się nie pisać wprost o uzależnieniu, a o podłożu, na którym wyrastają nasze grzechy. Alkoholizm to toksyczny owoc czegoś, co jest głębiej. Anonimowi alkoholicy mawiają, że „alkoholik to pijący skurczybyk”. Gdy przestaje pić, nadal pozostaje „skurczybykiem”. Więc rzecz w tym – mówiąc prosto – żeby spróbować nie być skurczybykiem. Czasem życie sprawiło, że jesteśmy sparaliżowani, że brakuje nam życia, ktoś odebrał nam władzę na sobą. A Chrystus jest tym, który ożywia, potrafi oddać nam tę władzę. Jest wielu poszukujących, wątpiących... Nie chodzi o wykłady, a o krótkie przesłania, które mogą przemówić, nawet sprowokować rozmowę z Chrystusem. Bóg daje nam prawo buntu, prosi: „Powiedz Mi, co jest w twoim sercu, że jesteś na Mnie wściekły, że masz żal, bo życie jest takie”.

    Jak ważne w dzisiejszym świecie jest wejście ze słowem Bożym w internet?

    Młodzi są właśnie tam. Poniekąd też jestem jeszcze młody (śmiech), więc jest to dla mnie ważna sfera komunikacji. Ważne treści, myśli, to, kim jestem, w jakimś stopniu można przekazać. Duch Święty też się posługuje internetem (śmiech). Oczywiście, ten świat nie zastąpi spotkania twarzą w twarz, ale może być inspiracją do spotkania z Chrystusem, właśnie twarzą w twarz. Przecież są internetowe rekolekcje, które cieszą się ogromną popularnością. Więc dużo dobrego się dzieje. Stąd ta myśl, żeby też być jako brat mniejszy kapucyn, jako zakonnik, w wirtualnym świecie. Blog: natrzezwo.profaith.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół